Z początku niewiele wskazywało na to, że młody Leonard Bernstein stanie się w przyszłości jedną z najważniejszych postaci amerykańskiej sceny muzycznej i jednym z pierwszych wybitnych muzyków wykształconych w Stanach Zjednoczonych, którzy zyskali światową renomę. Pianista, dyrygent, kompozytor, lecz także pedagog i osobowość telewizyjna o niewyczerpanej pasji i talencie, dusza towarzystwa, Lenny – bo tak nazywał go każdy, kto miał okazję go poznać – był w dzieciństwie introwertyczny i nieśmiały. „Byłem nieszczęśliwym, przestraszonym dzieciakiem” – wspominał. Częste przeprowadzki, uciążliwa astma i powracająca gorączka, a do tego wymagający ojciec (przedsiębiorca i zagorzały talmudysta) – wszystko to trapiło brzdąca, który z otoczenia ludzi i życia pozbawionego nazbyt wielu rozrywek i przyjemności uciekał w świat dźwięków, zasiadając do klawiatury pianina wypożyczonego na czas określony przez ciotkę. Sukces nie nadszedł szybko i nie bez przeszkód, ale był nieunikniony na drodze człowieka, którego pęd do wiedzy i dar muzyczny miały sprawić, że przekroczy jeszcze niejedną granicę, zarówno w dziedzinie sztuki, jak i społecznych konwenansów.

 

Torah Lismah

Głód wiedzy – w hebrajskim rozumieniu Torah Lishmah, czyli stałej duchowej aktywności zmierzającej do zgłębienia prawd absolutnych – był immanentną cechą osobowości Louisa-Leonarda, wzmocnioną dodatkowo surowym domowym wychowaniem. Ruach Elohim, powtarzał Samuel Bernstein: kieruj się szlachetnymi pobudkami, nakazami nauki i religii. Przez całe życie chłonny umysł Bernsteina absorbował informacje nie tylko ze sfery muzyki (partytury nawet najbardziej skomplikowanych fakturalnie utworów czytał z łatwością w głowie jak dobrą powieść), lecz także dosłownie wszystkiego, na co się akurat natknął, a przyjaciele wiedzieli, że mogą na niego liczyć, gdy poszukiwali szczegółowych wiadomości o Shakespearze, II wojnie światowej, lingwistyce czy biologii.

Był po prostu wiecznie ciekawy wszystkiego, a radość, jaką czerpał z samodzielnego obserwowania, badania nowych faktów i tematów, przewyższała jedynie inna okoliczność – możliwość dzielenia się swoją wiedzą z innymi. Był naturalnie predestynowany do roli nauczyciela czy raczej, jak ocenia córka kompozytora Jamie, „urodzonym uczniem, który wprost nie mógł się doczekać, kiedy opowie innym o tym, czego sam się dowiedział. Nigdy nie przestał się uczyć”. Uczenie się i nauczanie były dla Bernsteina tożsame, stanowiły dwie strony tego samego procesu, którego istotą jest dzielenie się czymś ważnym i wartościowym – w szczególności poprzez muzykę, medium wprost idealne do tego, by opanowywanie umiejętności stawało się misją przekazywania piękna i radości, aktem czystej miłości.

Lenny kochał ludzi i otaczał się nimi; nie lubił samotnego trybu pracy kompozytorskiej i od najmłodszych lat szukał odpowiedniego dla siebie sposobu komunikacji. Przełomowy pod tym względem okazał się czas studiów na Harvardzie, gdzie oprócz teorii muzyki i pierwszych poważniejszych prób kompozytorskich uczęszczał na liczne zajęcia z korpusu sztuk wyzwolonych, filozofię, języki obce i co tylko się dało. Olśnienie przyniósł jednak dopiero aplauz, z jakim przyjęto jego studencką realizację prowokacyjnej opery-musicalu The Cradle Will Rock Marca Blitzsteina w Bostonie w roku 1939, którego eksperymentalna forma przewidywała grę na fortepianie z równoczesną narracją objaśniającą widowni przebieg wydarzeń spektaklu. Owacyjne reakcje publiczności i pochwały krytyków dla nieszablonowej – pod względem muzycznym i dramaturgicznym – produkcji przekonały Bernsteina, że przyszłość jego działań artystycznych będzie związana z kontaktem z publicznością. Docieranie do ludzi za pomocą dźwięków, jak później stwierdził w wywiadzie, jest „jednym z najbardziej tajemniczych i poruszających doświadczeń, jakie można mieć”. Kierunek jego dążeń był już zatem wyznaczony.

 

Muzyczny omnibus

Lenny kochał zwłaszcza ludzi młodych i uwielbiał mówić o muzyce. Jeśli miał jakąś wizję nieba, to musiały nim być muzyczne rozmowy z młodzieżą, pełne śmiechu, wspólnego śpiewania i grania na fortepianie do późnych godzin nocnych. Każda jego lekcja o muzyce była performansem, a każde wykonanie było pouczające. Zetknięcie znanego dyrygenta i pianisty z nowym światem rozwijających się amerykańskich mediów w latach pięćdziesiątych nie było więc zaskakujące. Po raz pierwszy pojawił się w telewizji NBC w roku 1949 podczas transmisji koncertu symfonicznego z Carnegie Hall, natomiast 14 listopada 1954 na kanale CBS zadebiutował w roli telewizyjnego wykładowcy w serii programów edukacyjnych dla dorosłych Omnibus. Od samego początku widoczne było jego innowacyjne podejście do problemu: zamiast zagłębiać się w mętne domniemania interpretacyjne wokół V Symfonii Beethovena, uwypuklił w sposób interaktywny, słuchowo i wzrokowo, warsztat instrumentacyjny kompozytora, ukazując – z pomocą muzyków orkiestry stojących w odpowiednich miejscach ogromnej kolorowej partytury namalowanej na podłodze w studio – proces twórczy, prowadzący od pierwszych motywicznych zrębów tematu do finalnej postaci dźwiękowej dzieła. Jasny, precyzyjny język wypowiedzi, błyskotliwe porównania i metafory trafiły do wyobraźni widzów – narodził się Lenny-telewizyjny edukator.

Równolegle do prowadzenia obsypanej nagrodami serii Omnibus (1954–1958) Bernstein wykładał gościnnie muzykę współczesną na Brandeis University w Massachusetts. Tam również zaproponował rewolucyjne jak na tamte czasy podejście do edukacji muzycznej. Swoje zajęcia poświęcał (obok kanonicznych przykładów z przeszłości) twórczości najnowszej, w tym także własnym kompozycjom. Tłumy studentów, które przychodziły z całego kampusu w Waltham, z zapartym tchem słuchały ilustrowanych grą na fortepianie opowieści o symfonice Mahlera i Straussa, ale też o serializmie Berga, neoklasycyzmie Strawińskiego czy teatrze muzycznym Weilla. Uczenie o muzycznej teraźniejszości jako żywym, oddychającym organizmie, było absolutnym novum, powiewem świeżości w skostniałym akademickim systemie i przyciągało rzesze osób, dla których doświadczenie to okazało się kształtujące i decydujące dla dalszej kariery muzycznej.

Nic dziwnego że sala wykładowa Bernsteina w Brandeis rozrosła się, by przybrać formę istniejącego do dziś Festival of the Creative Arts. Zamysł pedagogiczny, który przyświecał kompozytorowi w momencie inicjowania festiwalu, polegał na umożliwieniu młodym dostępu do bieżących zjawisk i wydarzeń w świecie sztuki nie tylko muzycznej (łącznie z jazzem i musicalem), lecz także teatralnej, tanecznej czy filmowej. Interdyscyplinarność, a także współistnienie tak zwanej kultury wysokiej i popularnej oraz artystycznej tradycji i aktualności były oryginalną koncepcją Bernsteina, który w nocie programowej pierwszego festiwalu pisał profetycznie: „Nadszedł dziś czas, kiedy świat staje przed ważnym pytaniem, czas, gdy cywilizacja musi spojrzeć na siebie krytycznie i poszukać klucza do przyszłości. W tym duchu powinniśmy badać twórczość artystyczną – poprzez jej wykonania, zadawanie pytań i otrzymywanie odpowiedzi. Nie udawajmy mędrców, lecz poruszmy myślenie i wywołujmy otwartą dyskusję, która nas czegoś nauczy, a poprzez naukę poznamy na nowo naszą kulturę i siebie samych”.

 

Koncerty dla każdego

Amerykanin Eric Booth jest autorem pojęcia teaching artist – opisującego twórcę, którego dodatkowe kompetencje pedagogiczne sprawiają, że spełnia się on także jako dydaktyk. Stawia on Leonarda Bernesteina jako wzór i twierdzi, że dobrego nauczyciela czyni nie tyle określona metoda pracy z uczniem, ile jego osobowość: mowa ciała, gestykulacja i obrazowość wypowiedzi. Trudno dziś ocenić, jak wielu współczesnych amerykańskich muzyków włączało w sobotnie poranki (a później niedzielne wieczory) swoje kanciaste czarno-białe telewizyjne odbiorniki, by na kanale CBS w paśmie najwyższej oglądalności podziwiać Young People’s Concerts i Leonarda Bernsteina na czele New York Philharmonic. W całej Ameryce rodziny gromadziły się przed telewizorami, by wspólnie przeżyć tę niecodzienną lekcję muzyki klasycznej w wykonaniu dyrygenta o telegenicznej powierzchowności i przystojnej sylwetce, który z elegancją, uśmiechem i błyskiem w oku otwierał przed nimi tajniki sztuki dźwięków.

Przez czternaście lat (1958–1972) Bernstein poprowadził pięćdziesiąt trzy koncerty-wykłady, o których mówił, że należą do najcenniejszych aktywności jego życia i z których był wyjątkowo dumny. Ich zakres tematyczny był imponujący: od konkretnych utworów współczesnych kompozytorów takich jak Copland, Hindemith, Holst czy Ives, przez jazz i folk w muzyce klasycznej, po zagadnienia z zakresu teorii (interwały, skale) i estetyki muzyki (Jakie jest znaczenie muzyki?). Atrakcyjność Young People’s Concerts polegała na przełamaniu konwencji koncertu filharmonicznego, podczas którego dziecięca publiczność – obligowana zwykle do bezwzględnej ciszy i posłuszeństwa – tutaj angażowana była bezpośrednio w muzyczne rozmowy, zabawy i quizy. Bernstein traktował dzieci zupełnie poważnie, jak równych sobie partnerów i prowadził z nimi dialog z wysokości dyrygenckiego podium; snuł przeplatane anegdotami opowieści o muzyce i nucił fragmenty zarówno tematów Symfonii „Pastoralnej” Beethovena, jak i hitów Elvisa, akompaniując sobie na fortepianie. Ogromne wrażenie robiła potężnych rozmiarów orkiestra symfoniczna, którą Bernstein uruchamiał i zatrzymywał jak na taśmie w dowolnie wybranym, jak się wydawało, momencie.

Dla widzów – także tych przed telewizorami – dodatkową atrakcją były rozmaite wizualne pomoce dydaktyczne: na przykład plansze nutowe, klocki i rysunki. Wszystko to sprawiało wrażenie spontaniczności, jednak opierało się na szczegółowo dopracowanym scenariuszu napisanym przez twórcę, a transmisja poprzedzona była solidną próbą w strojach scenicznych. Bernstein doskonale zdawał sobie sprawę, że otwartość i poczucie humoru to znakomite narzędzia w edukacji artystycznej, czy to na żywo, czy w mediach i że poprzez odczuwanie estetycznej przyjemności i zabawę dokonuje się nauczanie całkiem poważnych treści. Lenny-showman traktował swoją działalność dydaktyczną zupełnie serio i mówił: „Uczenie jest najbardziej szlachetnym zajęciem na świecie – bezinteresownym, trudnym i zaszczytnym. Ale także najbardziej niedocenianym, źle płatnym i nie okrytym należną mu sławą”.

 

Nauka przez sztukę

Istotnym dorobkiem Bernsteina-edukatora, wykraczającym poza popularnonaukowy wymiar jego medialnej aktywności, był cykl wykładów harvardzkich z roku 1973, w których dokonał analizy muzyki tonalnej, wzorując się na strukturalnym modelu gramatyki generatywnej Noama Chomsky’ego. Tak zwane „Norton Lectures” przyjęte zostały z umiarkowanym entuzjazmem środowiska uniwersyteckiego, a i sam wybitny lingwista określił próby Bernsteina jako zaledwie „ciekawe”. Dużo bardziej trwałym wkładem w rozwój wiedzy o sztuce rozumianej w sposób interdyscyplinarny („Najłatwiej jest zrozumieć daną rzecz, patrząc na nią z perspektywy innej dziedziny” – twierdził) stała się stworzona przez niego metoda nauczania szkolnego curriculum poprzez sztukę – Artful Learning – która jest dziś praktykowana w kilkunastu szkołach podstawowych i średnich w Stanach Zjednoczonych.

Narodziła się ona w 1990 roku, gdy kompozytor postanowił przeznaczyć nagrodę Preamium Imperiale na ufundowanie centrum badań edukacyjnych własnego imienia, w którym miała rozwijać się jego filozofia zintegrowanego nauczania wszystkich przedmiotów szkolnych w oparciu o działania artystyczne. Dzieli się on na jednostki nauczania skoncentrowane wokół wybranego konceptu, czyli ogólnego zagadnienia, do którego odnosi się ilustrujące go dzieło sztuki. W pierwszej fazie procesu nauczania (doświadczanie) wykwalifikowani trenerzy pozwalają uczniom na bliskie i swobodne zapoznawanie się z dziełem poprzez obserwację, ruch czy dźwięk; następnie kursanci konfrontowani są z konkretnymi pytaniami problemowymi, które stymulują ich do pogłębiania znajomości tematu i samodzielnego poszukiwania dalszych informacji (badanie). W efekcie prowadzi to do wytworzenia przez uczniów własnej, oryginalnej multimedialnej pracy (poetyckiej, plastycznej, dźwiękowej) wyjaśniającej wiedzę akademicką poprzez sztukę (creation). Wreszcie w końcowej fazie procesu nauczania (reflect) uczniowie wraz z nauczycielami poddają dyskusji całość podejmowanych działań, dokumentując ją własnymi narracjami i mapami myślowymi, a także wysnuwając wnioski o zdobytych umiejętnościach i możliwościach ich dalszych praktycznych zastosowań.

W zamyśle Leonarda Bernsteina tak zaprojektowane warunki nauczania sprzyjają podtrzymywaniu elementarnej ciekawości dzieci, generowaniu ich kreatywności i dużego zaangażowania podczas zajęć. Wykorzystują także zróżnicowane kanały przyswajania wiedzy: wzrokowe, słuchowe i kinetyczne. Poprzez interdyscyplinarne wykorzystanie sztuki metoda Artful Learning – której popularyzacją zajmują się dziś dzieci Leonarda Bernsteina: Alexander, Jamie i Nina – ma przysposabiać młodzież do wyższego pod względem kognitywnym, metaforycznego myślenia. Powinna być także kluczem do nowego, zreformowanego systemu edukacji kulturalnej i przyszłości dorosłego społeczeństwa, którego liderami byliby aktywni i wyspecjalizowani nauczyciele-entuzjaści dzielenia się wiedzą i przeżyciami artystycznymi. Lenny na pewno byłby z nich dumny.

 

 

Nr 12/2018