Czy mamy kryzys? W ekonomii wiadomo o co chodzi, ale w muzyce? Co znaczy takie pytanie? A jeszcze: skąd to mamy wiedzieć? W muzyce popularnej kryzysu nie ma i to z całą pewnością, ale w muzyce wysokiej? A skoro nie wiemy – nie ma go, myśli wielu podległych myślowo. Ograniczę to pytanie do dziedziny obejmującej pisanie o muzyce, dyskusje publiczne na jej temat, myślenie o niej. I powiem, że cała ta logosfera muzyczna jest u nas stłumiona, jest na surdynie, nie zastanawiamy się publicznie nad aktualnym kształtem ogarniającej nas kultury, jej tematyką, jej materią życiową.

Wystarczy powiedzieć, ile wydawanych jest książek muzycznych, ile prasy muzycznej, ile jest bibliotek muzycznych, ile muzyki w szkole, a dysproporcja, jaka powstaje z wielką liczbą koncertów, rzuca się w oczy. Czyżbyśmy nie wpadli czasem w niedowład świadomego kształtowania kultury duchowej w sensie słynnego Bildung? Jeżeli czujemy taki brak, a nawet bezwład w publicznej logosferze muzycznej, wówczas nasze pytanie jest zasadne, a słowo  k r y z y s  winno je przezwyciężać. Kiedy czytam, że środowisko literackie zajmuje się przemianami pola literackiego, pierwszą moją myślą jest, że w polu muzycznym panuje cisza, pausa generalis.

Nie każdy to powie, zapewne nawet mało kto zaprzeczy, ewentualnie stwierdzi, że taka teza została sobie wymyślona. Tak, właśnie wymyślona, gdyż rodzi ją myśl o funkcji społecznej, o jej losach i niedowładach. A owa logosfera, o której mowa, choć sama muzyką nie jest, to w swym pozytywnym działaniu stanowi element wręcz nieodzowny dla całej muzycznej rzeczywistości, od indywidualnej kompozycji do powszechnej edukacji, nie mówiąc już o tej rozległej płaszczyźnie kulturowej, którą nazywamy życiem muzycznym. K r y z y s  jest zresztą sytuacją normalną w procesach kulturowych, a jego uświadomienie sprzyja dalszemu rozwojowi kultury. Jest poglądem na niedostatek czegoś, a często towarzyszy mu nadzieja, iż mogłoby być inaczej, nawet lepiej. Jest zawsze faktem pomyślanym, ponieważ jego natura jest subiektywna. Kiedy ktoś stwierdziłby, że mamy kryzys przemysłu samochodowego, mógłby mieć rację. Powiedzenie jednak, iż jakiś samochód przechodzi właśnie kryzys, jest absurdalne; po prostu zepsuł się i trzeba w nim wymienić śrubkę.

Kryzys w kulturze jest zjawiskiem ogólnym – i zarazem to stwierdzenie należy do czyjeś świadomości; co prawda owa świadomość jest chyba wyższa od przeciętnej, która kryzysu nie postrzega. Kryzysy są zresztą rozmaite, ale mam teraz na myśli kryzys w ramach naszej kultury muzycznej. Brak jej wielkich idei, a takie muszą sztuce wysokiej towarzyszyć. Pogląd, że sztuka ma się skończyć, jest dla nas mimo wszystko (nawet mimo Hegla) trudny do przyjęcia. Bądźmy przygotowani raczej na konstatację, że to my jesteśmy w kryzysie. Konstatacja cierpka, lecz mogłaby przyjść z pomocą przy wyjaśnianiu sprawy.

Z pomocą winny nam przyjść  f u l g u r a c j e. Słowo jest obce, wzięte ze słownika francuskiego, ale o niezastąpionych konotacjach. Zawiera w sobie ideę czegoś nowego, może nawet absolutnie nowego, nieoczekiwanego (oczywiście w kryzysie jest to ważne!), zaskakującego, nagłego, błyskającego (jak piorun), ale też coś odkrywającego (czego pioruny nie robią).

W kryzysie jakże pożądana jest fulguracja. Tak, tym słowem Leibniza nazwałbym teraz oczekiwane wydarzenie kulturowe, nową tematykę humanistyczną, nowy aspekt kultury, nową jej wartość, jakieś niebywałe objawienie myślowe, wyzwalające naszą nań reakcję intelektualną i emocjonalną. Sposób myślenia o organizacji współczesnej kultury muzycznej odziedziczył dawniejsze schematy, obecnie są one powtarzane bez reagowania na zmiany w zmieniającej się przecież rzeczywistości. Przykładem materia muzyki narodowej pozostająca wszak bez zmiany, kiedy równocześnie ta muzyka jest europejska i to ona wymaga innych jeszcze i własnych pojęć.

Z muzyką jest inaczej niż z literaturą, jej język od zawsze jest europejski. Nie ma tu kwestii przekładu na język ogólnoeuropejski. W tym sensie muzyka jest zawsze w Europie. Tym silniejszą jest więc potrzeba zaistnienia jej w duchowości europejskiej – i to staje się nakazem dla aktualnej pracy intelektualnej. Na czym polega europejskość w kulturze muzycznej? Nie wystarczy zresztą pytać, jak mamy kultywować dzisiaj nową, europejską kulturę muzyczną. Wystarczy odpowiedzieć.

 

 

Nr 09/2014