Niedawno w Warszawie powstała Fundacja na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi. Ktoś się widocznie zdumiał, widząc, jak poza nim panoszy się niemyślenie i może sobie powiedział: „Tu mimo wszystko trzeba myśleć, za wszelką cenę myśleć, Barbara Skarga przecież – mimo wszystko – myślała”. I, po raz trzeci wymawiając „mimo wszystko”, powiem jeszcze „nie od rzeczy”, iż jeden jest dzień w roku, w którym można mówić, co się chce i nawet składać temu dowody... na przykład dowody niemyślenia. Myślenie o niemyśleniu, o którym mowa, byłoby jednak zawsze pożyteczne, a mogłoby nawet okazać się dla kogoś prawdziwym budzikiem. Gdyby się to komu wydarzyło, ten felieton, czyli jego felietonowa Persona, prześle mu czym prędzej eterem eteryczną gratulację: „Prima!”.

Sposoby niemyślenia są na ogół przykryte wysoką myślą. Pisał o tym swoim sposobem najsłynniejszy pośród słynnych, Jorge L. Borges. A Michel Foucault, czytając to, napisał, iż „ze śmiechu, który w trakcie tej lektury wstrząsa podstawami myślenia”, wyłania się wniosek, że jest to wręcz pokaz „niemożliwości myślenia w taki sposób”. „W taki sposób” znaczyło „tak jak w pewnej encyklopedii chińskiej”. I ratując się od tego, co ona mówi, wymyślił swą własną, słynną filozofię „archeologii nauk humanistycznych”. (A`propos archeologii: już teraz u nas nigdy się nie mówi, że muzykologia jest nauką humanistyczną. Czyżby przestała nią być? A może jest, ale kryje się z tym? A wtedy: przed kim? przed czym? dlaczego?) Tak czy inaczej, my „z takim sposobem” – co więcej: z „takimi sposobami” – spotykamy się codziennie, od rana do wieczora. Cóż nam pozostaje? Przejść mimo?

Jorge L. Borges aż się prosi, żeby go zacytować w naszym niegasnącym uwielbieniu jego samego właśnie, a teraz także wymyślonego przezeń tematu. Otóż w owej, czyli „pewnej encyklopedii chińskiej”, napisane jest, że – uwaga! – „zwierzęta dzielą się na: a) należące do Cesarza, b) zabalsamowane, c) tresowane, d) prosięta, e) syreny, f) fantastyczne, g) bezpańskie psy, h) włączone do niniejszej klasyfikacji, i) miotające się jak szalone, j) niezliczone, k) narysowane cienkim pędzelkiem z wielbłądziego włosia, l) et cetera, m) które właśnie rozbiły wazon, n) które z daleka podobne są do much”. Encyklopedia chińska, to nie mało. Uff, ta klasyfikacja jest – zapewne w Chinach – naukowa; klasyfikuje przecież, a jak klasyfikuje, to znaczy bez pomijania czegokolwiek. (Dodam od siebie, że nie pominęła nawet Murki, mojej kotki, która właśnie rozbiła mi wazon*.)

Myśl moja jest wierutnie poruszona. Zaczyna się w moim umyśle kotłować: „muzyka dzieli się na...”. Zatem: „demokracja dzieli się na...” (wszyscy się u nas na nią powołują, wszyscy, nawet marzyciele totalitarności!). Zatem i: „politycy dzielą się na...” (oj, dzielą się, dzielą, na przykład na tych, co razem dają słynną już „kupę kamieni”, która, oczywiście, dzieli się na kamienie). A może zatem tak jest też, że i „krytycy muzyczni dzielą się na...”. Prima!, rzeknę czym prędzej (ale tym razem Prima Aprilis!).

 

# op. cit. oraz ibid. – pod literą „m” jak „Murka”.

 

 

Nr 03/2015