11.06.2019 \ Warszawa

 

Tegoroczne Biennale Warszawa odbywało się pod hasłem „Zorganizujmy swoją przyszłość!”. Jego program opracowywało ponad czterysta osób – badaczki, działacze, kuratorki, artyści i artystki. Organizatorzy Biennale chętnie posługiwali się słowami takimi jak kolektywność, zaangażowanie i demokracja. Szkoda, że przy okazji nie zadbali o promocję swoich wydarzeń. Pomimo niskiej ceny biletów albo darmowego wstępu, sale były prawie puste. Współczesny świat przepełniony jest marketingiem, który pod przykrywką aktywizmu społecznego służy niezbyt etycznym działaniom – dlatego zrozumiałe jest uciekanie od nachalnej promocji swoich działań. Ale czy można mówić o tematach politycznych i społecznych bez szerokiej publiczności?

W programie koncertu Wariacje na globalny tłum Gośki Isphording znalazły się utwory pięciorga kompozytorów. Koncert rozpoczął się od dwóch fragmentów z cyklu Voices and Piano Petera Ablingera. Austriacki kompozytor oddaje poprzez muzykę obecną w języku tautologię, która jest według niego podstawową zasadą relacji świata i języka (co polemizuje z myślą Wittgensteina, który uważał, że tautologia nie jest obrazem rzeczywistości). Ablinger sięga po wypowiedzi między innymi Mao Tse-Tunga i Bertolta Brechta, a partia klawiszy naśladuje ludzką mowę. Klawesynistka wykonała fragmenty z nagraniami Angeli Davis i Lecha Wałęsy. Trzeba przyznać, że cykl Ablingera świetnie brzmi w wersji klawesynowej, instrument jeszcze bardziej podkreśla obcość samplowanych przez niego słów.

Ailís Ní Ríain w kompozycji 2 Steps 4 Sheep poruszyła problem rzadko pojawiający się w muzyce współczesnej, czyli prawa zwierząt. Prowadzona przez klawesynistkę melodia stawała się coraz bardziej nerwowa, zamieniała się z sielanki w koszmar. Towarzyszyły temu nagrania odgłosów owiec będących pod wpływem stresu, izolowanych od swoich matek, które zawiązały kakofoniczną beczącą orkiestrę.

Program zakończył się tytułowymi Wariacjami na globalny tłum na klawesyn amplifikowany i sampler Karola Nepelskiego, który sięgnął po nagrania odgłosów i haseł demonstracji ostatnich lat: z Katalonii, Czarnego Protestu, stambulskiego placu Taksim i wielu innych. W utworze Nepelskiego zbiorowiska te wchodziły ze sobą w dialog, komentowały nawzajem swoje postulaty i improwizowały wspólny głos protestu. To utwór żywy, rytmiczny, momentami dosłownie taneczny – niektóre jego fragmenty spokojnie mogłyby wybrzmieć w klubie techno. Kilka dni wcześniej został odegrany we fragmentach na Placu Zamkowym w Warszawie. Nagłośnienie klawesynu jest dość problematyczne, nie osiągnięto zamierzonego efektu. Tylko spacerujący Starówką Katalończycy wysłyszeli fragment piosenki L’Estaca Lluísa Llacha (Jacek Kaczmarski użył jej melodii w swoich Murach), jednego z symboli katalońskiego referendum. Ucieszyli się, choć byli mniejszością w globalnym tłumie.

 

Nr 07/2019