Magnetyczne oddziaływanie płynęło z tytułu ostatniego warszawskiego wykładu prof. Michała Pawła Markowskiego Kultura jako konflikt. Kultura przedstawia się nam zwykle jako słowo nader dobroduszne, a tu mamy od razu konflikt. W samej rzeczy nasunął mi się od razu przykład muzycznego – a jakże aktualnego w kulturze muzycznej – konfliktu, wywołanego przez pojawienie się w ostatnim czasie pojęcia „performansu”. Słowo to ściągnęło na siebie u mnie w komputerze czerwony wężyk, jako słowo nieznane – nieznane komputerowi, nic sobie, pomyślałem, znane jest książkom. Świadczy o tym choćby wydany w 2013 roku pod redakcją Lilianny Bieszczad tom o nazwie Zwrot performatywny w estetyce. Tematyka muzyczna jest tu reprezentowana przez kilka artykułów, począwszy od tekstu Krzysztofa Lipki Performans w muzyce – wybrane problemy ontologiczne.

Sygnalizacja zwrotu w całej estetyce jest oczywiście sprawą poważną wśród najpoważniejszych, skoro ta sytuacja terminu jest  z w r o t e m. Na razie w muzyce polskiej objawy tego zwrotu są nieliczne, lecz rodzaj konfliktu, jaki wprowadzają, jest rzeczą wręcz ciekawą, a rokowania na przyszłość każą nam już teraz uważnie obserwować naszą teraźniejszość. Krzysztof Lipka zaczyna swój wywód od zdania: „Zgodnie z klasyczną definicją performans – rozumiany jako przejście od dzieła do wydarzenia – jest to «efemeryczne działanie artystów w obecności widzów»”. I jedynie na tym jednym chciałbym się skupić – na  p r z e j ś c i u. Dla kompozytora (i dla słuchacza) może ono znaczyć porzucenie dzieła na rzecz wydarzenia, a to jawi mi się właśnie jako konflikt. Zaś kiedy by tak było, czym ma się ten konflikt zakończyć?

Z historii muzyki znamy zresztą konflikty między następującymi po sobie okresami, jak romantyków z klasykami, modernizmu z romantyzmem itd., a należą one dla nas do naturalnego, historycznego biegu rzeczy. Akceptujemy przecież dzieła każdego okresu, współdziałają one w tworzeniu wielkiej i bogatej europejskiej kultury muzycznej; co więcej – możemy przyjąć, iż jej historia wcale nie polega na przekreślaniu jednego okresu przez kolejny, lecz na organicznym wchłonięciu dawniejszych wartości przez okres następny. Czy nie mamy z performansem konfliktu innego rodzaju? Można go przecież rozumieć jako utratę pojęcia dzieła muzycznego, zatem poczucia dzieła jako takiego, przeżycia muzyki w jej dziełach, zatem utratę czegoś cennego, skompensowaną teraz przyborem wydarzeń.

Otóż takiej utraty przyjąć nie sposób. Dzieła muzyczne winny tworzyć linię nadal kultywowaną – te z przeszłości na równi z tymi z teraźniejszości, a dla wydarzeń performatywnych służyć winna ich własna linia równoległa. To mówiąc, widzimy konieczność zajmowania się właśnie zjawiskami performatywnymi, uznajemy wartości tego, co one do muzyki wnoszą, ale nie stronimy od przypuszczeń, że mogą one wykazać w muzyce przewagę nad zjawiskami klasycznymi (w aspekcie ontologicznym, jak nęci powiedzieć), czy jednak w aktualnej cywilizacji technicznej chwilową czy trwałą – trudno to orzec. Jeżeli trwałą, stanowiłaby już dla sztuki zagrożenie, dlatego też rozważmy nieco bliżej tę sprawę w naszej aktualnej sytuacji.
Odwołam się do poglądu prof. Karola Bergera (z Uniwersytetu Stanforda). „Stoimy wobec dychotomii: (a) dzieło (produkt poiesis, trwały, powtarzalny, nadający się do estetycznej kontemplacji) vs. wydarzenie (produkt praxis, efemeryczny, niepowtarzalny itd.); (b) zainteresowanie dziełami sztuki vs. zainteresowanie warunkami, w jakich dzieła powstają”. I dodaje, że oba ujęcia są potrzebne. Gdyby jednak pierwsza pozycja miała być utracona na rzecz drugiej, oznaczałoby to katastrofę kulturową. „Kultura bez pojedynczych dzieł – pisze jeszcze Karol Berger – to społeczeństwo bez suwerennych jednostek”.

To ostatnie zdanie brzmi jak memento. Performans wnosi niewątpliwie ważną problematykę aisthesis, równoleglą do poiesis, a przykładowo badania porównawcze wykonań są niezmiernie pociągające, słowem – czyni ze słyszenia muzyki bogate pole nowych doświadczeń muzycznych. Niemniej, muzykologia nie może wyzbyć się pytania, jak w każdej nowej sytuacji poznawczej pozostać dyscypliną humanistyczną, nie rezygnować ze swego powołania, a czuwać nad swymi dychotomiami.

 

 

Nr 12/2014