W polskiej muzyce ludowej wyraźnie dostrzegalna jest hegemonia skrzypków. Co prawda, w połowie XX stulecia musieli oni podzielić się swoją uprzywilejowaną pozycją z harmonistami i akordeonistami, ale nadal pozostają głównymi „rozgrywającymi”. O ile instrumenty dęte, takie jak klarnet, saksofon albo trąbka, zdołały wywalczyć sobie w miarę dobrą pozycję, o tyle już flety i fujarki znajdują się na marginesie wiejskiej praktyki muzykanckiej. Wystarczy zwrócić uwagę na negatywne konotacje takich określeń jak „fujarka” czy „piszczałka”. Kojarzone są one wyłącznie z prostym instrumentem pasterskim, na którym nie sposób wygrywać bardziej skomplikowane melodie.

Oskar Kolberg wspominał piszczałki wyłącznie w kontekście materiału, z jakiego były wykonywane (w znakomitej większości z wierzby, rzadziej z jaworu) lub przy okazji opisów sielsko-pasterskich sytuacji: „przy karczmie stoi studnia (…) w lecie o wschodzie słońca i jego zachodzie, skrzypi żuraw przy studni gdy wiadro rozlewa dla spragnionego bydła wodę, i skrzyp swój miesza niekiedy z odgłosem rozlegającéj się daleko wierzbowej pasterza fujarki”(1). Na piszczałkach: sześciootworowej lub bezotworowej, tradycyjnie grali pastuszkowie, natomiast gra na flecie poprzecznym starego systemu należała do zdecydowanej rzadkości, a – jak można sądzić była dość charakterystyczna dla okolic Zamojszczyzny. Znanych jest kilka nazwisk flecistów pochodzących z okolic Tomaszowa Lubelskiego, mianowicie: Franciszek Niedzielski, Ignacy Zwolakiewicz oraz Bronisław Depko (znani tylko z opowiadań i pamięci ludzkiej), a także Antoni Bednarz, którego gra na szczęście została udokumentowana w postaci audiowizualnej. Flet poprzeczny starego systemu to jednak temat na inną, barwną i zawiłą opowieść o niezwykłej muzyce Roztocza. Tymczasem udajmy się na Mazowsze.

Mierżączka to mała wieś w gminie Górzno w powiecie Garwolińskim. Pod koniec XIX wieku mieszkały w niej zaledwie dwadzieścia cztery osoby. Miejscowość nie jest specjalnie znana w kraju, choć wśród wielbicieli muzyki tradycyjnej jest rozpoznawalna ze względu na fakt, że pochodzi z niej Kapela Trzpilów (oficjalna nazwa: Kapela Trzpilów z Mierżączki). Zespół został założony w połowie lat siedemdziesiątych minionego wieku z inspiracji Mariana Turka, kierownika Domu Kultury w Garwolinie. Kapelę tworzyli wybitni muzycy ludowi: skrzypkowie Tadeusz Zygadło i Jan Kurek, harmonista Bolesław Trzpil (początkowo na harmonii grał Wacław Słaboszewski), bębnista Stefan Trzpil oraz Jan Trzpil – kierownik zespołu i multiinstrumentalista specjalizujący się w grze na instrumentach dętych.

Zygadło uważany był za doskonale improwizującego, jednego z najlepszych skrzypków w okolicy. Podobną opinią cieszył się bębnista Stefan Trzpil. Kapela Trzpilów specjalizowała się zarówno w repertuarze miejskim, jak wiejskim. Początkowo jej nowoczesny skład (aż trzy instrumenty melodyczne: harmonia, skrzypce, klarnet) nie został zauważony przez jury Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu, które doceniało bardziej archaiczne zespoły instrumentalne (np. skrzypce z bębenkiem). W późniejszych latach działania muzyków zostały ostatecznie uhonorowane w postaci wysokich not w przeglądach i konkursach regionalnych i ogólnopolskich. Zespół jest także laureatem nagrody imienia Oskara Kolberga.

Jan Trzpil (1915-1992) to multiinstrumentalista, grający m.in. na klarnecie w C, fujarce odpustowej, fujarce bez otworów bocznych, harmonijce ustnej, ligawce, skrzypcach oraz bębenku. Arkana muzyki przybliżył Trzpilowi jego ojciec, od którego przejął on wiele melodii. Muzyk zauważa, że choć piszczałki są prostymi instrumentami – nie każdy potrafi na nich grać. Skromnie przyznaje, że daleko mu do takiego mistrza gry, jakim był jego ojciec: „dawniej ludzie bydło paśli, to, żeby mu się nie nudziło, to wykręcił sobie fujarkę i grał. Tylko jednakowoż nie wszyscy umieli grać. Grali tak, ciągnął, tylko melodię ciągnął, ale nic nie wychodziło. A mój ojciec wygrywał melodie, te, które ja teraz gram, ja to odziedziczyłem. Mój ojciec znacznie lepiej grał. No ja może znacznie gorzej....” mówił w audycji „Pamięć Mazowsza” zrealizowanej przez radiową Dwójkę.

Występował i grał na weselach w dalszej i bliższej okolicy. Jako klarnecista był rozchwytywany i współpracował z różnymi muzykami, także dlatego, że wielostronna współpraca była korzystna finansowo. Ale Jan Trzpil to nie tylko multiinstrumentalista, lecz także budowniczy.

Potrafił zbudować m.in. bęben, małe skrzypeczki, przede wszystkim zaś rozmaite instrumenty dęte: fujarki, piszczałki. Wiele spośród wykonanych przez niego instrumentów znajduje się w kolekcjach muzealnych. Warszawskie Muzeum Etnograficzne ma w zbiorach wykonaną z dzikiego bzu fujarkę sześciootworową oraz piszczałkę bez otworów bocznych z kory wierzbowej. Szczególnie ciekawa jest piszczałka z kory i proces jej wytwarzania. Piszczałka powstaje poprzez usunięcie środka gałęzi (tzw. miazgi) i zostawienia samej kory. Instrument taki jest zdatny do gry wtedy, gdy kora jest jeszcze wilgotna, co oznacza, że muzykowanie na nim jest możliwe tylko w niedługim czasie po jego wykonaniu. Ze względów technicznych piszczałki te wyrabia się wczesną wiosną (od końca marca aż do czerwca). Marian Domański wspominał, że Trzpil grywał na tej prostej piszczałce mazurki, oberki, polki i zawiślaki w niezwykle wirtuozerski, a jednocześnie pełen poszanowania tradycji sposób: „gra je z wielkim wyczuciem stylu mazowieckiego, bogato ornamentując. Utwory te grane są ciepłym, zwiewnym tonem trudnym do uzyskania na innych instrumentach drewnianych profesjonalnych i ludowych. Melodie te posiadają styl, klimat i atmosferę prawdziwie mazowiecką, pastuszą, mocno osadzoną w najstarszej tradycji wiejskiego pasterskiego muzykowania”(2).

Multiinstrumentalista z Mierżączki trudnił się także wyrabianiem narzędzi grających i instrumentów dziecięcych. Podczas Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, Trzpil organizował cieszące się wielkim zainteresowaniem warsztaty dla dzieci – „Bosa nóżka”. W czasie spotkań z muzykiem-budowniczym można było nauczyć się gry na najprostszych instrumentach, m.in. na liściach i łodygach. Do gry na liściu Trzpil używał przeważnie młodych podwójnych liści tataraku, które zaciskało się delikatnie wargami: „(...) przy nagłym wciąganiu powietrza obie cieniutkie (delikatne), jedwabiste membranki wydają dźwięk. Powstaje rezonans, który jest wzmacniany przez komorę jamy ustnej lub też przegrodę nosową (być może rezonator piersiowy i głowowy), co w sumie daje uszlachetniony dźwięk podobny do ptasiego popiskiwania”(3). Na warsztatach muzykowano także na instrumentach „wytworzonych” z własnego ciała. Trzpil doskonale potrafił gwizdać, a także wygrywać sygnały i nawoływania z użyciem palców lub dłoni obu rąk, tworząc z własnego ciała „ręczną «okarynę»”(4). Jan

Trzpil posiadał niezwykłą umiejętność pięknego i wirtuozerskiego grania na najprostszych instrumentach. Opinię tę poświadczają zachowane nagrania archiwalne.
W roku 1975 Jan Trzpil wraz z bębnistą Stefanem Trzpilem oraz innymi muzykami z regionu wzięli udział w krótkometrażowym filmie w reżyserii Piotra Szulkina. Miniaturę zatytułowaną Dziewcę z ciortem rozpoczyna grający na fujarce Jan Trzpil. Mimo że w filmie dominuje muzyka kapeli skrzypka Stanisława Klejnasa – a całość fabuły opowiedziana jest  w balladzie ustami śpiewaczki Heleny Staroszowej  – w pewnym momencie Trzpilowie pojawiają się na wizji, a Jan gra na liściu. Muzycy filmowani są z góry, co daje dość ciekawy efekt wizualny.

Wielu z wybitnych wiejskich muzykantów miało (i nadal ma) wpływ na współczesnych miejskich muzyków fascynujących się i wykonujących tradycyjną muzykę polskiej wsi. Swoich kontynuatorów znaleźli przede wszystkim skrzypkowie, szczególnie Jan Gaca, Kazimierz Meto oraz Stanisław Klejnas. Multiinstrumentalista z Mierżączki wraz ze swoim zespołem inspirująco wpłynął m.in. na Macieja Rychłego z Kwartetu Jorgi i na Kapelę ze Wsi Warszawa – chyba najbardziej w świecie rozpoznawalny polski zespół z nurtu muzyki folkowej i world music. Fakt, że twórczość Jana Trzpila i jego kapeli nadal inspiruje i brzmi we współczesnych wykonaniach oraz aranżacjach, jest bodaj największym dowodem na wielką wartość tej muzyki, jest też symbolicznym przedłużeniem jej trwania.

 

1 O. Kolberg, Dzieła wszystkie Oskara Kolberga. T. 5, s. 40.

2 M. Domański, Kapela Trzpilów z Mierżączki [w:] „Twórczość Ludowa” 1992 nr 1-2, s. 60.

3 Tamże, s. 61

4 Tamże, s. 63.

 

 

Nr 08/2014