29 maja 1913 roku na premierze Święta wiosny Igora Strawińskiego doszło do historycznego skandalu i nikt nie śpiewał „Sto lat”. Tymczasem był to awatar modernizmu. Najsłynniejszy. A po stu latach ten sam awatar  przyszedł znowu, zmieniony w czasie – Awatar 2013 – i głosi: „Znów jestem, reprezentuję cały wiek XX, tak mnie wybrano”. Kim więc jesteś teraz, pytamy? Ale czym jest awatar? I takie też zadajemy pytanie. To słowo jest imigrantem do języka polskiego z krainy sanskrytu, ma wpisane do paszportu „zstąpienie bóstwa (zwłaszcza Wisznu), jego inkarnację w kształt doczesny, a ma ono [to bóstwo – przyp. MB] na celu przywrócenie zakłóconego porządku na świecie”; natomiast jadąc tranzytem przez internet staje się w grze komputerowej wirtualną postacią, ale znów pojawiając się w sieci staje się prawdziwą osobą, „mogącą się zwykle komunikować w interaktywny sposób z użytkownikiem”.

O czym właściwie ta mowa? O księdze Avatar of Modernity. “The Rite of Spring” reconsidered (London 2013).  Nieoczekiwanym, a sensacyjnym wręcz sposobem uświetnili to stuletnie wydarzenie Hermann Danuser i Heidi Zimmermann, wydając z Paul Sacher Foundation w Bazylei oraz angielską firmą Boosey&Hawkes ten przeogromny tom studiów o jednym tylko utworze – dziele sprzed stu lat. Słowem, mamy przed sobą dzieło z przeszłością. Kiedy utwór muzyczny staje się po stuleciu punktem odniesienia dla całego świata muzycznego, to mamy w historii muzyki zjawisko nowe – przydarzyło się to właśnie Świętu wiosny Strawińskiego. Dzieło z 1913 roku stało się w roku 2013 przedmiotem historycznej już koronacji. Było awatarem modernizmu, zmieniło się w ambasadora XX wieku.

Patrzeć na dawny twór artystyczny z perspektywy dzisiejszej to rozumieć, że dzieło, przychodząc na świat, zaczyna swe życie w kulturze, że odtąd rozwija się swoim własnym czasowym procesem historycznym.  Spotyka ono rozmaite recepcje, tak w sferze muzycznej, jak kulturowej; żyje równocześnie i dawniej, i dziś.  Muzyka przechowuje dawną emocjonalność ludzi jak nic innego na świecie. Tożsamość dzieła nie jest rzeczą archeologiczną, ale procesem pełnym różnych muzycznych form i znaczących treści. To zobowiązuje nas do podążania za dziełem, czyli jego drogą w czasie historycznym. Ono samo zaś nie ma wyboru i podąża za  nami. Na tej drodze dzieją się rozmaite przemiany – obcowanie z arcydziełem jest pasjonujące i daje poczucie wielkiego bogactwa stworzonego przez geniusz kreacyjny i przez rozwój duchowy odbiorcy w jego kolejnych epokach. Spotkanie to odbyło się, książka jest jego zapisem.

Jak wygląda metryka arcydzieła? Zobaczmy to na kilku przykładach. (1) Nastąpiło przesunięcie głównej uwagi z libretta baletowego na stronę kompozytorską; (2) także przesunięcie z genezy utworu na jego recepcję; (3)  recepcja rozpada się na dwa nurty: na recepcję niezależną od kompozytora i tę związaną z wpływem autora; (4) mamy autonomizację dzieła, które staje się utworem koncertowym (programowym czy muzyką absolutną?); (5) pojawia się pytanie, czy jest ono utworem zachodnio- czy też wschodnio-europejskim?; (6) czy stoimy przed antytezą między utworem dawnym, archaicznym, barbarzyńskim czy modernistycznym, ze swą „sofistyczną złożonością”?; (7) czy prawdą jest, że trudno w nim rozróżnić fakt od fikcji, prawdę od mitu? (rozróżnienie mitu i historii jest zasadnicze w zachodniej nauce.)

W książce aspekty kulturoznawcze są silnie rozwinięte, podobnie jak metoda analizy kontekstowej. Sama książka ułożona jest w pięć działów tematycznych: (A) Dzieło zespołowe; (B) Potencjał rewolucyjny (czy było ukrytą zapowiedzią wojny światowej? rewolucji w Rosji? jak szydził niezapomniany Henryk Krzeczkowski); (C) Refleksje związane z tematyką zainspirowaną danym utworem; (D) Interpretacje intelektualne; (E) Konteksty kulturowe, historyczne i muzyczne. Na te treści złożyło się dwudziestu autorów z sześciu krajów europejskich i ze Stanów Zjednoczonych. Obok tekstu wydany został autograf partytury i wyciąg  fortepianowy na cztery ręce. A propos: Strawiński przywiózł do Paryża ten wyciąg i przed premierą w  mieszkaniu prywatnym w gronie kilku osób grał Święto wiosny na cztery ręce z Debussym. Muzyka robiła wielkie wrażenie. Debussy rychło podzielił się swoim własnym w jednym z listów, pisząc, że poznał Strawińskiego, a jest to ktoś, kto uprzejmie całuje poznaną kobietę w rączki, następując jej w tym samym  czasie butem na nogę.

 

Nr 02/2014