Ktoś powiedział, że Michał Bristiger był właśnie taki. A może był całkiem inny. Co to właściwie znaczy, że Michał Bristiger był? Michał Bristiger jest. Zmieniła się tylko forma jego z nami bycia. Michał Bristiger jest, tak jak jego ukochany Józef Hoene-Wroński. Jak Luca Ronconi. Markiza Melibea z Podróży do Reims Rossiniego. La Dirindina Scarlattiego. I Domenico Scarlatti. Jak okrzyk lamentującej Dydony „Remember me!”. Jest jak potrzeba namysłu. I jak pamięć Zagłady. Ci, którzy znali go blisko, będą potrzebować dużo czasu, aby z tym nowym Michała Bristigera byciem się oswoić. Może nie uda im się to nigdy.

Michał Bristiger od pewnego czasu wiedział, że zmiana nadchodzi, nieuchronnie i coraz szybciej. Na najrozmaitsze pytania coraz częściej miał tę samą odpowiedź. „Novantacinque”. „Mam 95 lat”.

Pewnego słonecznego dnia na początku minionego lata poprosił, żeby przynieść mu nuty pieśni Liszta do słów Goethego Über allen Gipfeln ist Ruh, o której przyjaciel wspomniał mu w liście. Profesor rozłożył kartki na stole, jak zwykle trącając filiżankę z kawą. I zaczął półgłośną lekturę, jednocześnie czytając słowa i gwiżdżąc melodię:

Über allen Gipfeln
Ist Ruh,
In allen Wipfeln
Spürest du
Kaum einen Hauch;
Die Vögelein schweigen im Walde.
Warte nur, balde
Ruhest du auch.

 

Franciszek Liszt powtarza wprowadzane crescendo słowo balde – „wkrótce”.

Michał Bristiger po tym drugim, wyższym o pół tonu balde zatrzymał się, na chwilę zamierając w bezruchu. Po czym nagle niemal radośnie wykrzyknął, jakby chciał zawołać „eureka”: Balde, Alku, Balde!

I wybiegł z salonu. Z labiryntu swojej biblioteki wrócił po kilku minutach, niosąc w ręku zeszyt, w którym notował poetyckie wyimki, myśli, ważne dla siebie cytaty. Cichym głosem powiedział: Sycylia. Salvatore Quasimodo. Przeczytaj. Przepisz. Albo najlepiej od razu zapamiętaj.

Ognuno sta solo sul cuor della terra
trafitto da un raggio di Sole:
ed è subito sera.

 

Owo subito nastąpiło 16 grudnia. Spodziewanie. A jednak nagle.

 

 

Nr 01/2017