19.06.2019 \ Poznań

 

Po przeszło dekadzie Aleksandra Kurzak wróciła do Poznania z recitalem skomponowanym z nowego repertuaru. Ponad dziesięć lat temu była sopranem liryczno-koloraturowym, dzisiaj charakterystyka jej głosu zbliżyła ją w stronę typu bardziej wszechstronnego sopranu spinto. Śpiewaczka rozstaje się powoli z sympatycznymi bohaterkami o zdrobniałych imionach i oferuje publiczności swoje interpretacje partii tragicznych heroin. Na koncercie w Poznaniu pojawiła się po debiucie w partii Butterfly, który miał miejsce podczas wielkiego koncertu plenerowego na Placu Defilad w Warszawie. Debiut w tej partii miał nastąpić właśnie w Poznaniu, jednak ku rozpaczy tutejszej publiczności do tego nie doszło.

Organizatorzy szczęśliwie zrezygnowali z formuły statycznych, przydługich wprowadzeń, częstych w Filharmonii Poznańskiej. Prowadzenie koncertu ograniczało się do krótkich zapowiedzi kierującego orkiestrą Łukasza Borowicza, co korzystnie wpłynęło na dynamikę koncertu. Jeszcze godzinę przed występem nie było pewności, czy gwiazda na pewno pojawi się tego wieczoru na scenie. Publiczność uprzedzona o niedyspozycji Kurzak z niepokojem oczekiwała pierwszych dźwięków jej głosu. Verdiowska aria Eleny, która  rozpoczęła recital, została odśpiewana z pewną dozą ostrożności. Szybko jednak gwiazda nabrała rozpędu – tak, by zaraz potem olśnić pełnią swojego srebrzystego głosu. Niegdyś Kurzak zachwycała w rolach Mozartowskich i belcantowych. Tym razem przedstawiła wyimki z repertuaru, którym zajęła się po uzyskaniu wokalnej dojrzałości. Zaśpiewała więc arię Liù, w której zadebiutowała na deskach Royal Opera House w Londynie, oraz arię Neddy – w tej partii Kurzak odniosła wielki sukces w nowojorskiej Metropolitan Opera i w operze w Zurychu. W Poznaniu wykonała również niezwykle znaną i popularną arię Rusałki z opery Dvořáka, co było tym ciekawsze, że jak dotąd nie nagrała tej arii na płytach i nie miała jej w repertuarze.

Mimo niedyspozycji, o której słuchacze prawdopodobnie bardzo szybko zapomnieli, Kurzak zachwyciła tak charakterystycznymi dla swojego głosu cechami – aksamitnym tembrem, delikatnością piana, przepiękną barwą i dźwięcznością wysokiego rejestru. Na bis powtórzyła ostatnią arię O mio babbino caro – publiczność po raz ostatni mogła rozkoszować się jej subtelną muzykalnością i świetną techniką, dzięki której poradziła sobie z chorobą.

 

Nr 07/2019