W wigilię łańcucha koncertów, poświęconych twórczości Witolda Lutosławskiego w roku jubileuszowym, a w stulecie Jego urodzin, odbył się na Zamku Królewskim w Warszawie koncert nazwany wigilijnym. Wydarzyło się, że miałem złożyć jego koncepcję programową. Jakimi myślami kierowałem się, jakimi zacząłem się kierować? Intuicja zaczęła pracować na rzecz słuchaczy, którzy mają być zadowoleni z wieczoru i czego nie należy odmówić im i tym razem. Ale „teraz” winno być też trochę inaczej niż zwykle. Tym razem odnosimy się do wszystkich słuchaczy, również tych wirtualnych, włączających się do komemoracji Kompozytora. Koncert ma służyć dobremu odbiorowi jego utworów, ale jednocześnie uruchomić pewne pytania co do ich wartości kulturotwórczych, trochę już znanych, a najlepiej również trochę nowych. Summa summarum: znane, ale też nowe.

 Jak w ogóle układa się koncerty? Ten problem pozbawiony jest niemal literatury, a w praktyce ingeruje przemożnie intuicja, z dobrymi na ogół rezultatami. Styl koncertów symfonicznych znany jest od XIX wieku, ze swoją uwerturą, koncertem solistycznym z orkiestrą i symfonią. W XIX wieku koncert symfoniczny obejmował na ogół utwory współczesne, utwory cykliczne mogły być przedstawiane jakąś wybraną częścią, ale to wyszło później z mody. Modernizm odszedł od nadrzędnej schematycznej, zaś autorzy nowych rozwiązań nie spowiadali się ze sposobu układania koncertu. Myślę, iż charakter utworu zaczął odgrywać jakąś rolę, może nawet dominującą.

Dla koncertu, o którym mówimy, żadne modele nie były zasadne – konstrukcja programu dokonała się więc w sposób mało znany. (1) Stuletnia rocznica największego kompozytora polskiego wymaga koncertu odświętnego, quasi-oficjalnego; tego wymaga również miejsce – Zamek Królewski. Jakiś moment musi to poświadczyć. (2) Koncert jest jednak kameralny (sala, brak sceny, która by kontrastowała z audytorium). (3) Repertuar będzie się składał wyłącznie z dzieł Witolda Lutosławskiego. (4) Wybrane dzieła są oczywiście znane, ale wprowadzony zostanie materiał quasi-nieznany, recytowany, złożony z fragmentów tekstów „wysokich”, a stanowiący pewną szczególną propozycję rozumienia sztuki Lutosławskiego. Jaką? Wzniosłą. Nie wszyscy będą mogli przyjąć taką funkcję tych tekstów, ale samo rozważenie ich znaczenia i sensu – na takim jak ten właśnie koncercie – będzie momentem nowym, trochę zaskakującym, ale chyba otwierającym. Komemoracja winna przecież dawać impuls do pobudzenia ducha na polu świadomości: jakie znaczenia przybierać może muzyka Witolda Lutosławskiego w przejściu z pierwszego stulecia w drugie?

Program muzyczny złożony został z czterech dzieł:

I. Muzyka żałobna: Wielka idea kompozytorska; genialna jedność dzieła; ekspresja wieczności, powaga tego momentu, zapowiadająca zarazem powagę całości rozpoczynającego się cyklu. W centrum dzieła, a jego szczycie, jak w egipskiej piramidzie, kryje się odkrycie: funkcja synchronicznego ukazania całości dwunastonowej dźwiękowości. Tą właśnie kompozycją zaczyna się nowa faza twórczości Witolda Lutosławskiego.

II. Morze i III. Grave: Drugi utwór wraz z trzecim to centralne pole repertuaru. Głos sopranowy i głos wiolonczeli są opozycyjne wobec siebie, a zarazem jakby spokrewnione, choćby przemożną ekspresją i melodyką instrumentu solowego. Objawia się mistrz harmonii i melodyki. Na wigilii jest miejsce dla opowieści, związanej z Morzem: mały pyłek płynie rzeką z Polski do Morza Śródziemnego. Jego ruch jest też mały, kołowy, wolny, ale kierunek tego ruchu jest przemożnie docelowy – ku morzu. Pyłek osiąga morze, Morze go pochłania. Jest ono ogromem statycznym, kosmosem unicestwiającym ruch ku celowi, ono samo jest celem. Pojawia się całość: dwunastotonowa całość materiału muzycznego i inna całość – „metafizyczna” w sensie dosłownym (materiał jest wszakże fizyczny). Zaś utwór z wiolonczelą jest samą czułością, wspomnieniem o śmierci przyjaciela, Stefana Jarocińskiego, wyrażoną już dwudziestowiecznie.
Chwila to o sprawach ostatecznych.

IV. Paroles tissées: Powracamy do dzieła orkiestrowego z solistą. Takie orkiestrowe wzmocnienie jest na miejscu w utworze kończącym koncert. Głos męski stanowi uzupełnienie poprzedniego sopranu. Tym samym ostatni utwór daje poczucie dochodzenia do pełni, której elementy ukazywały się poprzednio. I takie jest zakończenie małego koncertu wigilijnego
z wielką muzyką...

 

 

Michał Bristiger - Muzykolog, emerytowany profesor Instytutu Sztuki PAN. Odbył studia pianistyczne oraz muzykologiczne; ukończył też studia lekarskie. Założyciel stowarzyszenia i czasopisma internetowego „De Musica”.

 

W numerze listopadowym druga część felietonu Michała Bristigera o koncepcji programowej koncertu z 24 stycznia 2013.

 

Nr 20/2013