Profesora Michała Bristigera poznałam w połowie lat sześćdziesiątych na studiach w Instytucie Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego. Był tam wówczas adiunktem. Zapamiętałam jego zajęcia z paleografii muzycznej wieków średnich i form muzycznych, gdy analizowaliśmy traktat Téchnique de mon langage musical Oliviera Messiaena. Umiał łączyć pozornie odległe pola uprawiania muzykologii: z jednej strony muzyka średniowiecza – niemal zapomniana i nieobecna, wydobywana ze znaków, których odcyfrowanie i zrozumienie wymaga wiedzy i dużych umiejętności – z drugiej – świat dźwięków nowej muzyki XX wieku, dopiero powoływany do istnienia. Muzyka francuska i francuska myśl muzyczna była mu szczególnie bliska.

Lata sześćdziesiąte, przynajmniej w muzykologii, znamionowała pochwała specjalizacji i nieufność wobec „omnibusów”. Bristiger burzył ten paradygmat, a także obowiązujący kanon zarówno w zestawie lektur, jak i w stylu prowadzenia zajęć, wprowadzając atmosferę dialogu i dyskusji, klimat prawdziwego uniwersytetu.

Wybitny znawca muzyki na przestrzeni jej historii od średniowiecza do czasów współczesnych onieśmielał i budził respekt wśród studentów. Jego horyzont intelektualny sięgał daleko, obejmując teatr, literaturę i poezję, a więc – można by rzec – muzykę w jej antycznej, klasycznej jedności. Bo też jego duchową ojczyzną był świat śródziemnomorski: kultura włoska i francuska. Wrażliwość intelektualną łączył z niezależnością osądu; był wolnym, niezależnym i wiernym sobie człowiekiem, intelektualistą, humanistą, muzykologiem.

 

 

• •

 

Spotkaliśmy się ponownie w Instytucie Sztuki PAN, z którym był związany formalnie w latach 1970-1990, początkowo na stanowisku adiunkta, następnie, po zakończeniu przewodu habilitacyjnego, jako docent, wreszcie, po uzyskaniu tytułu profesorskiego, jako profesor zwyczajny. Z powołania był nauczycielem akademickim. Bardzo zaangażowany w nowo powstałe Studium Doktoranckie Instytutu Sztuki PAN wykształcił liczne grono młodych doktorów. Równolegle wykładał na uczelniach krajowych (na uniwersytetach w Krakowie i Poznaniu oraz na Akademii Muzycznej w Warszawie), a także zagranicznych. Przez wiele lat związany był z Uniwersytetem w Palermo, który przyznał mu doktorat honoris causa. W latach 1985-1988 pracował naukowo w Institut für die Wissenschaften vom Menschen w Wiedniu.

Mimo formalnego przejścia na emeryturę z końcem roku 1990, profesor Bristiger nigdy nie rozstał się z Instytutem Sztuki PAN. Zakończone granty badawcze z jego podpisem noszą datę 2016. Był współorganizatorem instytutowego konwersatorium muzykologicznego, znacząco wzbogacił nasze kontakty międzynarodowe i paletę problemową. Zawdzięczamy mu bardzo wiele. A przecież Instytut Sztuki PAN to tylko część rozległego terytorium jego aktywności. Były jeszcze „Res Facta”, „Biblioteka Res Facta”, „Pagine”, „Res Facta Nova”, „Convegni Italo-Polacchi”, Festiwale w Baranowie i wiele innych.

 

 

• •

 

Byłam jego pierwszą doktorantką. Pamiętam, że gdy zwróciłam się do niego z pytaniem, czy mogłabym pisać pracę doktorską pod jego kierunkiem, był zakłopotany i próbował podsunąć mi szereg innych, bardziej oczywistych, jak sądził, rozwiązań. Dał się jednak przekonać. Powiedział, że to będzie jak nauka jazdy z instruktorem. Siądę przy kierownicy, a on naciśnie hamulec w razie potrzeby. To była świetna formuła, dająca jednocześnie poczucie niezależności i bezpieczeństwa. W języku niemieckim promotora w przewodzie doktorskim określa się mianem „Doktorvater”: ujmuje ono trafnie szczególną relację pomiędzy promotorem a doktorantem, która pozostaje na zawsze.

 

 

• •

 

Michał Bristiger był człowiekiem niezwykle twórczym, posiadał dar, który nie ograniczał go do tworzenia dzieł naukowych, lecz wprowadzał głęboko w sferę vita activa, przeobrażając się w jakże cenną zdolność rzeczywistego uczestniczenia we wszystkich sprawach dla niego ważnych i tworzenia wokół nich środowiska. Budził zaufanie i obdarzał zaufaniem, którego nie sposób było zawieść. Zaistniałe na takim fundamencie więzi koleżeństwa i przyjaźni rodziły trwałą i zarazem otwartą wspólnotę zainteresowań i wartości; wspólnotę, w której uczestnictwo było przywilejem i pewnym znakiem rozpoznawczym. Rozpoznawaliśmy się na organizowanych przez niego seminariach, na powołanych przez niego do życia festiwalach De Musica, na biesiadach urodzinowych w Kątach-Boruczy i w zawsze otwartym domu Grażyny i Michała. I wieczorem 20 grudnia, gdy żegnaliśmy się z nim, będącym już po drugiej stronie rzeki – by posłużyć się metaforą Stefana Mallarmé – „Un peu profond ruisseau calomnié la mort”. Był z nami długo i... o wiele za krótko.

 

 

• •

 

Cytowany powyżej wers, pochodzący z sonetu Le tombeau de Verlaine, został wykorzystany przez Pierre’a Bouleza jako klamra zamykająca utwór żałobny Tombeau à la mémoire du Prince Max Egon zu Fürstenberg – patrona festiwali muzycznych w Donaueschingen – wykonany tamże w roku 1959. To był rok śmierci patrona, zaś festiwal wypełniał repertuar żałobny. Obszerna recenzja z tego festiwalu – pióra Heinza-Klausa Metzgera – znalazła się w tomie Horyzonty muzyki, otwierającym serię „Biblioteka Res Facta”.

 

 

* Tekst wygłoszony w czasie pogrzebu Michała Bristigera w dniu 29 grudnia 2016 roku

 

Nr 01/2017