Tak. Ważny to był polski rezonans, ważny, gdyż z Polski. Mówię o rozważaniach Łukasza Grabusia („Ruch Muzyczny” 12(22)/2013) o Chéreau i jego sztuce. Zakończyły się zdaniem „Patrice Chéreau zmarł 7 października 2013 roku”, a były prawdziwym rezonansem kulturowym wspólnej europejskiej materii duchowej, wspólnego dobra.

Opowiem o 14 listopada 2013. W Paryżu, przed teatrem Odeon, gromadzi się na wielkim placu ogromny, milczący tłum. Zmierzcha, narastająca czerń spowija wszystkich czekających tam, by uczestniczyć w komemoracji Artysty teatralnego. Od tylu lat jest obecny w ich myślach, przeżyciach, w niezapomnianym doświadczaniu sztuki, czy będzie to teatr dramatyczny, czy też film albo opera. Nie starczyło miejsca dla wszystkich, teatr był już wypełniony po brzegi, a miały się dopiero otworzyć jego drzwi wejściowe. Nigdy nie widziałem podobnej sceny. Gdy patrzyłem na ludzi rozchodzących się z placu w różne strony, zadałem sobie pytanie: co łączyło ich wszystkich, kiedy stali na placu? Co ich kiedyś połączyło? Jaka to więź? Innymi słowy: co dał im swą sztuką Patrice Chéreau? Sztuka bez ważnej rozmowy o sobie rozwijać się nie może, a sztuka Patrice Chéreau stawia nas w obliczu tematów zapowiadających kwestie istotne. Jedne są związane z jego własną osobowością, inne są problemami ogólnymi naszego czasu.

Wybrany przeze mnie tytuł pozostawił dług w postaci wyjaśnienia, co właściwie znaczy. Otóż ktoś ważny w Paryżu powiadomił osobę sobie bliską, iż pragnie być pochowany daleko, na cmentarzu w Limoges. Usłyszał od razu, że „to wcale nie będzie wygodne dla tych, którzy cię kochają”. Odpowiedział: „Ci, co mnie kochają, wsiądą do pociągu”, a słowa te stały się później tytułem filmu Chéreau. Co ich łączyło – zadał sobie pytanie Chéreau, kiedy własną sztuką zamierzył wyjaśniać życie, które potrzebuje nie tylko odczuwać siebie, ale też więcej o sobie rozumieć. Przejdźmy do opery.

Z operą wiąże się fakt, iż był reżyserem równocześnie teatralnym, filmowym i operowym. Operę uznawał za sztukę w pełni teatralną, co wyrażało się na przykład poglądem, że kiedy jeden śpiewak śpiewa w niej, drugi uczestnik rozmowy winien go słuchać jak aktor, zatem w konsekwencji musi znać też i jego partię muzyczną, a jeszcze rozumieć ją w całej pełni. Kto poznał operę od wewnątrz, ten wie, jak trudno to uzyskać. Nie darmo nazywano Patrice Chéreau „dyrektorem aktorów”. Nie reżyserował wielu oper, ale każda kolejna stawała się ewenementem zasługującym na osobne studia. Przygotowanie do opery miało u niego charakter nie tylko muzyczny, lecz także silnie erudycyjny. Na przykład do Tristana i Izoldy Wagnera objęło książki Tomasza Manna, Novalisa, Teresy z Ávili, Jana od Krzyża, również Schopenhauera. Porównania reżyserii własnej z cudzą tego samego dzieła było jego naturalną potrzebą. Inną było upodobanie do tworzenia stałego zespołu realizatorów, a to, że dzięki takiej zasadzie obcujemy nadal ze sztuką scenograficzną Richarda Peduzziego, jest dla nas podarunkiem losu.

Wszystkie opery reżyserowane przez Chéreau winny stać się przedmiotem zainteresowania jako szczególne, szeroko zakrojone dzieło współczesnej myśli operowej, a należą wszystkie te opery do wielkiego repertuaru muzycznego (Lucio Silla kilkunastoletniego Mozarta stanowi wyjątek, ale kto tę właśnie reżyserię pomija, ten okrada siebie samego). Kultury artystycznej nie należy zresztą rozumieć tak, że od wielkiego artysty bierze się dzieło, jakby było kupioną na rynku rzecz. Osobowość Chéreau jest sama w sobie cennym źródłem dla rozumienia naszego sposobu obcowania ze sztuką, a sztuki z rzeczywistością.

Jego biografia zastanawia raz po raz, co więcej – ona zaskakuje. Słyszymy na przykład o „teatrze elitarnym dla wszystkich” (człowiek małej wiary powie, że to contradictio in adiecto, my zaś tymczasem dowiemy się o jego upodobaniu pracy artystycznej zespołowej lub o jego (wieloletnim) udziale w edukowaniu młodzieży teatralnej (czyżby to było nowoczesne Bildung?) Zadaję sobie pytanie, kim był Bernard-Marie Koltès (dla niego autor z pierwszego planu). A kiedy słyszę, jak Chéreau mówi o śpiewaczkach operowych, że „zaczęły śpiewać, aby stać się żywe”, jest to dla mnie nie tylko ładna fraza literacka, ale rewelacyjny hołd złożony operze jako życiodajnemu gatunkowi muzycznemu. Tak czy inaczej, osiągnięcia Patrice Chéreau pozostają w ścisłym związku z jego biografią, a jego biografia z charakterem francuskiej kultury artystycznej.

Problematyka sztuki europejskiej jest bogata, gęsta, różnorodna, związana z tym, co tożsame narodowo, a zarazem z tym, co ogólnoeuropejskie. Nasze myślenie musi się otworzyć na ten dualizm, sieć tożsamości i różności. Droga wiedzie, moim zdaniem, przez metodę porównawczą. Ale taką drogę trzeba dopiero wyznaczyć, potem zaś zbudować.

 

Nr 03/2014