13.12.2014, Warszawa.

 

Głosy, obsada, stroje, a przede wszystkim styl wykonawczy – wszystko jak najlepiej historycznie poinformowane. Można było uwierzyć, że ten sam zespół mógłby działać przed wiekami w katedrze na Wawelu. Może prócz jednego elementu: tu śpiewakami dyrygowała kobieta – rzecz w dawnej sztuce niemożliwa (w starym Krakowie na tym stanowisku działał prepozyt zatwierdzany przez samego króla). Zespół męski a cappella Gregorianum od 2005 roku prowadzi Berenika Jozajtis. Pięknym tłem i przychylną akustycznie przestrzenią dla muzyki – która wybrzmiała w ramach cyklu „Polska Muzyka Odnaleziona”, organizowanego przez Narodowe Centrum Kultury – stała się Sala Balowa pałacu Na Wodzie w Łazienkach.

Mogliśmy więc odnaleźć dla siebie repertuar krakowskiej kapeli, która powstała za sprawą Zygmunta III Wazy w 1543 roku i działała przez prawie dwieście pięćdziesiąt lat. Nie bez znaczenia dla jej odkrywania mają są wytężone badania, krakowskich w szczególności, muzykologów. „Zapomniane skarby wawelskich rorantystów”, jak zatytułowano koncert, mogły zostać przez słuchaczy zrozumiane dogłębniej niż tylko przez same dźwięki – wszystko dzięki ciekawym słownym wprowadzeniom Jacka Iwaszki, jednego ze śpiewaków.

Kompozytorzy rorantystów (i często też oni sami) to nie tylko Polacy. Za świetne wynagrodzenia sprowadzano na Wawel artystów z ówczesnego centrum muzycznej Europy, czyli z Włoch. Wymieńmy choćby Asprilla Pacellego, Benardina Terzagę, Annibala Orgasa albo Franciszka Liliusa (ponoć jedynie pochodzenia włoskiego). Warto było wysłuchać Omnes sancti Dei albo Sanquine proprio (nieznanych autorów), w pamięć zapadł mi też – właściwy trwającemu okresowi liturgicznemu – Rorate caeli Asprillo Pacellego, a także Missa a 4 voci Franciszka Liliusa, nie odbiegająca w swych retorycznych ozdobach od wzorców rozpowszechnionych w Europie I połowy XVII wieku.

Składający się z dziewięciu muzyków Gregorianum jest zespołem jeszcze młodym; może dlatego chwilami brakowało precyzji wykonawczej, wysublimowanej spoistości brzmienia. Zauważyć jednak trzeba, że muzykom wcale nie brakuje temperamentu i pewności artystycznej. Możemy się nim chwalić. Podobnie jak perłami dawnej polskiej sztuki muzycznej.

 

 

Nr 01/2015