Zgromadzona w Archiwum Zygmunta Mycielskiego w Zakładzie Rękopisów Biblioteki Narodowej w Warszawie korespondencja Andrzeja Czajkowskiego do Zygmunta Mycielskiego obejmuje 11 listów, 2 kartki pocztowe oraz list Angeli Kokoszki, impresario pianisty, pisany do Mycielskiego po śmierci Czajkowskiego. Korespondencja ta dokumentuje trzydziestoletnią przyjaźń dwóch wybitnych kompozytorów i postaci życia muzycznego. „Był u mnie Andrzej Czajkowski, świetny młody muzyk i pianista. (...) Czajkowski jest frapującym muzykiem i jest frapująco inteligentny. Przypomina mi młodego Igora Markevitcha” – zapisał Mycielski w swoim Dzienniku 1950-1959 (8 sierpnia 1955).

Pierwszy kontakt obu artystów miał miejsce zaocznie – kiedy to Mycielski 13 czerwca 1950 roku w liście do Zarządu Głównego ZKP zarekomendował Komisji Kwalifikacyjnej ZKP młodego kompozytora i jego Suitę na fortepian, zwracając uwagę na szczególny talent, muzyczną odkrywczość języka twórczego piętnastolatka. Po przyjeździe do kraju z Paryża, 17 lipca 1950 roku, Andrzej Czajkowski otrzymał stypendium Ministerstwa Kultury na studia u wybitnego pedagoga. „Bardzo młody i bardzo ładny chłopiec temu 30 lat, gdy przyjechał z Paryża do Warszawy, i uczył się, pracował u Szpinalskiego – wszystko już wiedział i mógł przeczytać, w lot się nauczyć na pamięć i zagrać. Toteż mało się uczył, a dużo czytał i grał – z każdej partytury” – wspominał Mycielski w Niby-dzienniku ostatnim (29 czerwca 1981).

Wnikliwa recenzja dla „Przeglądu Kulturalnego”, w której Mycielski opisał koncert Czajkowskiego w Pałacu Ostrogskich na przełomie września i października 1955 roku, odkrywała dla polskiej kultury muzycznej nowoczesność osobowości twórczej Czajkowskiego – ów ideał, który Mycielski widział tylko w kilku artystach swojej epoki (m.in. Rubinsteinie, Fou Ts’ongu, Małcużyńskim oraz Markevitchu). Mycielski był już wtedy świadomy zjednywania się w Czajkowskim dwóch żywiołów: „ziarno szaleństwa tkwiło w nim uparte, od dzieciństwa, i zmagało się z wymogami nieubłaganej dyscypliny artystycznej i życiowej” – pisał we wspomnieniu po śmierci młodszego kolegi.

Korespondencja dowodzi także szczególnej łączności dwóch żywotów kompozytorskich. Czajkowski, z charakterystycznym dla siebie roztargnieniem podczas tournées koncertowych, chwali się przyjacielowi z powstających w skupieniu nowych dzieł i jednocześnie, jako jeden z niewielu współczesnych, docenia próby przezwyciężenia przez Mycielskiego „syndromu Richarda Straussa” – pracę nad wykształceniem nowego systemu dwunastodźwiękowego w III Symfonii „Sinfonii breve”, niekiedy z sentymentem wracając do przeddodekafonicznego utworu przyjaciela – Symfonii Polskiej.

Mycielski ponownie w swoim Niby-dzienniku ostatnim dotyka sedna uprawiania kompozycji przez Czajkowskiego, która była rodzajem frenetycznej i surowej autolustracji, zmagania się z własnym pochodzeniem i przeznaczeniem. Składając wizytę Czajkowskiemu w jego wygodnym domku w Cumnor pod Oksfordem (27-28 lipca 1981), Mycielski pisał o młodszym koledze: „Wygląda dziś na starzejącego się, z siwiejącą brodą, Żyda, którego opanowała żądza komponowania”. Andrzej Czajkowski komponował wtedy Kupca weneckiego, a w postaci Shylocka, zmagającego się z symbolizującym Zagładę łoskotem weneckiej ulicy i napuszonym splendorem muzyki miłosnej (mówiącym tu znowu o fałszywej asymilacji Żydów), rozważał po raz ostatni znaczenie muzyki dla swojego losu.

W ostatnim liście do Mycielskiego, kreślonym na dziewięć dni przed śmiercią, pogodzony z odchodzeniem, wiedząc, że umrze młodo, mówił o decyzji, aby zostawić cząstkę siebie w trzech utworach – nie zdążył ich już skomponować. „Nasza tęsknota za «tam» nie sięgnęła Andrzejka” – pisał po śmierci przyjaciela sędziwy Zygmunt Mycielski. „Być aktorem na scenie świata” – tą myślą przypominał ofiarowanie przez Czajkowskiego czaszki teatrowi, na potrzeby wystawień Hamleta. Co jest poza formą i językiem muzycznym? – pytanie to zawsze towarzyszy w Niby-dzienniku ostatnim wspomnieniom o niezwykłym przyjacielu.

 

 

[Andrzej Czajkowski do Zygmunta Mycielskiego, zapewne Londyn, 1961]

Mój Kochany Zygmuncie,
Mówił mi Andrzej Panufnik, że tu jesteś i bardzo bym Cię chciał uściskać i powinszować osobiście(1). Słyszę właśnie ze zgrozą, że jutro chcesz jechać. Błagam Cię, zostań jeszcze choć dzień czy dwa.

Buzi – Andrzej Czajkowski.

 

 

[Andrzej Czajkowski do Zygmunta Mycielskiego, między Wiedniem a Paryżem, 19 I 1964]

Mój drogi Zygmusiu,
Doprawdy za rzadko Cię widzę. Zrobię co mogę, żeby być we Francji w okresie Konkursu w Monaco(2), i chciałbym bardzo, żebyś został potem jeszcze trochę dłużej, żebyśmy się mogli nagadać. Ja jestem teraz strasznie zapędzony, nie mam czasu ani na pracę ani na odpoczynek, ćwiczę tylko wieczorami przed publicznością, a cały dzień pakuję, rozpakowuję, zmieniam pociągi i gubię mnóstwo rzeczy. Na przykład zgubiłem całą informację dotyczącą dat, sal i programów, miasta pamiętam, ale nie wiem co mam grać i kiedy. Po przybyciu do miasta, którego nazwę widzę na bilecie, kupuję natychmiast gazetę i patrzę na rubrykę kulturalną, albo pytam portiera w hotelu, czy jest coś dzisiaj ciekawego – przeważnie mówi, że nie ma. A z tym wszystkim jestem pewien, że bez koncertów byłbym o wiele bardziej zmęczony. W tych warunkach granie to jedyna przyjemność – przez godzinę masz chociaż spokój, nikt Cię nigdzie nie goni, nie musisz wysłuchiwać jakichś tam bzdur ani odpowiadać na głupie pytania. A przy tym muzyka, to dopiero podróż (pod warunkiem, że jej słuchasz, a nie tylko grasz). To bardzo podobne do przemijających za oknem krajobrazów, na które w pociągu rzadko się przecież zwraca uwagę.

Andrzej Panufnik po zdobyciu nagrody(3) stał się éligible(4) i jest obecnie zięciem angielskiego pułkownika na emeryturze(5). Ślub miał bardzo elegancki, w najbardziej snobistycznym hotelu w Anglii (The Dorchester(6), tam gdzie mieszkała niedawno Elizabeth Taylor); byłem zaproszony, ale nie poszedłem. (Ja w takiej atmosferze zawsze robię jakieś faux-pas.) Napisałem im, że będę za to na ich srebrnym weselu, a oni odpisali, że chcą mnie zobaczyć przedtem. Nie widziałem go od naszego wspólnego spotkania i nie znam panny młodej, więc się do nich niedługo wybiorę i poślę Ci dokładny reportage. Strasznie chciałbym usłyszeć tę jego symfonię.

A co z Twoją 3-cią(7)? Staszek(8) mi mówił, że szkicujesz do niej jakieś trójkąty i kwadraciki. Powinieneś może napisać pracę o Twoich metodach kompozytorskich, coś w rodzaju Journal de Faux-Monnayeurs(9), bo to bardzo ciekawe jak nagle, już w sile wieku, zacząłeś nagle węszyć, próbować i szukać. Strauss na przykład na to się nie zdobył i w rezultacie umarł na długo przed śmiercią. Wierz mi, że bardzo mi to imponuje, chciałbym tylko wiedzieć, że to jest coś co się stało, a nie coś co Ty sam zrobiłeś. Ale może rzeczywiście najpierw trzeba „robić”, a stanie się przychodzi później? W każdym razie brawo, zmieniasz się, ryzykujesz, żyjesz. Muszę już kończyć bo piszę, jak Adolf Rudnicki – co trzecie słowo podkreślone. (Co trzecie słowo podkreślone, co trzecie słowo podkreślone, co trzecie słowo podkreślone; teraz wybierasz najlepszą wersję po wypisaniu wszystkich możliwości; to tak się teraz pisze, nieprawdaż?)
A więc na razie buzi. Ja bardzo rzadko piszę, ale jak mi jeszcze napiszesz, to Ci znów odpowiem. Może uda mi się teraz złapać Fou Ts’onga, to Ci nagram Fantazję f-moll. Jak nie to później.

Całuję Cię bezwstydnie (a Ciocia(10) skromnie)

Twój Andrzej.

P.S. Uściskaj Staszka, również od Cioci.

 

[Andrzej Czajkowski do Zygmunta Mycielskiego, Paryż, 23 V 1967]

Kochany mój,
Stokrotne dzięki za list; bardzo się cieszę, że znów się spotkamy. Kto wie, może mi się jeszcze uda trochę Cię rozweselić? Oprowadzę Cię trochę po Londynie, owym drugim Londynie, o którym nie śniło się na pewno Panufnikom; pokażę Ci co robię, powiem Ci do czego się lenię; Ty mi o sobie opowiesz, o 3-ej symfonii, o Polsce, o Staszku i Pusiu(11)... Ale musiałbyś zostać jeszcze dzień czy dwa dłużej, bo ja wracam dopiero w piątek późnym dość wieczorem, w sobotę gram w jakiejś mieścinie (Clochemerle-outre-Manche), a dopiero w niedzielę jestem całkiem wolny. Jestem pewien – ba, wiem – że Cię Panufnikowie zaklinają, żebyś został dłużej; daj się więc, mordo, ubłagać. Piszesz, że nie chce Ci się więcej podróżować, więc zostań, gdzie jesteś, trochę dłużej!(12) (Przepraszam, że tak bazgrzę, ale piszę w metrze, które trzęsie.)

Wczoraj skończyłem płytę ostatnich mazurków Chopina(13) i zacząłem Schumanna – Davidsbündlertänze(14), do których dorobię jeszcze Sonatę g-moll (z oryginalnym finałem, który został wycofany na życzenie Klary(15) – les femmes d’artistes sont une race à part(16). Dlatego właśnie nie mogę przyjechać wcześniej – bądź kochany i zaczekaj na mnie.

Od lat staram się skończyć dwa kawałki: kwartet smyczkowy(17) i cykl pieśni do sonetów Shakespeare’a(18).
Jak Mahler, mogę pisać tylko w czasie wakacji (jemu to się lepiej udawało). Mam płytę swojej starej sonaty na klarnet(19) – jeszcze ją lubię i bardzo Ci ją chcę pokazać. Chcę się również przyłożyć do wakacji Staszka i Pusia (skromnie niestety, bo ja tonę w długach, odkąd kupiłem sobie mieszkanie na raty). Widzisz więc, ile mamy powodów, aby się zobaczyć.

Pozdrów serdecznie Panufników – ja za nimi przepadam, a on jest wprost genialny, a ona urocza – ale tyle czasu nie dałem im znaku życia, że teraz już się nie odważam zadzwonić! No i sam daj pyska.

Twój Andrzej.

 

[Andrzej Czajkowski do Zygmunta Mycielskiego, Oslo, 12 I 1968(20)]

Mój drogi Zygmuncie,
Stokrotne dzięki za uroczy list. W 68-ym już się spotkamy, ręczę! Ale postaraj się przyjechać trochę wcześniej, bo ja w kwietniu jestem wolny, a w maju gram w Niemczech, w Danii i w Islandii (z Wodiczką(21)). Innymi słowy pobądź w Paryżu przed Monaco(22), a nie po. A dlaczego nie przyjechałbyś do Anglii?

Andrzejów nie widziałem już dawno, bo byłem całą jesień w podróży (San Francisco, Fiji, Nowa Zelandia, Sydney, Filipiny, Hong-Kong i Japonia – w Tokio byłem jednocześnie z Czerny-Stefańską, nawet w tym samym hotelu, ale udało mi się jej nie spotkać). Oni są strasznie mili (mówię znów o Panufnikach), Camilla jest urocza, prawda? W Amsterdamie, zaraz przed świętami, spotkałem Andrzeja Markowskiego. Fou Ts’ongów też widziałem w Londynie na L’enfance du Christ(23) – on przepada za Berliozem, a ja wręcz przeciwnie. A Ty?

Kochany, przyślij coś albo przywieź z tych nowych utworów! W Anglii jest sporo kameralnych zespołów, które właśnie takich kawałków szukają. Czy one już są wydane? Masz może jakieś taśmy albo płyty?

Ja napisałem coś, co mi się bardzo samemu podoba: cykl pieśni do 7-mu sonetów Szekspira. Również kwartet smyczkowy, ale to chyba nieudane. Teraz jestem w tournée, ale w przyszłym miesiącu będę już pewnie coś szkicował. Gram tu dziś c-moll Mozarta, najpiękniejszy ze wszystkich koncertów (ze Schmidt-Isserstedtem(24)). Jutro jadę do Holandii, a w drodze mam zamiar napisać do Staszka. Czy on jeszcze cierpi na ten katar? I wciąż taki smutny?

Wstyd powiedzieć, ale ja nie potrafię już pisać po polsku – im dalej, tym mi trudniej. Więc już przestanę, ściskam Ciebie i Staszka (któremu jutro napiszę list) najserdeczniej. Napisz może znów?

Twój stary

Andrzej

P.S. Jak chcesz się zabawić na wiosnę, szczerze polecam Amsterdam: to daleko lepsze niż Marsylia.

 

 

[Andrzej Czajkowski do Zygmunta Mycielskiego, Londyn, 20 V 1970]

Kochany,
Nie masz pojęcia, jak się cieszę. Więc jednak Cię wypuścili!(25) Oczywiście się zobaczymy i o wszystkim się nagadamy. Bardzo się bałem i martwiłem o Ciebie, a podziwiam Cię jeszcze więcej niż dawniej (napisałem Ci to nawet w liście, ale go nie wysłałem, żeby Cię jeszcze bardziej nie narazić). Zadzwoń do mnie zaraz po przyjeździe (tel. 458-6225). Tymczasem serwus,

Twój Andrzej.

 

 

[Andrzej Czajkowski do Zygmunta Mycielskiego, Londyn, 5 VII 1970]

Drogi mój Zygmuncie,

Dwa razy czytałem Twój list i wiem, że jeszcze do niego wrócę. Tyle treści jest w tych czterech stronach... To, co piszesz o starości, to może tylko połowa prawdy, albo cała prawda o pierwszej tylko połowie starości. To istotnie musi być ciężkie, bo człowiek widzi własną starość dawnymi, młodymi oczyma i z początku widzi tylko, że wszystko od niego odchodzi... Ale czasami starość może przynieść cudowny rozkwit wszystkich możliwości człowieka – zwłaszcza twórczych. Pomyśl na przykład o Verdim! Przez 20 lat nic nie pisał(26), bo uważał, że jest za stary. Później, ni stąd ni zowąd, napisał swoje dwie najlepsze opery! Sam Otello wart jest może więcej, niż cała reszta Verdiego. A Falstaff? I skąd się to wzięło? Jak napisał Falstaffa, Verdi miał 79 lat.

Ja czasami wręcz mam wrażenie, że życie zaczyna się dopiero po 70-tce. Im mniej się od życia spodziewasz, tym więcej Ci ono daje (nie wiem dlaczego tak jest, ale tak już jest), a starzy ludzie niczego już nie oczekują i wszystko nagle zaczyna im sprawiać przyjemność... Przekonasz się za jakieś 10 lat.

Co do Fou Ts’onga, nie wiem, bo go zupełnie nie widuję. Ale, czytając Twój list, postanowiłem do niego zadzwonić i pogadać z nim, a potem znów Ci napiszę.

Ja mam się dobrze. Sezon się skończył i mam teraz trzy tygodnie wolne. Ostatnie parę koncertów poszło bardzo dobrze, a w powrotnej drodze zatrzymałem się w Amsterdamie i puszczałem się jak ostatnia kurwa (nie wiem nawet ilu ich było, bo przestałem liczyć). Tak, straciłem bezpowrotnie prawo do grania Modlitwy dziewicy. Kochany, jeśli uda Ci się przyjechać tu na przyszły rok, musimy koniecznie wybrać się razem do Amsterdamu. To zupełnie nieprawdopodobne. Poza tym śliczne miasto i mnóstwo dobrej muzyki...

Listu Twojego do Monte Carlo nie znalazłem, więc nie mogłem wysłać! Czy mógłbyś być taki dobry i napisać do tego pana jeszcze raz, podając mu mój adres? Bardzo mnie ten konkurs nęci. Najpilniejsze jest, żebym się dowiedział, czy utwór ma być niewykonany, bo Ariela(27) chcą tu wykonać na jesieni – ale jeśli nie wolno, to im nie dam.

Kochany, napisz jeszcze. Ściskam Ciebie najserdeczniej, również i Staszka, Pusia, a Delfina(28) łaskoczę po brzuszku.

Twój stary

Andrzej

 

 

[Andrzej Czajkowski do Zygmunta Mycielskiego, Singapur, 26 I 1973(29)]

Kochany,
Ty piszesz najpiękniejsze listy ze wszystkich moich przyjaciół. W paru liniach, jak Webern, umiesz wyrazić tyle mądrości i smutku (bez którego nie byłoby mądrości) i podzielić się dyskretnie własnym wzruszeniem. Z całego serca zgadzam się z Tobą, że najważniejszą rzeczą w życiu jest wiara, że coś jest ważne, a zwłaszcza to, co robisz. Ja zawsze wierzę, że coś jest ważne, ale wiara we własną ważność często mnie opuszcza. Po okresie pisania, na przykład, bardzo trudno mi wrócić do przekonania, że granie utworów innych ludzi, które przecież będą nadal istniały bez mojej pomocy, nie jest zupełną stratą czasu, i kiepsko wtedy gram. Miałem niedawno taki okres, ale wziąłem się w garść i wyćwiczyłem się do jakiejś tam formy.

Ty piszesz symfonie, a ja kwartety. Ta liczba mnoga to zresztą przesada, bo drugi kwartet dopiero zacząłem, ale pierwszy będzie już grany po raz siódmy, co jak na mnie jest zupełnym rekordem, i to mnie zachęca. Zaprzyjaźniłem się z młodym kwartetem angielskim (jeden bubek już mi nie wystarcza) i wypróbowuję na nich flażolety i pizzicata. Ten drugi kwartet piszę dla nich(30), z wdzięczności, że tak lubią pierwszy i grają go, kiedy tylko im dadzą, mimo, że nie jest im poświęcony! (Napisałem go dla Stefana Askenase(31)).

Kochany, nie wiem czy będę w Londynie 1-go czerwca. Trochę później byłoby wygodniej – m.w. od 10-go. Uda Ci się?

Daj pyska,

Andrzej

P.S. Wojna w Wietnamie kończy się nareszcie w sobotę. Hurra!

 

 

[Andrzej Czajkowski do Zygmunta Mycielskiego, między Kolonią a Londynem, 20 X 1973]

Kochany,
Taki sonet napisał Baudelaire mając lat czterdzieści:

Zamilcz, Boleści moja, poskrom swe żale,
Pożądałaś wieczora – oto na nas spływa.
Miasto już spowinęły gęste mroku fale,
Jedni w nim oddychają, innym trosk przybywa.

Oto nikczemną tłuszczę coraz to zuchwalej
Bodzie żądza rozkoszy, dzika i złośliwa,

I czerń w objęcia grzechu brnie dalej i dalej...
Chodźmy stąd, nic tu po nas, moja Boleściwa.

Popatrz: z balkonów nieba dawno zgasłe lata
Wychylają się w dziwnych, staroświeckich szatach,
Z głębiny wód wyłania się Żal uśmiechnięty,

Dogasające Słońce pod arkadą kona,
I niczym długi całun na Wschodzie rozpięty,
Powoli ku nam zbliża się Noc upragniona.(32).

Pewnie coś pokiełbasiłem, bo nie mam jego wierszy pod ręką (piszę ten list w samolocie z Köln do Londynu), ale chciałem Ci go przytoczyć, aby pokazać Ci, że starość jest rzeczą względną. Szekspir pisał w tym duchu przed trzydziestką (np. w sonecie nr 73(33)), a Rilke, zdaje się, spędził większość swojego życia, żegnając się z nim! Poczucie starości to nie starość, ale po prostu objaw chwilowego wyczerpania duchowego, które mija jak tylko coś zaczyna Ci w pracy wychodzić – zapominasz przecież wtedy o swoim wieku, a nawet o sobie. Czujesz się stary nie wtedy kiedy piszesz, ale tylko jak siedzisz w jury czy latasz za jakimiś, niemal zawsze jak Cię znam, cudzymi sprawami.

A teraz weź Verdiego. W wieku lat sześćdziesięciu oznajmił, że jest już za stary, żeby komponować(34). I z wyjątkiem Requiem, poświęconego jak Ci wiadomo specjalnej okazji, siedział cicho przez dwadzieścia lat. A potem, mając lat 80(35), napisał nagle swoje dwa największe arcydzieła – Otella i Falstaffa! Gdyby był umarł po Aidzie, byłby po prostu ulubieńcem publiczności operowej, tak jak Bizet czy Puccini. Ale dzięki tym dwóm ostatnim operom został, moim zdaniem, jednym z największych kompozytorów drugiej połowy XIX wieku i najlepszym kompozytorem operowym z wyjątkiem Mozarta. Nie wiem, czy się z tym zgodzisz, ale w każdym razie okazuje się, że w wieku lat osiemdziesięciu Verdi już nie był za stary. Udało mu się widocznie jakoś „odwalić” swoją starość przedtem. Czy trzeba żyć w porządku chronologicznym?

Ja na przykład nie miałem dzieciństwa i nigdy właściwie nie czułem się dzieckiem. Ale teraz często czuję się adolescent(36), trudno mi się uważać za dorosłego (co to zresztą znaczy?). Mając lat 22, byłem starcem: poznałem już dwa czy trzy kontynenty, robiłem tak zwaną „karierę” (tak przynajmniej wtedy się zdawało), poznałem już miłość i platoniczną, i zmysłową i nie pozostawało mi nic innego jak powtarzać w kółko te same kilka przeżyć, na co zupełnie nie miałem ochoty. „A co będzie”, pisałem ze zgrozą w liście do kuzynki w Paryżu, „jak ja jeszcze będę musiał żyć 60 lat?” Dziesięć lat później kuzynka mi ten list pokazała i bardzośmy się nad nim uśmiali. Ja wtedy byłem znów młodszy, życie mnie interesowało i bawiło, i ten list wydał mi się szczytem kabotyństwa. Ale od czego to zależy, czy kogo życie interesuje czy nie?
Gdyby mi Bóg ofiarował spełnienie jednego tylko życzenia, modliłbym się o taką właśnie starość, jak Verdiego. Chciałbym długo żyć, bo tak mało umiem, a tak wolno i trudno idzie się czegoś nauczyć! (W dodatku jestem skończonym leniem.) W życiu też, nie tylko w muzyce. Ale chciałbym się do końca rozwijać i do końca uczyć, nie przeżyć samego siebie, jak Strauss, czy moim zdaniem nawet Strawiński. Ja wielkiego talentu nie mam, ale chciałbym wydobyć z siebie chociaż to, co mam. Czasami się boję, że ten talent już zresztą zwiądł, umarł... Ale w każdym razie wystarczy o coś się starać aby się nie nudzić – niezależnie od rezultatu. (Il faut imaginer Sisyphe heureux(37).)

Lądujemy! Kochany, pa. Ściskam Cię jak najserdeczniej, również Staszka, pozdrawiam Pusia i klepię po głowie Delfina. (On już chyba naprawdę jest stary).

Twój przyjaciel

Andrzej

 

 

[Andrzej Czajkowski do Zygmunta Mycielskiego, Cumnor, Oksford, 31 V 1980]

Kochany Zygmuncie,
Tak się cieszę, żeśmy się znów zetknęli! Również Twój list mnie wzruszył, tym bardziej, że ja sam zawsze wolałem Twoje wcześniejsze kompozycje (zwłaszcza rzewną Symfonię Polską(38)) i cieszę się, że wracasz do własnych korzeni i do tego, co Ci jest naturalne. Dziś nas wszystkich już tak wykształcili, że wstydzimy się pisać po prostu to, co nam przychodzi do głowy! To wymaga odwagi i wiary w siebie, ale Ty właśnie zawsze imponowałeś mi swoją odwagą. Proszę Cię, nie traćmy już kontaktu – Ty masz na mnie b. dobry wpływ.

Również się cieszę na przyjazd Stasia i Pusia. Ale w międzyczasie wypadło mi tournée w Afryce Południowej, dokąd jadę 9-go czerwca, a wracam dopiero w połowie lipca(39)! Ale po powrocie do nich zadzwonię i spróbuję ich namówić, aby wpadli do mnie na dzień tu do Oksfordu. To prześliczne miasto i zawsze lubię oprowadzać po nim przyjaciół... Do Panufników też zadzwonię, ale na panią Zych do wyjazdu nie mam czasu, a później znów jej nie będzie!

Ja urządziłem się nader wygodnie, miło tu i spokojnie, tylko, że mam masę długów. (Dlatego też przyjąłem to zaproszenie do Afryki Południowej, inaczej wolałbym siedzieć tu i pisać). Tu mnie piszą André Tchaikowsky, ale Ty pisz jak chcesz. Jak się ukaże mój drugi kwartet to Ci poślę kopię, a na razie poślę Ci może pierwszy?

Ściskam serdecznie Ciebie, Staszka i Pusia,

Twój Andrzej.

 

 

[Andrzej Czajkowski do Zygmunta Mycielskiego, Paryż]

Miły mój Zygmusiu,
Właściwie zacząłem już do Ciebie pisać, i to 3 razy! Zdałem sobie jednak sprawę, że to, co Ci mam do powiedzenia (nie licząc nawet wiadomości przekazywanych raczej drogą dotykową), zajęłaby co najmniej 25 stron, których ja nie mam czasu zapełnić, ani Ty przeczytać. Strasznie Ci dziękuję, żeś mi przysłał Staszka. Jest uroczy, nic się nie zestarzał, nabrał co najwyżej miłej, łagodnej patyny. Wysiaduje mnie jak cenne jajko, jest mi matką i nianią zarazem, mówi do mnie po grecku i ubolewa nad podupadłym stanem mojej moralności. Kiedyś zarzucałem mu, że mnie gorszy, obecnie chętnie ja bym jego zgorszył, bo strasznie się zrobił pruderyjny i sentymentalny. Nie przypuszczałem, że mój Valmont(40) powróci mi jako cnotliwa prezydentowa. Zmysłowość jego, którą zawsze bardzo sobie cenię, znajduje obecnie jedyne ujście w wytrawnych potrawach spod 3 gwiazdy z guide Michelin, zaś trawiąca go żądza wiedzy każe mu studiować odpowiednie paragrafy kodeksów karnych od Islandii aż po Filipiny i od Starożytnego Egiptu aż po Brave New World(41). Twórczość jego nadal dojrzewa w podświadomości, ale ludzkość będzie mu niechybnie wdzięczna za 32 tomy korespondencji, z których chyba połowę napisał już tu, w Paryżu. Nie je niemal, aby kupić znaczki.

Co do niżej podpisanego, zupełnie zgadzam się z Tobą, że próba połączenia kompozycji z pianistyką nieuchronnie prowadzi do dyletantyzmu. To mnie wcale nie zniechęca, przeciwnie. Wyraz „dyletant” był do stosunkowo niedawnych czasów komplementem, a żyjąc w epoce coraz ciaśniejszej, bardziej oschłej i przemądrzałej specjalizacji, widzę, że dziś już tylko dyletant może robić w sztuce to, na co ma ochotę. Tylko dyletant ma prawo pisać, co tylko przyjdzie mu do głowy, nie troszcząc się o to, czy to nowe, czy dobre i czy to, używając ulubionego zwrotu Staszka, przetrwa, pisać z radością smarkacza budującego zamki na piasku. Za chwilę mu je ktoś rozdepcze, wiatr rozdmucha czy fala zaleje – ale on wróci do domu zadowolony i z apetytem zeżre kolację.

A propos, czas na obiad i burczy mi już w brzuchu. A więc pa, choć tyle chciałbym Ci powiedzieć na temat rzeczy niedopowiedzianych! Napisz kiedy, to Ci odpowiem. I dbaj o siebie, bo Ci sprzysięgła się choroba z upałami, a tu na domiar rozpaczy Nadia chce się wybrać na jesień do Polski! Musisz przeto przed jej przyjazdem albo wyzdrowieć, albo kipnąć – życzę sobie i Tobie to pierwsze.

Buzi i jeszcze gorzej –

Twój A.

 

 

[Andrzej Czajkowski do Zygmunta Mycielskiego; kartka pocztowa, Hongkong, bez daty]

Bardzo Was obu kocham i wkrótce napiszę.

Na razie ściskam – Andrzej

 

 

Andrzej Czajkowski do Zygmunta Mycielskiego; kartka pocztowa, Hokkaidō, Akkan National Park, Japonia, bez daty]

Drodzy moi,
Strasznie dziękuję Wam za pobudzający list, na który odpowiem, jak tylko przestaną mnie gonić z jednej estrady na drugą. Pytasz mnie, Staszku, czy Europa jeszcze jest; myślę, że tak, zwłaszcza od czasu kiedy jestem w Azji.

Ściskam Was po słowiańsku – A.

 

 

[Andrzej Czajkowski do Zygmunta Mycielskiego, Cumnor, Oksford, 17 VI 1982(42)]

Kochany Zygmuncie,
Powody dla których Ci nie odpisałem do Paryża są tak smutne, że trudno mi się zdobyć o nich pisać! Od stycznia miałem 3 operacje na raka(43), a ostatnia była właśnie w maju. W dodatku okazało się, że tego raka już usunąć nie można, bo między operacjami zaatakował wątrobę i jelita (z początku był tylko w grubej kiszce), tak, że jestem nieuleczalny i nikt nie wie ile jeszcze potrwam.

Ale zwolnić ten proces często można przez terapię chemiczną, na którą chodzę teraz co 2 tygodnie. Mam nadzieję, że w moim wypadku poskutkuje, choćby na tyle, abym zdążył jeszcze napisać to, co mam w głowie (o koncertowaniu nie może już oczywiście być mowy). Po dowiedzeniu się, jak się sprawy mają, natychmiast zabrałem się do instrumentacji ostatniego aktu opery (jeszcze w szpitalu)(44) i brakuje mi już tylko kilku stron. Następnym projektem jest cykl miniatur na skrzypce z fortepianem, potem suita tańców na fortepian, a jeśli terapia rzeczywiście pomoże, koncert na altówkę(45)! Sama śmierć mnie jakoś nie przeraża (starość jest ciężka, a zresztą umiera już cała nasza cywilizacja), ale chciałbym jeszcze coś zdziałać, aby czuć, że nie zmarnowałem jednak życia.

Jak masz ochotę, napisz: będę się bardzo cieszył i spróbuję odpisać w miarę sił. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, jak bardzo zawsze byłeś mi drogi.

Ściskam serdecznie Ciebie, Staszka i Pusia,

Twój Andrzej.

[Angela Kokoszka do Zygmunta Mycielskiego, Londyn, czerwiec 1982(46)]

Szanowny Panie Mycielski,
Niestety mamy bardzo przykrą wiadomość do zakomunikowania Panu; a mianowicie nasz artysta i przyjaciel Andrzej Czajkowski zmarł 26 czerwca o godzinie 7 rano na raka.

Jego choroba rozpoczęła się w styczniu i postęp był tak szybki, że wszelkie zabiegi spełzły na niczym.

Ja osobiście opiekowałam się Andrzeja karierą z ramienia mojej firmy przez ostatnie osiem lat. Strata jego dotknęła nas wszystkich bardzo boleśnie, gdyż straciliśmy nie tylko wybitnego pianistę, ale także bardzo serdecznego przyjaciela.

Mój mąż jest Polakiem i pomógł mi w skreśleniu tego listu.

Od 26 lipca będziemy w Katowicach przez dwa tygodnie u rodziny mojego męża i gdyby Pan chciał się ze mną skomunikować proszę zadzwonić do nas – tel.: 51-17-30.

Z poważaniem.

Angela Kokoszka

 

 

 

Pianista i muzyk

Zygmunt Mycielski  

Przyjemnie jest pisać, gdy jest o czym i o kim i gdy koncert jest nie tylko udany, ale nasuwa mnóstwo spostrzeżeń i ogólniejszych myśli. Znany już, choć bardzo jeszcze młody pianista, Andrzej Czajkowski, dał w pięknej sali Towarzystwa im. Chopina w Pałacu Ostrogskich recital(47), w którego programie znalazły się Fantazja i Fuga g-moll Bacha w transkrypcji Lisztowskiej(48), Sonata E-dur op. 109 Beethovena, Ballada f-moll Chopina, 3 mazurki Szymanowskiego i Gaspard de la nuit Ravela – a ponadto wykonał na bis, wobec niezwykle gorącego przyjęcia przez publiczność, niemal że drugi program, z Menuetem Rameau-Godowskiego, Sztucznymi ogniami Debussy’ego, finałem z VII Sonaty Prokofiewa oraz Polonezem-Fantazją i mazurkiem Chopina.

Czajkowski lubi grać i ma niezwykle rozległy program w pamięci i palcach. Gdy słyszałem rok temu Maski Szymanowskiego w jego wykonaniu w sali konserwatorium, zrozumiałem od razu, że mamy przed sobą muzyka, który umie kreować najtrudniejsze pianistyczne dzieła.Widoczna była ta pasja konstrukcyjna i twórcza, która wyszukuje zadania trudne i przekazuje je słuchaczom z wielką młodzieńczą siłą przekonywającą.

Ostatni koncert umocnił to pierwsze moje wrażenie. Ravel, Debussy, Szymanowski i Prokofiew ucieszyliby się, gdyby słyszeli, z jakim swobodnym temperamentem Czajkowski oddycha ich rytmem, jak cieszy się ich muzycznym pulsem, który odczuwa jako coś najbliższego i najbardziej naturalnego. W tym sensie Czajkowski jest swego rodzaju wyjątkiem wśród naszych młodych i nie tylko młodych pianistów. Odegrać powinien całkiem szczególną rolę w naszym życiu muzycznym, o ile tylko znajdzie odpowiedni klimat i troskę wśród jego organizatorów.

Teraz jest moment, gdy Czajkowski powinien wyjechać, by zapoznać się ze wszystkim, co nowe i przywieźć nam te nowalie, podać nam wszystko, co wśród nich jest najlepsze i najciekawsze. A wybrać potrafi z pewnością. Nie zdziwiłbym się, gdyby w przyszłości okazał się kompozytorem, kto wie, może i dyrygentem, koryfeuszem i obrońcą wszystkiego co nowe i wyprzedzające swój czas. Jest on bowiem nie tylko pianistą, ale przede wszystkim muzykiem, i to w nim tak bardzo cenię. Posiada łatwość przyswajania sobie dzieł, które dla wielu innych są ciężkim do zgryzienia orzechem.

Jak dyspozycje takie działają na wykonanie klasycznego i romantycznego programu? Gdy słyszymy wykonania największych artystów, uderza nas sposób, w jaki operują oni czasem muzycznym. Tym czasem, który znajduje się pomiędzy nutami, przy każdym zakończeniu frazy lub jej odcinka. W połączeniu z wielkim bogactwem i różnorodnością tonu, uderzenia w klawisz lub pociągnięcia smyczkiem, słuchacz ma wrażenie wielkiego spokoju, który emanuje bez względu na to, czy utwór jest szybkim presto czy medytacją adagio. Molto espressivo pierwszej wariacji z Sonaty E-dur Beethovena może zagrać każdy, jednak wrażenie wielkiej dojrzałości sprawi nam pianista, który wrażenie to rozciągnie na cały ten utwór, od wstępu vivace po wielki tryl i figurację ostatniej, VI wariacji.

W muzyce od czasu Debussy’ego zaszły duże zmiany w układzie tej rytmicznej pulsacji, którą operowali muzycy dawniejszych czasów. Czajkowski, panujący świetnie nad polifonią, wprowadza w przekonywający sposób każdy głos, daje przekonywającą konstrukcję największych form cyklicznych, jednakże gra jego sprawia wrażenie, że swobodniej czuje się w utworach nowszych, które bardziej odpowiadają jego własnym, osobistym gustom muzycznym. Ravel czy Prokofiew nie krępują jego „wewnętrznego metrum”. Gaspard de la nuit wykonuje w wielkiej dynamicznej skali. Utwór ten cieszy go i niczym nie krępuje, podczas gdy utwór romantyczny wymaga ciągłego „trzymania się na uwięzi” i pewnej uczuciowej spekulacji – aby wydobyć efekty wyrazowe, będące treścią ówczesnych kompozytorów. Tak to odczuwałem na ostatnim koncercie tego pianisty, o którym z pewnością często jeszcze słyszeć będziemy.
Inne to już pokolenie niż Raul Koczalski.

Pierwodruk: „Przegląd Kulturalny”, nr 39 (29 IX – 5 X 1955), s. 6.

 

1    Okazją do powinszowań była prawdopodobnie Nagroda Specjalna na Konkursie Rainiera III w Monaco (1961), którą Mycielski otrzymał za II Symfonię.

2    Od 1960 roku, z inicjatywy Rainiera III, w Monaco przyznawane są co roku Nagrody Kompozytorskie im. Księcia Monaco (Pierre’a i Rainiera III). Zygmunt Mycielski był wieloletnim członkiem jury tej nagrody. Wśród laureatów tego wyróżnienia znaleźli się polscy kompozytorzy: Augustyn Bloch (Oczekiwanie), Krzysztof Meyer (Cyberiada), Zygmunt Mycielski (II Symfonia), Andrzej Panufnik (Sinfonia Sacra oraz nagroda za całokształt twórczości), Witold Rudziński (Odprawa posłów greckich). Wspomniany pobyt Zygmunta Mycielskiego w Monaco trwał od końca kwietnia do trzeciego tygodnia maja 1964 roku.

3    Chodzi o wspomnianą nagrodę, przyznaną kompozytorowi w 1963 roku za Sinfonia Sacra.

4    Éligible (fr.) – odpowiedni.

5    Richard Jessel, komandor Marynarki Królewskiej Zjednoczonego Królestwa.

6    26 listopada 1963 roku, w tym najbardziej nobliwym hotelu angielskim, odbyło się przyjęcie z okazji ślubu Camilli Jessel z Andrzejem Panufnikiem.

7    III Symfonię (Sinfonia breve) Zygmunt Mycielski komponował w latach 1962-1967.

8    Stanisław Kołodziejczyk (1923-2001) – filolog klasyczny i tłumacz, zastępca redaktora naczelnego „Czytelnika”, towarzysz życia Zygmunta Mycielskiego.

9    Journal de Faux-MonnayeursDziennik Fałszerzy André Gide’a, dokumentujący proces powstawania powieści Fałszerze.

10    Irena Paszkowska.

11    Puś – Andrzej Szewczyk, towarzysz życia Zygmunta Mycielskiego i Stanisława Kołodziejczyka.

12    Do zapowiadanego spotkania jednak nie doszło, ponieważ w dniu, w którym Andrzej Czajkowski wracał z Paryża do Londynu, Zygmunt Mycielski wyjeżdżał w odwrotnym kierunku.

13    18-19 stycznia oraz 22 maja 1967 roku Andrzej Czajkowski nagrał w Salle Wagram w Paryżu dla wytwórni Columbia pierwszą płytę z planowanego dwupłytowego albumu wszystkich mazurków Fryderyka Chopina. Po długim wahaniu wytwórni czy powinna powstać druga płyta, pianista już nigdy nie powrócił do tego zamierzenia, a materiał w formie archiwalnej ukazał się dopiero w 1997 roku na kompakcie firmy Danté Records (HPC060 – Vol. 5).

14    Czajkowski zarejestrował ten cykl w Paryżu 23-24 maja 1967 dla Columbia Records, ale płyta także nie ukazała się.

15    II Sonata fortepianowa g-moll op. 22 (1838) Roberta Schumanna. Czajkowski wspomina o finale Presto passionato, który na życzenie Klary Schumann został zastąpiony przez kompozytora mniej wymagającą technicznie częścią.

16    (fr.) – ‘Żony artystów są osobną rasą.’

17    I Kwartet smyczkowy in A op. 3 (1969-1970).

18    7 Sonetów Szekspira na głos i fortepian (1967).

19    Sonata na klarnet i fortepian op. 1 (1959).

20    W Oslo Andrzej Czajkowski wykonywał Koncert c-moll KV 491 Mozarta.

21    W latach 1960-1961 oraz 1965-1968 Bohdan Wodiczko kierował Orkiestrą Symfoniczną Miasta Reykjavík (obecnie Islandzka Orkiestra Symfoniczna) oraz Narodową Orkiestrą Radiową w stolicy Islandii.

22    Zygmunt Mycielski przyjechał do Monaco w końcu kwietnia 1968 roku.

23    Hector Berlioz, L’enfance du Christ (Dzieciństwo Chrystusa) op. 25 (1854) – oratorium.

24    Hans Schmidt-Isserstedt (1900-1973) – niemiecki dyrygent, wieloletni szef NDR Sinfonieorchester w Hamburgu.

25    Czajkowski wspomina tu o perypetiach Mycielskiego z otrzymaniem paszportu na wyjazd do Monaco, kiedy od 1968 roku, po opublikowaniu Listu do muzyków czeskich i słowackich, kompozytor objęty był m.in. zakazem wyjazdów zagranicznych, druku i wykonań. W latach 1968 i 1969 nie przyznano mu paszportu. W roku 1970 dopiero list kompozytora do premiera Józefa Cyrankiewicza spowodował, że władze odwołały decyzję o wstrzymaniu paszportu i Mycielski mógł w końcu kwietnia wyjechać z kraju.

26    Czajkowski mówi tu o przerwie w twórczości operowej Verdiego, między skomponowaniem Aidy (1871) a Otella (1886) i Falstaffa (1892). W tymże czasie jedynym ważniejszym dziełem było Requiem (1874, rew. 1875).

27    Ariel na mezzosopran i septet (1969), do 3 pieśni Ariela z Burzy Szekspira.

28    Delfin – pies Zygmunta Mycielskiego.

29    Od połowy stycznia do końca czerwca 1973 roku Andrzej Czajkowski odbywał tournée do Singapuru, Kuala Lumpur, Australii i Nowej Zelandii.

30    II Kwartet smyczkowy in C op. 5 (1973-1975), zadedykowany Lindsay String Quartet, został prawykonany przez ten zespół 23 stycznia 1978 roku w Londynie.

31    Wybitny pianista i pedagog, był członkiem jury Konkursu Chopinowskiego, w którym Andrzej Czajkowski zdobył VIII nagrodę, i wieloletnim przyjacielem pianisty. Pod wrażeniem talentu młodego pianisty, zachęcił go do kontynuowania nauki pod jego kierunkiem w Brukseli. Czajkowski studiował u Askenasego w Konserwatorium Brukselskim w latach 1956-57. W roku 1957 zdecydował się uciec do Paryża.

32    Charles Baudelaire: Skupienie (Recuillement) z cyklu Kwiaty zła (Les fleurs du mal).

33    William Shakespeare: Sonet 73 [That time of year thou mayst in me behold – Ujrzysz we mnie tę porę roku].

34    Chodzi o rok 1871, w którym Verdi kończył 58 lat i planował rozstać się ze sceną operową Aidą.

35    Otella Verdi skomponował w wieku 73 lat, Falstaffa mając lat 79.

36    (ang.) – (dojrzewający).

37     Trzeba zobaczyć Syzyfa szczęśliwym – motto Alberta Camusa do własnego eseju Mit Syzyfa.

38     Symfonia Polska (1950) Zygmunta Mycielskiego.

39     Tournée po RPA trwało od 9 czerwca do 3 lipca 1980 roku.

40     Vicomte de Valmont, bohater powieści Niebezpieczne związki Choderlosa de Laclos.

41     Brave New World (Nowy wspaniały świat) – powieść Aldousa Hauxleya.

42    Andrzej Czajkowski zmarł dziewięć dni później, 26 czerwca 1982 roku, w oksfordzkim hospicjum, w wieku 46 lat. List dotarł do Mycielskiego już po śmierci Czajkowskiego, 11 lipca 1982. Opublikowany przez Mycielskiego wraz ze szkicem wspomnieniowym w „Ruchu Muzycznym” nr 4/1982.

43    Andrzej Czajkowski źle poczuł się pod koniec 1981 roku, na początku roku 1982 jego lekarz błędnie zdiagnozował colitis – wrzodziejące zapalenie jelita grubego; w rzeczywistości był to rak jelita grubego.

44    Kupiec wenecki (1968-1982) op. 7, opera do libretta Johna O’Briena według sztuki Szekspira. Kompozytor nie zdążył ukończyć instrumentacji ostatniej sceny opery.

45    Śmierć kompozytora przekreśliła te plany.

46    Była to druga osoba zawiadamiająca Mycielskiego o śmierci Czajkowskiego. Pierwszą był Andrzej Panufnik, który przekazał Mycielskiemu tę wiadomość na kartce pocztowej z 30 czerwca 1982 roku.

47    Recital ten odbył się kilka miesięcy po V Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina (22 lutego – 21 marca 1955), na którym Andrzej Czajkowski zdobył VIII nagrodę.

48     Johann Sebastian Bach: Fantazja i Fuga g-moll BWV 542 (ok. 1720) – transkrypcja na fortepian Franz Liszt (1860, rew. 1869).

 

 

 

Z rękopisów przepisał i opatrzył przypisami Michał Klubiński.

Przedruki listów Andrzeja Czajkowskiego dzięki uprzejmości Eve Harrison z André Tchaikowsky Estate. Przedruk tekstu Zygmunta Mycielskiego dzięki uprzejmości Zofii Mycielskiej-Golik. Serdeczne podziękowania za konsultację redakcja składa także Davidowi Ferré, propagatorowi postaci Andrzeja Czajkowskiego.

 

 

Nr 10/2014