11.03.2014 / Warszawa

Warszawska Art Deco Group uczciła Światowy Dzień Poezji organizując w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki koncert prawykonań zatytułowany „Dźwiękojmia”. Inspiracją dla przedstawionych utworów była poezja współczesna.

Na program koncertu złożyły się dwie kompozycje: Miłości i Miris do wierszy K. Kariotakisa i K. Kavafisa (w tłumaczeniu na język polski) związanego z Polską Greka Georgiosa Kissasa (ur. 1977) oraz utwór Jarosława Siwińskiego (ur. 1964) na zespół kameralny i głos – prawykonanie w ramach programu „Zamówień kompozytorskich” IMiT –  Tamta strona okazała się do wierszy Agnieszki Syskiej (ur. 1977). Śpiewała i recytowała Justyna Stępień (sopran) z towarzyszeniem zespołu w składzie: Michał Górczyński (klarnet), Michał Styczyński (altówka), Paula Lis (waltornia), Bartosz Kowalski (waltornia), Małgorzata Kołcz (kontrabas oraz kierownictwo artystyczne), Dagny Baczyńska-Kissas (fortepian).

Koncepcję wydarzenia opisano w ulotce programowej: „Ideą „Dźwiękojmi” jest współistnienie na równych prawach, głęboko zintegrowanych ze sobą, poezji i muzyki w dziele muzycznym. […] Utwory zostały wpisane w obszar rozciągający się pomiędzy pieśnią, śpiewem akompaniowanym, a recytacją z muzyką w tle. Założeniem projektu było wyeliminowanie tych brzegowych linii…”. Rodzi się więc pytanie, czy przedstawione utwory spełniły to założenie?

W utworach Kissasa dominowała recytacja na tle urywanego, poszarpanego postwebernowskiego akompaniamentu. Bardzo intrygująco brzmiało zakończenie drugiego utworu z wyłaniającym się stopniowo regularnym rytmem zaznaczanym pojedynczymi piskami klarnetu. W utworze Jarosława Siwińskiego zwracało uwagę zróżnicowanie brzmień i faktur oraz sonorystyczne ilustracje tekstu poetyckiego. Dość niezwykły moment pojawił się mniej więcej w połowie utworu, przy słowach „Bądźmy na ty”, gdzie kompozytor odważył się na wyraźny jazzujący rytm. Pod koniec utwór pogrążył się w niestety jednowymiarowej, przydługiej, ponurej instrumentalnej sekwencji o rodowodzie minimalistycznym.

Rzeczywiście kompozycje te „nie są ani pieśniami, ani recytacjami na tle muzyki”, jednak oznacza to tyle, że ustępy śpiewane i recytowane następują po sobie na przemian, więc nie rodzi się z tych zabiegów żadna dodatkowa jakość. Podejrzewam, że przyjęcie założeń organizatorów doprowadziło do powstania utworów nie do końca spójnych – bo założenia owe były one błędne: zastosowanie recytacji w połączeniu z muzyką wcale nie gwarantuje przecież wysokiej wartości artystycznej jednej i drugiej.

 

Operatorem priorytetu Zamówienia kompozytorskie programu Kolekcje MKiDN jest Instytut Muzyki i Tańca.