Co to znaczy: tworzyć dziś u nas europejską kulturę muzyczną? Trudno zaprzeczyć, że jej nie ma, a skoro jest, nie sposób pomyśleć, czy czasem nie tworzy się sama z siebie? Niektórzy ją robią mimo woli, inni ulegają jej biernie, jeszcze inni są jej w ogóle nieświadomi, ale w tym tłumie znajdują się także jej świadomi twórcy i współtwórcy – znani, czasem też zapoznani. Wymienię przede wszystkim Denisa de Rougemonta z Listem otwartym do Europejczyków, Hansa Georga Gadamera z Dziedzictwem Europy, przywołam Rozmowy w Castel Gandolfo, które pozostawiły po sobie jakże ważny tom z 1990 roku o nazwie Europa i co z tego wynika.

Właśnie, co z tego wynika? Adresatem jest tu oczywiście również muzyka, a ona zna powody, dla których może łatwo pretendować do miejsca w pierwszym rzędzie. Po dwudziestu pięciu latach żadnej odpowiedzi nie dało się jednak usłyszeć. I jest czas, żeby przerwać to milczenie. Zadajemy zatem nowe pytanie, trochę skromniejsze, choć może nawet jest tym samym: „Jak właściwie mamy tworzyć, współtworzyć, europejską kulturę muzyczną – hic et nunc?”.

Kultura narodowa nie konkuruje z europejską, w tym sensie, że jedna miałaby zastąpić drugą. Jej dzieła są po prostu z natury europejskie, więc myślę, że chodzi tu nie o wprowadzenie zmiany w samych dziełach, ale o odkrycie ich szczególnej funkcji w tworzeniu się europejskiej kultury muzycznej. Te funkcje trzeba za wszelką cenę rozważyć; to należy nie tylko do możliwości, ale po prostu do obowiązku sprzyjania tej kulturze, a winna go posiadać tak muzykologia, jak i krytyka muzyczna. Formy działania kulturowego mogą być bardzo różne, ale warunkiem jest rozwinięcie się określonej samoświadomości środowiska muzycznego, a chyba również decydentów, biorących udział w życiu muzycznym. Tematyka, o której mowa, obejmuje uczestnictwo w recepcji intelektualnej i emocjonalnej treści stanowiących dziedzictwo kulturalne Europy, jak mity kultur europejskich, jak treści biblijne i religijne, jak to, co stworzyła historia muzyki w swej duchowości, a te wartości winny być sobie uświadamiane i rozwijane. Z drugiej strony, kiedy pomyślimy o edukacji muzycznej, nieodzownej dla powszechnego poczucia europejskiej kultury, edukacji będącej prawdziwą Bildung przekazaną nam przez XIX wiek, to nie przedstawia się ona u nas zbyt pomyślnie.

Niemniej mogą się pojawić wydarzenia kulturowe, związane z dziedzictwem duchowym Europy, które swym konkretnym przykładem aktualizują omawiany przez nas ogólny problem. Otóż w listopadzie skupi na sobie uwagę twórczość Luigiego Cherubiniego. Mam na myśli wystawę jego manuskryptów i partytur muzycznych, zgromadzonych w Bibliotece Jagiellońskiej, która zostanie otwarta przy udziale Instytutu Muzykologii w Weimarze-Jenie. Luigi Cherubini był włoskim kompozytorem z drugiej połowy XVIII wieku, pochodził z Florencji, później osiadł w Paryżu i został czołowym francuskim i europejskim kompozytorem, później Niemcy zgromadzili jego dzieła w Berlinie, tworząc wielkiej wagi Archiwum, a jeszcze później linia historyczna zakreśliła w kulturze koło i dzieła te znalazły schronienie w Krakowie. Florencja, Paryż, Berlin, Weimar, Kraków – znajdujemy się z muzyką Cherubiniego w samym sercu Europy.

Kultura narodowa jest często łączona z uniwersalną. W samej rzeczy europejska kultura jest uniwersalna, a przyczyny tego i konsekwencje są jednym z najważniejszych tematów. Jednakże przeskoczenie kultury europejskiej, przy roztrząsaniu uniwersalności w jej związkach z kulturą narodową, stanowi pominięcie problemu kultury europejskiej – jej osobliwości, kiedy myślimy o jej całości i zadaniach. Czym innym jest jej uniwersalność, czym innym czym jest dla siebie i dla swej przyszłości. Z Europy – jak zostało powiedziane – coś przecież wynika. Jak to wynika... w muzyce? Stajemy przed koniecznością uogólnienia tego problemu i jednocześnie przed koniecznością jego konkretyzacji.

 

 

Nr 10/2014