Kuba Płużek, First Album. 1 CD, V Records

„To tak jakbym pisał muzykę do swojego własnego życia, co jest prostsze od napisania muzyki do filmu, bo nikt się nie wpierdziela, że tam jest coś źle czy niewłaściwie dodane. Co najwyżej, krytycy mogą wyrazić swoje niezadowolenie i dać jedną gwiazdkę” – mówi Kuba Płużek branżowemu „Jazzpress”. Marketingowa poza? Gęba, którą pręży przy okazji promocji debiutanckiej płyty? Nic z tych rzeczy.

Płużek jest artystą bezkompromisowym, do bólu szczerym i nieokrzesanym, co wielokrotnie już przekreślało jego życiowe plany czy bieg muzycznej kariery (nie przyjęto go do Akademii Muzycznej w Krakowie, bo przyznał, że najbardziej inspiruje go klimat krakowskich Plantów; z wydziału jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach wyrzucono go po trzech latach studiów, bo popadł w konflikt z wykładowcą filozofii, podważając sens wykładania tego przedmiotu). Ale może właśnie bycie outsiderem to jego przeznaczenie. Sam zresztą przyznaje, że największą jazzową szkołą życia było (i wciąż jest) dla niego granie u boku mistrza jazzowego saksofonu, Janusza Muniaka. Tam nauczył się słuchać i grać w zespole, by móc później wystartować na poważnych scenach (Jazz nad Odrą, Jazz Juniors, Montreux Piano Competition), czy nawiązać współpracę z tak cenionymi muzykami jak Zbigniew Namysłowski, Arek Skolik, Maciej Sikała, Piotr Baron czy Stanisław Soyka.

First album nagrany został w dwóch składach: w trio z kontrabasistą Maksem Muchą, perkusistą Dawidem Fortuną i liderem przy fortepianie, oraz w kwartecie, gdzie wspomnianą sekcję zasilił saksofonista Marek Pospieszalski. To w pełni autorska muzyka Kuby Płużka. Czystą przyjemnością jest słuchanie jego nieogranych, niestandardowych, dalekich od jazzowego szablonu improwizacji. To muzyka szorstka, ale dynamiczną, pełna dysonansowych, atonalnych wręcz brzmień (zwłaszcza gdy do zespołu dołącza Pospieszalski), utrzymana w mocno pulsującym rytmie, który wręcz porywa z miejsc. Wrażenie potęgują mocne tematy (kapitalny Ciążownik, Lunzyferion), w których nie uświadczymy ckliwych melodii, a jedynie czystą, podburzającą, zaczepną energię.

 

 

Nr 05/2014