13.04.2014 \ Warszawa

W Studiu Koncertowym PR im. Lutosławskiego mogliśmy wysłuchać  koncertu z orkiestrą Arte Dei Suonatori w roli głównej, na który złożyły się dwie kantaty Bachowskie: Johanna Christopha Wie bist du denn, o Got oraz Johanna Sebastiana Ich habe Genug, przeplecione dwoma utworami współczesnymi, w dodatku premierowymi.

Esquisses Verlainiennes (2014) Frederika Osterlinga, to koncert – znakomity – na flet prosty, klawesyn i smyczki. Twórca ten (1966), to obecnie najważniejszy kompozytor szwedzki. Jego muzyka ma niezwykły klimat, którego podstawową cechą jest wspaniały koloryt muzyczny: wiąże muzykę dawną, poprzez zabiegi konstrukcyjne, wprowadzenie instrumentów dawnych, z czymś wręcz futurystycznym. Usłyszeliśmy liryczną i poetycką muzykę, w której wyczuwa się pewien eklektyzm: stylistyka Bachowska przeplata się z pierwiastkami z twórczości Morricone oraz estetyki muzyki filmowej w ogóle, partie fletu mają cechy post-Debussy’ego, można odnaleźć też wpływy muzyki francuskiej lat siedemdziesiątych. Mamy tu również naśladowanie głosów ptaków – gdyby nie fakt, że inspiracją dla stworzenia kompozycji była impresjonistyczna poezja Verlaine'a, można by ją zatytułować Pożegnanie z Amazonią, gdyby bowiem twórcy Pożegnania z Afryką kręcili podobny film w Amazonii, to Esquisses Verlainiennes wykorzystaliby z pewnością. Podobała się duńska flecistka Bolette Roed. Kompozytor był tego wieczoru na sali, publiczność podziękowała mu prawie czterominutowymi brawami.

W interpretacji obu kantat wyróżnił się Marek Rzepka, znakomity bas o nieco patetycznym, ale naturalnym głosie. Jemu samemu należą się większe słowa uznania niż całej orkiestrze Arte Dei Suonatori.

Ostatnim punktem programu była kompozycja Strumenti della Passione Jarosława Kordaczuka, prawykonanie zrealizowane w ramach programu IMiT „Zamówienia kompozytorskie”. Każda część utworu, a jest ich czternaście, poświęcona jest innemu przedmiotowi związanemu z ukrzyżowaniem Jezusa (korona, bicz, rózga...). Kompozytor użył consortu wokalnego – sopran i mezzosopran, baryton i bas, w składzie Sylwia Olszyńska i Wiktoria Zawistowska oraz Paweł Brożek i Paweł Konik. Instrumentarium jest rozbudowane, m.in. cymbały, klawesyn, lutnia, kontrabas elektryczny monoctone (grał sam Kordaczuk), syntezator, flet prosty, barokowe instrumenty dęte. Słychać tu mnogość efektów – od grozy do niemal komizmu, dużą dysonansowość harmonii i rozbudowane efekty perkusyjne, są też efekty odtwarzane z nagrania: odgłosy ptaków i trzeszczącej płyty. Kordaczuk w żaden sposób nie koresponduje z Bachem, jak Osterling. Mimo dużej różnorodności inwencji, muzyka polskiego kompozytora jest jednorodna w wyrazie i konsekwentna w strukturze, przede wszystkim zaś wielka jest jej uroda.

Otrzymaliśmy tego wieczoru (a potrwał dwie i pół godziny!) znakomite świadectwo możności współistnienia idiomu muzyki dawnej z muzyczną współczesnością.

 

 

Program MKiDN „Zamówienia kompozytorskie” realizowany przez IMIT.

 

 

Nr 05/2014