Cztery dzieła muzyczne wybrane do wykonania w wigilię łańcucha koncertów poświęconych twórczości Witolda Lutosławskiego dają miejsce na trzy teksty w języku polskim. Byłyby one recytowane na zmianę z muzyką. Podałem trzy propozycje, a nawet pięć, zostawiając decydentom pole wyboru. Są to zawsze fragmenty pism Paula Valéry, Henri Michaux, Cypriana Kamila Norwida oraz Henri Bergsona i Hermana Melville`a.

I. Paul Valéry: Eupalinos albo architekt

Na pierwszym miejscu Paul Valéry, tak – właśnie on, gdyż wskazuje drogę interpretowania postawy twórczej Lutosławskiego w sposób dotąd w Polsce nie podjęty. A zacząć należałoby od teorii poiesis i aisthesis. Kto uda się tą drogą, zobaczy dalsze pejzaże interpretacji. Tym razem słuchamy jednak czego innego. Mówi Sokrates Valéry’ego: „O śmierci współwieczna, przyjaciółko bez błędu, diamencie szczerości, a zatem: Obawiam się, że nie było rzeczą użyteczną szukać tego Boga, którego próbowałem odkryć przez całe życie, ścigając go jedynie myślą; zapytywać o jego zmienne i nędzne poczucie sprawiedliwości i niesprawiedliwości, i napierać, aby się poddał zabiegom wyrafinowanej dialektyki. Bóg odkryty takim sposobem jest słowem zrodzonym ze słowa i obraca się w słowo, ponieważ odpowiedź, jaką znajdujemy, nigdy nie jest tak pewna jak samo pytanie, a każde pytanie, umysłowi stawiane przez umysł, jest i może być tylko naiwne. Natomiast w aktach i układach aktów winniśmy znajdować bezpośrednie poczucie obecności boskiej i najlepsze zastosowanie dla tych naszych sił, które są bezużyteczne dla życia i które zdają się przeznaczone dla szukania przedmiotu nie dającego się określić i nieskończenie nas przerastającego. Jeśli więc świat jest rezultatem jakiegoś aktu; jeśli ten akt pochodzi od istoty; i wynika z potrzeby, myśli, wiedzy i potęgi przynależnych tej istocie, aktem tylko możemy złączyć się z wielkim zamiarem i naśladować tego, co uczynił wszystkie rzeczy. Znaczy to w sposób najbardziej naturalny zająć miejsce Boga. Otóż ze wszystkich aktów najpełniejszy jest akt budowania. Dzieło żąda miłości, namysłu, posłuszeństwa wobec najpiękniejszej z naszych idei, odkrycia praw przez duszę i wielu innych rzeczy, które cudownie wydobywa z nas, nie podejrzewających, że je posiadamy. To dzieło wywodzi się z naszego najintymniejszego życia, a jednak nie stapia się z nami. Gdyby obdarzone było myślą, przeczułoby nasze istnienie, którego nigdy nie mogłoby ustanowić ani pojąć jasno. Bylibyśmy dla niego Bogiem... Przejrzyjmy się teraz temu wielkiemu aktowi budowania...” (tłum. Joanna Guze).

II. Henri Michaux: Zjawisko zwane muzyką.

Autor ten był bliski Lutosławskiemu, który komponował do jego tekstu, a dzięki niemu wejdziemy w atmosferę otaczającą (we Francji) muzykę.

III. C.K. Norwid: Fortepian Chopina.

Jego słowo przemawia do wszystkich Polaków. Mam na myśli przede wszystkim tych związanych z Chopinem, jak Witold Lutosławski, a cóż dopiero kiedy też na Jego sposób: „O! Ty, co jesteś Miłości – profilem / Któremu na imię Dopełnienie...”.

IV. Henri Bergson: Dwa źródła moralności i religii.

Bergson uczy, że „są dwa rodzaje emocji: jedna podintelektualna, będąca tylko poruszeniem wywołanym przez jakieś przedstawienie, druga nadintelektualna, która poprzedza ideę i jest czymś więcej niż idea; ta druga emocja, jeśliby tylko chciała, rozwinęłaby się w idee, nadając nieskazitelnej duszy jakieś ciało”.
Wymaga ona, ażeby muzyk wznosił się w czasie komponowania do punktu usytuowanego ponad płaszczyzną swej pracy: „By tam poszukiwać akceptacji bądź odrzucenia, pokierowania, inspiracji”. W tym punkcie usadowiła się niepodzielna emocja, której inteligencja pomagała niewątpliwie wyrazić się w muzyce, ale która sama w sobie była czymś więcej niż muzyką i czymś więcej niż inteligencją. „W przeciwieństwie do emocji podintelektualnej, pozostawała ona zależna od woli. Aby odnieść się do niej, artysta musiał za każdym razem podejmować wysiłek, tak jak oko, gdy stara się ponownie uchwycić gwiazdę, znikającą wśród nocy”.

V. Herman Melville: Moby Dick.

Jak oko, gdy stara się ponownie uchwycić gwiazdę, błyskawicznie znikającą wśród nocy. Jak Ahab, gdy stara się pochwycić białego wieloryba. Jak Lutosławski, gdy stara się uchwycić nową muzykę, jakiej jeszcze nie było. Lutosławski w komponowaniu był ponad emocjami grupowymi, sam jeden. Nasze oko wędruje za nim po omacku, gdyż jest ponad nami. „A kiedy temat ów całkowicie was pochłonie, niechybnie wypatrzycie na wygwieżdżonym niebie ogromne wieloryby wraz ze ścigającymi je łodziami”.

 

 

Dokończenie felietonu z poprzedniego numeru (20/2013).

 

Nr 21/2013