Pytania bez odpowiedzi pozostawiają po sobie pustą przestrzeń. A może jeszcze pytającą myśl, czy już nigdy nie będzie odpowiedzi? Na pytanie „Kim jesteś?” – jak w Odysei – odpowiedź „Jestem Nikim” pozostawia po sobie pustą przestrzeń; pusta przestrzeń jest właśnie odpowiedzią. A książka Joachima Festa, jednego z najważniejszych historyków okresu nazistowskiego, nosi właśnie nazwę Pytania bez odpowiedzi. Rozmowy z Albertem Speerem.

Ukazała się u nas w 2006 roku. I od tego czasu, dość często, pozostawała mi na długo w rękach po próbie lektury. Jej tytuł jest niezwykły, zwłaszcza kiedy chcemy się zorientować, komu te pytania zostały zadane. Może Nikomu? Odpowiedzi jak nie było – tak nie ma. A skoro Nikt nie pospieszył z odpowiedzią, zapytajmy sami: dlaczego?... Zresztą, dla mnie sprawa braku odpowiedzi wiąże się raz po raz z małym, odosobnionym fragmentem tej książki, który, myślę, nie ma bynajmniej zamiaru ustąpić wielkim kwestiom politycznych w niej poruszonym.

Ten króciutki fragment odnosi się do jednej tylko i nieznanej osoby, w ogóle marginalnej, jak powiedzieliby dziennikarze, zainteresowani tylko pytaniami rzucanymi przez tłum bądź tłumowi. Ale to dla was jest ów margines, nie dla mnie, powiem. Tej osoby nie możemy, naturalnie, spytać bezpośrednio o nic, ale zaraz – to przecież my staliśmy się już teraz kolejnym adresatem tego pytania, brak odpowiedzi zaś, może nas samych zdecydowanie pogrążyć – i oby! Ponieważ odpowiedzi muszą być dane. Przez nas, przeze mnie, nawet przez ciebie.

Fragment, o którym mowa, prosi się wręcz o zacytowanie, w całości. Spełnię ten warunek, ale samo pytanie właśnie zadam wam sam i osobiście. Co najwyżej ten fragment pozostanie bez odpowiedzi, zaś my wszyscy dołączymy do niemrawej, bezwolnej większości i zginiemy w tłumie, który widocznie tak bardzo nam odpowiadał. Jaki to fragment i jakie pytanie? Czytajmy razem ten fragment.

     „Frankfurt, Targi Książki. Siedler opowiada o pewnym wydarzeniu związanym z Jerrym Grossem, szefem amerykańskiego wydawnictwa Macmillan, w którym publikowane są Wspomnienia. Po przyjacielskiej rozmowie Speer zaprosił Grossa na wspólny posiłek i wiedziony impulsem nagle zapytał, czy Gross nie przyszedłby z żoną. Na początku Gross się wahał, ale ponieważ uważał Speera za szczerego, a nawet sympatycznego człowieka, ostatecznie się zgodził. Tymczasem jego żona ze skrajną stanowczością odrzuciła zaproszenie. Nigdy, przenigdy nie usiądzie do stołu z nazistą, jakim jest Speer, powiedziała podobno. Na to Speer niespodziewanie się z nią skontaktował i ostatecznie udało mu się ją namówić.
     Podczas posiłku, który przebiegał w uprzejmej, choć trochę wymuszonej atmosferze, pani Gross prawie wcale się nie odzywała, opowiadał dalej Siedler. Za to później, gdy wróciła z mężem do ich apartamentu i zamknęła za sobą drzwi, po paru nagle niepewnych krokach opadła na pobliski fotel i, cała się trzęsąc, wybuchnęła płaczem. Płakała i płakała, w ogóle nie można było jej uspokoić. Minęły podobno godziny, zanim doszła do siebie”.

Moje pytanie brzmi teraz tak: Czemu pani Gross wybuchnęła płaczem? Dlaczego? Powiedz! Czekając na odpowiedź (możesz powiedzieć, że nie znasz się na płaczu ludzkim, tylko na muzyce) znalazłbym na razie sam parę słów, a nawet więcej, o tym Mistrzu i jego pryncypale, o Speerze i o Führerze, i o tym, jak się zrymowali... To pytanie, ze swą architekturą, czyli sztuką w zanadrzu, leży już blisko muzyki, zatem muzykologii również, która polubiła u nas ostatnio temat moralności. (Inna rzecz: co znaczy tutaj – w tym sensie, w jakim to mamy powiedziane powyżej – słowo „rymować się”?) Zaś pierwsze słowa odpowiedzi mogłoby być takie: Sunt lacrimae rerum – ongiś wypowiedział je Wergiliusz…

 

 

Nr 02/2015