W Słodowni Starego Browaru w Poznaniu znakomici artyści TWOgether Duo prawykonali kompozycję Piotra Tabakiernika šeg na wiolonczelę i akordeon. Tytuł utworu, zaczerpnięty z języka sumeryjskiego oznacza tyle, co „zgodzić się” (co ciekawe, potem jego użycie w Mezopotamii wiąże się określaniem miary lub powierzchni). Zatem już na wstępie kompozytor wyrywa słuchacza z codziennego kontekstu i kieruje jego uwagę na zagadnienia tyleż stare, co uniwersalne, źródłowe.

Zajrzyjmy zatem do tekstów wykorzystanych przez kompozytora, który bynajmniej nie podaje ich w formie śpiewanej, ale raczej skrawkowo wydobywanej z gardeł obojga instrumentalistów. Co zatem łączy Ucztę Platona, traktat Ibn Khordabeha, dokument patentowy akordeonu, Księgę Pieśni, Mandalę X i sumeryjski tekst o lecie i zimie? Na pierwszy rzut oka związek między nimi wydaje się irytująco znikomy. Po bliższym wgryzieniu się w teksty przytoczone przez kompozytora w polskim tłumaczeniu oraz wsłuchanie się w kolejne części utworu, okazuje się jednak, iż wbrew pozorom wybrane przez Tabakiernika fragmenty w obliczu całościowej koncepcji šeg tworzą spójną całość. Wszystkie krążą bowiem bądź wokół tematu proweniencji samych instrumentów, na które utwór został przeznaczony, bądź odnoszą się (często w sposób metaforyczny) do problemu pogodzenia różniących się elementów, czy też – aby ująć to po Witkacowsku – osiągnięcia stanu jedności w wielości. Wydaje się, że owa różność (czy też wielość) może dotyczyć samego akordeonu i wiolonczeli – duetu skrajnie odmiennych barw, tak chętnie jednak łączonych przez kompozytorów współczesnych, jak również nieusuwalnej różnicy między grającymi na nich muzykami, którzy w procesie kolejnych prób i spotkać z utworem, wypracowują zgodną jego interpretację.

Istotną rolę w šeg odgrywały także często wykorzystywane przez kompozytora elementy performansu. W jednej z części muzycy rzucali piłeczkami pingpongowymi, odbijając je od znajdującej się za nimi ściany, były także efekty dźwięku w tle (jakby niewyraźne odgłosy radia), a na koniec, przy wtórze uderzeń w dzwonki, Maciej Frąckiewicz odszedł na bok i zaczął brzdąkać na gitarze elektrycznej, przyświecając sobie czołówką, po chwili zaś Magdalena Bojanowicz odłożyła wiolonczelę, zzuła szpilki i dołączyła do niego. Muszę przyznać, że o ile przetrawienie tekstów i wczucie się w stylistykę dźwiękową Tabakiernika (charakterystyczne wydobycie głosu przez recytujących teksty muzyków, długie płaszczyzny poszczególnych fragmentów) stanowiło pewne wyzwanie, ale po głębszym namyśle stawało się źródłem pewnej estetycznej satysfakcji, o tyle elementy parateatralne okazały się naddatkiem trudnym do udźwignięcia. Zwłaszcza, że takie zabiegi znamy z doskonalszych form, jak na przykład ze Scenariusza dla nieistniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego Bogusława Schaeffera, gdzie rzucanie piłeczek również się pojawia, wpisane jest jednak w kontekst innych surrealistycznych sposobów wydobycia dźwięku z przedmiotów otaczających aktora i w zestawieniu z nimi oraz z w pełni zrozumiałym tekstem wywiera zupełnie odmienne wrażenie.

Można by więc zaryzykować tezę, iż šeg jest utworem autotematycznym, odwołującym się bezpośrednio do własnego instrumentarium a także – do pewnego stopnia – cielesności samych wykonawców, którzy podjęli się wziąć go na warsztat (warto bowiem nadmienić, że materiał dźwiękowy pochodził z analiz spektralnych zarówno dźwięków wiolonczeli i akordeonu, jak głosów muzyków). Sama koncepcja bez wątpienia zasługuje na uwagę, jednak mnogość wykorzystanych środków nieco przytłacza i sprawia, że utwór staje się nieco męczący w odbiorze. Pozostaje zatem czekać na kolejne pomysły Piotra Tabakiernika, którego inwencja twórcza jest chyba zupełnie nieokiełznana.

 

 

Operatorem priorytetu Zamówienia kompozytorskie programu Kolekcje MKiDN jest Instytut Muzyki i Tańca.