16.11.2014, Warszawa.

 

Absolwent Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w klasie Mariana Borkowskiego – obecnie już wykładowca tej uczelni – Bartosz Kowalski, pisze na konkursy, zamówienia, dla przyjaciół. Pisze w taki sposób, by muzyk odczytując nuty nie męczył się, tylko grał swobodnie. I nie zapomina o słuchaczu. Od 1996 roku zgromadził w swym dorobku ponad sto utworów. Wszystkie miały publiczne wykonania. Może dzięki temu zdobył wysoką umiejętność operowania muzyczną materią; osiąga to, co zamierzy. Dzisiaj 37-letni, wygrał dwadzieścia dwa konkursy kompozytorskie. Krzysztof Penderecki przyznając mu nagrodę na 1. Międzynarodowym Konkursie Arboretum 2012 za Prismatic Shapes na orkiestrę smyczkową, gratulował świetnej techniki kompozytorskiej i ciekawej formy przy zastosowaniu oszczędnych środków. Z inicjatywy sławnego Jurora orkiestra Sinfonia Varsovia zamówiła u Bartosza Kowalskiego symfonię, a warto podkreślić, że symfonika fascynowała go od początku twórczej drogi. Po Symfonii okręgów (2002) i Symfonii nr 2 „Dies Irae” (2006), we wrześniu 2014 roku ukończył trzecią wielką formę tego gatunku.   

Prawykonanie Symfonii nr 3 „Symmetrical visions” odbyło się 16 listopada w ramach wieczoru wieńczącego serię pięciu koncertów „Wielcy kompozytorzy – polsko-żydowska kultura muzyczna a dziedzictwo europejskie”, którą to serię w nowo otwartym Muzeum Żydów Polskich zorganizowała orkiestra Sinfonia Varsovia i Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny. W programie figurowały także: Nokturn Jerzego Fitelberga (syna Grzegorza) i Sinfonia votiva Panufnika, lecz bez wątpienia to dzieło Kowalskiego stanowiło atrakcję wieczoru. Trudno też wymarzyć sobie lepszych wykonawców; Symfonię nr 3 wzięła na pulpity jedna z naszych czołowych orkiestr i dyrygent Jerzy Maksymiuk. Maksymiuk ma na koncie ogromną liczbę prawykonań w Polsce i w Szkocji (był szefem szkockiej orkiestry BBC), i przecież sam komponuje. Utwór Bartosza Kowalskiego przygotował wraz z całym zespołem z najwyższą starannością. Zwracając się do publiczności powiedział, że pierwsze wykonanie nowego dzieła to dla kompozytora wielki dzień, i do uczestnictwa w tym przeżyciu zaprosił słuchaczy. Sam autor także słownie ujawnił zamysł, jaki towarzyszył mu przy pisaniu.

Zafrapowało go zjawisko symetrii. Trudno się temu dziwić: w każdym z elementów muzyki – rytmie, melodii, harmonii, formie – symetria przez wieki była jej sine qua non. Kowalskiemu nie chodziło jednak o proste zestawy dopełnień, powtórzeń i przeciwieństw. W komentarzu zamieszczonym w druku programowym stwierdził: „O artystycznym walorze symetrii decyduje stopień jej niedoskonałości. W przyrodzie nie występuje symetria idealna – ale takie obiekty dla ludzkiego oka kryją w sobie tajemnicę złożoności świata. W Symfonii nr 3 zamiast dialogu tematów rozgrywa się walka symetrycznych zdarzeń. Nie ma symetrii formy, lecz wariacje zdarzeń akustycznych rozgrywanych w czasie. Czy słuch ludzki może to uchwycić?” Z pewnością sugestie takie mogą pomóc w śledzeniu przebiegu utworu. Tym bardziej, że w myśleniu twórczym Bartosza Kowalskiego naczelną rolę pełni zwykle przyjmowana przez niego zasada konstrukcyjna. Nie znaczy to, że zaniedbuje walor brzmienia. Nie: zręcznie wprowadza grupy instrumentów, pokrewne w gatunku dźwięku, bądź odmienne, skrywa je w tutti i znowu wyłania. Na ogół zabiegi te  uwypuklają czytelność struktury, mącą ją z rzadka.  

Symfonia nr 3 składa się z czterech części. Ich wewnętrzna spójność jest silniejsza niż kontrasty między nimi. Wyróżnia się jednak część druga (Vision II. Fight with the mirror's reflection) i czwarta (Vision IV. Inflow – Outflow). Jeśli przywołać regułę kompozytorską Lutosławskiego, że przygotowanie poprzedza część właściwą („hésitant – direct”), to Bartosz Kowalski (świadomie, czy intuicyjnie) ją tu wdrożył. Część pierwsza (Vision I. Spaces and interactions) stanowi przygotowanie dalszej akcji. Odbywa się rodzaj prezentacji dźwiękowych bohaterów symfonicznego spektaklu. Niczym fale toczą się i wirują brzmieniowe pasma, kilkustopniowy motyw z ich głębi przeradza się w cantabile, a po zespolonej kulminacji całość przygasa, by wprowadzić miękkie akordy harf. Przy czym zaczyna tę część fakturalne okrążenie, niczym zakreślenie miejsca gry albo ukłon przed kurtyną. A może to „podpis” kompozytora? Bowiem podobny efekt rotacji rejestrów poszczególnych instrumentów, sprawiający wrażenie wędrówki muzyki po przestrzeniach (tytułowe „spaces”) przysporzył przed laty uznania jego Symfonii okręgów.

Część druga (ta właściwa) tryska gejzerem energii. Jerzy Maksymiuk określił ją koncertem na kotły i orkiestrę. Dwaj kotliści ustawieni na przeciwległych krańcach estrady prowadzą wymianę ciosów (tytułowa „walka”), interwencje orkiestry wzmagają bądź studzą ich bitewny zapał. Cała materia muzyczna w pewnej chwili ulega odwróceniu, a wartości rytmiczne zostają rozdrobnione. Żywioł orkiestry znajduje tu najpełniejszy wyraz. Jedyne to ogniwo Symfonii nr 3, którego nie łagodzi na koniec kadencja harf.

Złagodzenie nastroju przynosi część trzecia (Vision III. Dispersion). Wydaje się, że inwencja kompozytora nieco tu słabnie. Wraca klimat przygotowania; znowu snują się brzmieniowe pasma, teraz jakby szersze i bledsze, przypomina o swym istnieniu pierwotny motyw, bodaj w inwersji, dochodzi też do kulminacji, z lekka wysilonej oraz harfowego domknięcia. Ale już część czwarta (owa „direct”) da się przyrównać do nadciągającej z daleka burzy (tytułowy „napływ”). Faktura powoli zagęszcza się, nabiera pulsu, grupa blachy daje hasło i orkiestra wpada w dziki dygot chrzęszczących klasterów. Rzec można, że nie wiadomo do czego by doszło, gdyby nie batuta dyrygenta nakazująca stonowanie emocji w – efektownym zawsze w tego typu sytuacjach – rallentando. Po tym następuje finałowa niespodzianka: na pastoralnym tle harf śpiewa flet w znaczącej tonacji E-dur.

Jerzy Maksymiuk potrafił wytworzyć na koncercie taką atmosferę, że oklaski były gorące, i publiczność usłyszała bis: część drugą (tytułową „walkę z odbiciem w lustrze”). Chwaląc kunszt instrumentacji i rezultat brzmienia osiągany przy nie tak wielkim składzie orkiestry, artysta powiedział, że chętnie włączy Symfonię nr 3 Bartosza Kowalskiego do programów swych koncertów. Niewątpliwie byłoby dobrze słyszeć ją w akustyce bardziej przyjaznej muzyce niż ta z „Jan Kulczyk Audytorium” (taką sala ma nazwę) w Muzeum Żydów Polskich, o pięknie rozplanowanym wnętrzu, lecz przeznaczonego (niestety) dla kina, a nie dla koncertów. Dzieło Kowalskiego ukaże wówczas więcej ukrytych w nim wartości.

Symfoniczne zasoby polskiej muzyki ostatnich dziesięcioleci są bogate. Dość wspomnieć nazwiska Lutosławskiego i H.M. Góreckiego, Pendereckiego i Meyera, Pawła Mykietyna i Agaty Zubel. Trzy, bardzo osobne symfonie Bartosza Kowalskiego, na czele z ostatnią, Symfonią nr 3 „Symmetrical Visions”, stanowią ważny punkt w tej panoramie.

 

Program MKiDN „Zamówienia kompozytorskie” realizowany przez IMIT.