Konferencja muzykologiczna, jaka odbyła się ostatnio w Berlinie, zwraca uwagę swą niepospolitą treścią. Może zaciekawić wielu zainteresowanych: muzyką włoską, francuską, XIX wiekiem w muzyce, przejściem doń z wieku XVIII, operą klasyczną, operą romantyczną, mitem greckim w muzyce, od innej zaś strony rangą osiągniętą przez Konserwatorium Paryskie w czasie sprawowania swej dominacji w Europie, zaciekawić zapomnianymi dziś operami (kiedy to się dzieje ze szkodą dla kultury muzycznej, czyli kiedy są „białymi plamami”, a przychodzi myśl o ich wywabieniu). Mowa tu cały czas o międzynarodowym sympozjum „Luigi Cherubini – od autografu do wykonania”, jakie odbyło się w berlińskim Universität der Künste od 10 do 12 października roku, który właśnie mija. Konferencja miała tematykę historyczną, rozwijaną współcześnie. W Polsce tę tematykę bierzemy z pierwszej półki i w imię polskiej współczesnej kultury, gdyż i w taki sposób ona z Luigim Cherubinim się łączy.

„Sprawa”, o której mówię, ma bowiem charakter europejski; dawniej też takim się odznaczała, na co złożyło się wiele różnorodnych okoliczności. Ten Włoch, Florentczyk, co znaczy Włoch w sposób podwójny, piszący arcywłoskie opery pod koniec XVIII wieku, staje się pian piano w ostatniej dekadzie stulecia narodowym kompozytorem francuskim; swą słynną operową Medeą wywiera ogromny wpływ na całą muzykę europejską, zaś swymi teoretycznymi podręcznikami jeszcze i na pedagogikę kompozytorską. Jeżeli upływ czasu nie umniejsza tej operze prestiżu, jaki posiadła, inne jego opery, a jest ich wiele (i wraz z innymi jego utworami grane były z wielkim powodzeniem), ulegają zapomnieniu.

Cherubini pozostaje w historii muzyki kompozytorem wielkim, ale jakby związanym z jednym tylko arcydziełem, Medeą, dla szczęśliwców usłyszaną z Marią Callas w roli tytułowej, dla innych choćby z przedstawieniem Krzysztofa Warlikowskiego. Ta opera obudowana jest ogromną literaturą, zachowuje niekwestionowane miejsce w historii, inne dzieła jednak je tracą. Niemniej muzykologom przychodzą na myśl „mauvaises pensées”, przywdziewając czasem owe myśli słowem „dlaczego?”, a staje się to wyzwaniem. Pytają oni, jaką właściwie wartość mają te opery, proponują ich sprawdzenie, jakby niedowierzając takiemu a nie innemu wyrokowi historii, gdyż wiedzą, jak często takie wyroki po pewnym czasie bywały przez tę samą historię odwoływane. Dla Beethovena, Brahmsa i Mendelssohna Cherubini należał jeszcze do największych.

Mówię o czasie historycznym. Równolegle – i po swojemu – działał czas polityczny. O, jakże zmiennymi rządził losami! Największe archiwum Cherubiniego stworzono bowiem nie we Francji, lecz w Berlinie. A kiedy w połowie XX wieku Berlin staje się stolicą wojny światowej, zbiory zmieniają swe schronienie na kryjówkę w sztolni śląskiej. Z nastaniem pokoju obudziły się już na terenie Polski i zabezpieczone zostały w Bibliotece Jagiellońskiej; skatalogowane, po pewnym czasie stają się dostępne do wszelkich prac muzycznych, gdziekolwiek na świecie są prowadzone. W tytule konferencji, o której mówimy, te bezcenne autografy są właśnie wymienione, a znajdują się teraz „na drodze muzykologicznej” z Krakowa do realnych bądź wirtualnych publikacji i wykonań na całym świecie.

Berliński przystanek naukowy przybrał obecnie postać wielkiej międzynarodowej konferencji na temat całej, ogromnej twórczości Cherubiniego; instrumentalnej, wokalnej i scenicznej; jej źródeł i jej recepcji. Kierownictwo naukowe objęła prof. Helen Geyer z Weimaru wraz z prof. Christine Siegert z Berlina – obie zresztą od dawna zajmują się twórczością tego kompozytora. W konferencji wzięli udział muzykolodzy z wielu krajów europejskich, ze Stanów Zjednoczonych i z Izraela, z Polski zaś dr Giada Viviani (Warszawa–Wenecja) oraz dr Maria Stolarzewicz (Warszawa-Weimar).

Przypomnijmy, iż w roku 2009 nowopowstałe międzynarodowe Stowarzyszenie Cherubiniego rozpoczęło krytyczną serię wydawniczą dzieł swego patrona od partytury opery Lo sposo di tre e marito di nessuno. Dramma giocoso per musica (1783) [Simrock, Berlin], której współczesna prapremiera miała miejsce w Weimarze.

W tym jednym temacie, któremu na imię Luigi Cherubini i jego muzyka, odbija się
wiele ogólnych cech współczesnej kultury europejskiej, zaś z perspektywy polskiej winniśmy dopowiedzieć, że kultura ta dopiero się tworzy, z wielkim trudem i równie wielkim brakiem pełnej świadomości. Mało kto rozważa te kwestie na płaszczyźnie muzyki wysokiej, ponieważ muzyka rozrywkowa inną ma dynamikę i przykrywa u nas ten prawdziwy stan rzeczy. Jak to nazwać? Może powiem, że jest to dramma, lecz za nic giocoso.  

 

 

Nr 22/2013