30.06.2019 \ Warszawa

 

Ten, kto uważa, że w dwudziestowiecznej muzyce komponowanej niewiele było humoru i środków performatywno-teatralnych, mógł poczuć się zaskoczony na czerwcowym koncercie Sceny Muzyki Nowej w Nowym Teatrze. Chain Ensemble pod kierownictwem Andrzeja Bauera po raz kolejny udowodnił, że twórczość współczesnych kompozytorów ma różnorodne oblicza, nie tylko te znane z repertuarów filharmonii. Koncert Amok Koma stał się pretekstem do przypomnienia twórców eksperymentalnych, dla których ironia, dowcip i groteskowy humor stanowiły ważne narzędzia ekspresji kompozytorskiej.

Wieczór otworzył młodzieńczy, konstruktywistyczny Kreuzspiel Karlheinza Stockhausena. Słychać w nim echa muzyki synkopowanej – jazzu, którego wbrew zakazom nazistów kompozytor poszukiwał nocami na falach radiowej rozgłośni BBC. Muzycy Chain Ensemble z utworu wycisnęli wszystko – od osobliwego humoru przejawiającego się w rozmieszczeniu amplifikowanych instrumentów na estradzie (podwyższenie stanowiska oboisty skrupulatnie zanotowane przez kompozytora), poprzez wyeksponowanie dwuwarstwowej faktury (na którą składają się punktualistyczne, izolowane wejścia instrumentów oraz transowy rytm podtrzymywany przez perkusję), po świadomość znaczenia Stockhausenowskiej rytualności gestu.

Gest wykonawczy jest równie ważny dla Andrzeja Kwiecińskiego. Jego a 6 [+1], które zabrzmiało tego wieczoru, oprócz dowcipu zawartego w samym tytule (+1 oznacza dodatkowego muzyka przy fortepianie) zawierało performatywne podejście do instrumentów. Preparowane, opukiwane, pocierane, wydawały całą feerię osobliwych dźwięków. Jeden z muzyków powiedział kiedyś Kwiecińskiemu, że wykonując jego utwory, czuje się, jakby grał w gry zręcznościowe na konsoli. Choć szybko zmieniające się gesty i chwyty w a 6 [+1] faktycznie mogą kojarzyć się ze zręcznościówką, Chain Ensemble świetnie odnalazł się w tej grze.

Humor Laufwerk Caroli Bauckholt korespondował z utworem Kwiecińskiego. Kompozytorka, spadkobierczyni myśli Mauricia Kagela i koncepcji teatru instrumentalnego, idzie o krok dalej niż polski twórca, i do formotwórczej roli brzmienia dokłada dramaturgię. Jej kompozycja na zespół kameralny i taśmę z jednej strony brzmiała jak rozpędzona maszyna, napędzana zręcznością muzyków, z drugiej – przypominała dźwiękowe zoo pełne odgłosów zwierząt. Na tym tle Amok Koma Fausta Romittellego i Subito Witolda Lutosławskiego bliskie były tradycji. Romitelli, uczeń Gérarda Griseya, w swoich utworach łączył analizę spektralną z rockowym drive’em, i taki też był jego utwór – pełen sprzeczności, agresywny i łagodny zarazem. Gwałtowne fragmenty przeplatane lirycznymi zabrzmiały także w wirtuozowskim Subito w transkrypcji na klarnet i fortepian Juliana Paprockiego, równie efektownej, co wersja pierwotna. Ale i w tym utworze pojawia się subtelny humor kompozytora, który lubił igrać z oczekiwaniami słuchaczy, i który łagodnie wyeksponowali muzycy.

 

#Autorka jest redaktorką magazynu „Glissando”

 

 

Nr 07/2019