Portrety kompozytorów. 2–3.12.2013, Warszawa

Drugi dzień „Portretów” zderzył ze sobą dwie różne metryki, co wiązało się ze znaczną różnicą światopoglądu, estetyki i języka. Rozpoczynający wieczór portret Wojtka Blecharza (*1981) przyniósł kolejną (było ich w ostatnim czasie kilka) sposobność do obcowania z muzyką nowatorską, która konstytuuje się w relacjach między materią dźwiękową, gestualnością muzyczną, doświadczeniem mowy, językiem ciała a kruchą materią ludzkiej psychologii. W Phenotype (2011) skrzypaczka Anna Kwiatkowska, podglądana przez publiczność od tyłu, za pomocą rulonu papieru, przy użyciu oszczędnych gestów wydobywa z amplifikowanych skrzypiec bruitystyczne brzmienia, jakby jej doświadczenie muzyczne miało się na tym zakończyć. Wykonane po raz pierwszy Small Talks (2012–2013) wprowadzały słuchacza w uporczywe i konwulsyjne etiudy przedętych aerofonów: saksofonu (Wojciech Psiuk) i głośnicy akordeonowej (Paweł Janas). W trzech utworach zaczerpniętych z pokazanej niedawno w Teatrze Wielkim–Operze Narodowej opery Transcryptum (2013) – The Map of Tenderness na wiolonczelę solo, K’an na steel drum i około 130 patyczków oraz Means of Protection na głos Anny Radziejewskiej, wiolonczelę i preparowany akordeon – dokonuje się już wyraźna synteza wspomnianych elementów. Ta muzyka, złożona z dyskretnie powtarzających się, zgodnych z oddechem, symetrycznych sekwencji rytmicznych, wspomagana wizualnymi gestami muzyków – niby rzeźb, realizuje się w ciszy subtelnej artykulacji, eksplorując niemożliwość wyrażenia traumy. Jeśli dotąd zadaniem muzyki było wzmagać lub koić strach, teraz, zgodnie z definicją Lyotarda, jej istotą jest wyrazić niewyrażalne. Muzyka Blecharza, precyzyjnie wykonywana przez młodych artystów, jest sugestywna, lotna, naturalna i zarazem nierzeczywista.

Zgoła inne kwestie podejmuje w swej twórczości bohater czwartego „Portretu” Adam Sławiński (*1935) – kompozytor-autodydakta, absolwent muzykologii na UW, wybitny krytyk jazzowy, który realizował się głównie na polu muzyki filmowej, wracając jednak konsekwentnie do klasycznego „ogródka”. Krytyczny wobec wszelkich systemów dźwiękowych, Sławiński osnuwa swoją muzykę w nastrój sérénité, ukazując uniwersalność neoklasycyzmu, który u twórcy obfituje we frapujące pomysły techniczno-dźwiękowe. Muzyka Sławińskiego, elegancka i zdyscyplinowana, z jednej strony eksponuje techniczne walory oraz surowość wyrazu à la Bartók, z drugiej zaś jazzową kolorystykę i melancholijną śpiewność. Świadczyły o tym Intermezzo (1996) na kwartet smyczkowy, znakomicie zagrane przez NeoQuartet, a także Wariacje w paru stylach (2013, prawykonanie) i Piosenka bez słów – oba utwory na klarnet i fortepian. Znakomicie zabrzmiał także Pulsar (1988) na perkusję i taśmę w wykonaniu niepowtarzalnego Leszka Lorenta. Kiedy na koniec koncertu zdarzyła się wpadka techniczna – w czołówce z muzyką Sławińskiego do serialu Chłopi początkowo zamilkła fonia – odebrano to jako... zemstę Kisiela (z powodów politycznych nie napisał on muzyki do tego filmu), który skądinąd cenił talent swego zięcia.   

 

Cenne drobiazgi (I) - Ewa Cichoń

 

 

Nr 01/2013