Był mieszkańcem Śródziemnomorza i całej kultury europejskiej, od jej najpierwszych źródeł. Jej dumnym posiadaczem, swobodnym dysponentem i – czy wiedział, jak bardzo? – jej twórcą. Tłumaczył ją dla nas tak jasno, jak tylko to możliwe w porozumieniu nieskończenie odrębnych bytów, jakimi jesteśmy. Był tym, który oświetlał drogę. Poetą i myślicielem, napełniającym słowa najczystszą esencją znaczeń. Zadanie, które postawił przed nami swoim odejściem, próba, jakiej jesteśmy poddani – wydają się zbyt trudne, by im sprostać. Poczucie osamotnienia jest teraz przemożne. Nawet jeśli powiedział: „Wiem, że dasz sobie radę”. Profesor.

Gdyby w grupie ludzi siedzących w platońskiej jaskini jeden odwrócił się nagle, by patrzeć nie na cienie, lecz wprost na byty idealne – to byłby właśnie on. Profesor, który znosił sprzeczności pomiędzy ideą i jej opowiedzeniem, a w którego słowach żadna wartość nie stawała się wyblakłym odbiciem siebie, lecz każda pozostawała samą sobą. Filozof i artysta, badacz i twórca, tłumacz muzyki, tłumacz słów. Będziemy się musieli uczyć Profesora na pamięć, odtwarzać i powtarzać, rozpamiętywać – pamiętać ze wszystkich stron i we wszystkich kierunkach.

Był punktem odniesienia i fundamentem, na którym nie tylko ja, lecz także wielu z nas wznosiło cały swój system wartości. Przyjmując rolę nauczyciela – przyjmował ją w pełni, z bezgraniczną niezawodnością i odpowiedzialnością. Nie kształcił, lecz kształtował. Formował człowieka, równie niezachwiany w chwilach, gdy było bardzo trudno, jak i wówczas, gdy przychodziły momenty radości. Te drugie miały wagę nieporównywalną z niczym. Dać mu powód do dumy – to było najwyższe wyróżnienie, unoszące, uskrzydlające. Kiedy cieszył się, rozświetlał się cały od środka. Spotkanie z nim zmieniało życie. Był mistrzem. Mędrcem. Z cierpień i pamięci, jakie musiał w sobie nosić, wzniósł system wartości, w którym nie zabrakło ani wiedzy, ani wiary. Wiedzy o tym, co w ludziach najgorsze. Wiary w to, co w nich najpiękniejsze.

Był dobry, prawy, prawdziwy i dumny. Nie pyszny albo wyniosły. Dumny dumą szlachetną, wrodzoną, o duszy wyprostowanej. Nieugięty, stały i odrębny – a przecież tak otwarty. Można mnożyć przymiotniki, pozostając z uczuciem, że nie udało się opisać go takim, jakim był. Nieopisywalny. Żył tym, co robił. Robił to, co kochał. Wśród jego wskazówek: „Spraw, by to był twój sposób na życie”. Muzyka, muzykologia – zbyt poważnie traktował muzykę, by o niej nie mówić i nie pisać. Zbyt poważnie, by oddzielać ją od życia, a to, co piękne – od dobra i zła.

O takim życiu jak jego powiada się, że mogłoby wypełnić kilka żyć. Ale to nieprawda. Trzeba było być nim, żeby sprostać. Na marginesach książek wybieranych mi przez niego, a potem już dzięki niemu wybieranych samodzielnie roi się od notatek: „zapytaj Profa”, „Prof – konsultacja”, „na rozmowę z Profem”. W jakimś miejscu znajduję zakreślony fragment: „Mało kto potrafi tak długo pozostawać w zażyłości z aroganckimi znakami zapytania”. I obok, ze strzałką: „Prof”. Gdzie indziej wystaje świeżo zatknięta kartka: „wydrążyć myśleniem, myśleć każdą cząstkę i chwilę, ale roz-myślać tak, by nie roz-trwonić integralności tego, kogo się myśli. stać, bolejąc. w ciszy albo w rozbrzmiewaniu. 16 grudnia 2016”. Nie będę się bać. To tylko chwila, a potem znowu się spotkamy. Bo nie może być inaczej.

 

 

Nr 01/2017