W roku 1995 sześć gmin z pogranicza województwa lubuskiego i wielkopolskiego zawiązało Stowarzyszenie Gmin RP pod nazwą Region Kozła. Nazwa pochodzi od charakterystycznych dla tej części Polski ludowych aerofonów – kozłów: weselnego i ślubnego. Jednym z najwybitniejszych instrumentalistów regionu był koźlarz i skrzypek Tomasz Śliwa (1892-1976) urodzony we wsi Perzyny koło Zbąszynia w powiecie nowotomyskim.

Pierwszych nagrań muzyka, jeszcze przed wojną, dokonała Jadwiga Sobieska; niestety zaginęły one w zawierusze wojennej.  W latach 1948, 1950, 1954 i 1956 Jadwiga Sobieska wraz z mężem Marianem, ponownie odwiedzała i nagrywała Śliwę. W zarejestrowanych utworach dominuje repertuar typowy dla regionu: wiwaty, walcerki, chodzone, również nieco mniej znane formy taneczne, jak mietlorz albo szewc.

Sporą część melodii granych przez Śliwę stanowiły szoty (występujące także pod nazwą szocz, siatys, siotys), których rodowód odnosi się najprawdopodobniej do osadnictwa szkockiego. Wśród nagranych na koźle utworów znajduje się także kilka „okrągłych”: Ażebyś ty mnie dziewulo chciała, Nie bójże się dziewcze mojej zdrady czy poleczka – W sieni dół, w sieni dół, na podwórku górka.

Genialność muzyka ujawnia się już po pierwszych wysłuchanych nutach. Styl gry cechuje czystość i klarowność wykonania, tempo jest równe, bez zachwiań, strojenie bez zarzutu, a poszczególne wykonania obfitują w stosowaną z rozmysłem ornamentację. Sobieska zanotowała: „pod względem sztuki koźlarskiej Śliwa od lat powojennych dzierży niewątpliwy prymat” .

Przez większość życia Śliwa mieszkał w Chrośnicy (którą często błędnie podaje się jako miejscowość jego urodzenia) i w Zbąszyniu: „ukończył cztery klasy szkoły niemieckiej dla dzieci polskich, do 17 roku życia przebywał w gospodarstwie rodziców w Perzynach, przed I wojną światową wyjechał na roboty do Niemiec, gdzie pracował w cegielni, hucie, kopalni. Wzięty do wojska niemieckiego przebywa kampanię wojenną. Po wojnie (…) rok przepracował na kolei, bez wyraźnych sukcesów materialnych (…). Szczęśliwy los przychodzi mu z pomocą: na wyścigach w Berlinie wygrywa w totalizatora główną wygraną, pokaźną sumę pieniędzy. Wraca do kraju w 1920 r., kupuje gospodarstwo i rolę w Chrośnicy, żeni się i osiada (...) na stałe jako średniorolny gospodarz” relacjonowała w protokole z nagrań terenowych Jadwiga Sobieska.    

Spośród sześciorga rodzeństwa Śliwów tylko najmłodszy – Tomasz – i najstarszy – Piotr – mieli zamiłowanie do muzyki. Ich dziadek był wybitnym koźlarzem, ale rodzice nie muzykowali. Mimo to najstarszy z rodzeństwa został skrzypkiem, a Tomasz wybrał grę na koźle. Rzadko dziś pamięta się o tym, że jego pierwszym instrumentem były skrzypce: „jako ośmioletni chłopiec miał już grać na skrzypcach. Trochę podpowiedział mu brat Piotr jak się gra, ale resztę to sam «ze sie». Na łące przy pasaniu gęsi zrobił sobie małe skrzypce «takie prowizoryczne» - na klapkach przeciągnął nitki i «coś tam grało», następnie samodzielnie wykonał dla siebie kozła z pęcherza świńskiego i piszczałki z żyta (lub trzciny)”. Te pierwsze dziecinne próby i zabawy zaowocowały w końcu pokaźną wiedzą dotyczącą budowy kozłów. W późniejszych czasach Śliwa strzegł tajników budowy instrumentu, choć – jak podkreśla Sobieska – nie tylko aby nie ułatwiać pracy konkurencji, ale także z uwagi na fakt, że do wielu technicznych rozwiązań dochodził jakby nieco przypadkowo, wiele eksperymentując.

Za młodu Śliwa grywał sporo na weselach jako skrzypek, potem już jako koźlarz grał w tradycyjnych kapelach razem z innymi skrzypkami: Tomaszem z Perzyn i Edwardem Rybickim. Z tym drugim związał się na długie lata. Po roku 1945 muzycy grywali już nie tylko na weselach w najbliższej okolicy, lecz także na uroczystościach powiatowych, państwowych, wojewódzkich i ogólnopolskich. Śliwa wraz z Rybickim występowali również w trio z klarnecistą Janem Gniotkowskim (ze względu na dołączenie do kapel koźlarskich klarnetu w Es, strój kozła ostatecznie dostosował się do tego instrumentu). W grze tria usłyszeć można było fragmenty wyraźnie heterofoniczne, przerzucanie przez skrzypka melodii o oktawę w dół, a także inne wyznaczniki tradycyjnego muzykowania charakterystycznego dla Regionu Kozła..

Ważnym punktem zwrotnym w karierze koźlarza był Festiwal Piosenki Muzyki Ludowej w Warszawie w roku 1949. Od tego czasu Śliwa dostawał wiele zamówień na budowę kozłów oraz liczne  zaproszenia koncertowe. Z Rybickim zagrał m.in. na dożynkach we Wrocławiu w 1954 roku, a w roku następnym na dożynkach lubelskich i na otwarciu Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Muzycy współpracowali ze sobą aż do czasu. kiedy Śliwa rozpoczął pracę jako nauczyciel, bo wtedy „więź Rybickiego ze Śliwą rozpadła się i powoli Edward Rybicki wycofał się z czynnej praktyki muzycznej”.

Od roku 1952 Śliwa uczył gry na tradycyjnych instrumentach regionu w zbąszyńskim Ognisku Muzycznym, przekształconym następnie w Państwową Szkołę Muzyczną I st. im. S. Moniuszki. Co ciekawe, Tomasz Śliwa uczył w szkole na takich samych zasadach, jak inni wykładowcy, to znaczy miał status nauczyciela, chociaż nie miał formalnego wykształcenia w tym kierunku. Fakt ten jest związany z osobą Antoniego Janiszewskiego, ówczesnego dyrektora szkoły, który nie tylko zatrudnił go i popierał naukę gry na tradycyjnych instrumentach, lecz także sam, mając zacięcie kompozytorskie, pisał utwory z wykorzystaniem kozła lubuskiego, jak marsz Hej druhny, na bryczki na kozły, klarnety, trąbkę i puzon. Prawdziwą inspiracją do założenia klasy instrumentów ludowych byli jednak Jadwiga i Marian Sobiescy. Badacze ci postulowali, by nauka odbywała się w możliwie jak najbardziej naturalny sposób: za pomocą przekazu oralnego i poprzez naśladownictwo.

Wbrew temu „Kierownictwo Ogniska pragnęło kroczyć utartą drogą szkolenia, tzn. opanowania przez ucznia nut i uczenia się na koźle melodii z napisanych nut. Droga ta nie mogła dać rezultatu nie tylko dlatego, że sam profesor Śliwa nie zna nut i nigdy z nut nie gra, ale i dlatego, że tych nut nie było. (…) podstawą naszego rozumowania – pisze Sobieska – było stanowisko, że zarówno technikę gry na koźle, jak – co ważniejsze – muzyczny materiał folklorystyczny uczeń winien opanowywać na drodze żywego przykładu, naśladownictwa, na drodze tradycjonalnego przekazu pamięciowego (…) przez dłuższy czas jednak szkoła kroczyła swoją wytyczoną drogą, co doprowadziło do załamań i odstąpienia Śliwy od pracy. Po tej katastrofie dopiero wkroczono na drogę przez nas sugerowaną”.

Śliwa uczył nie tylko gry na koźle, lecz także na mazankach i sierszeńkach (prostym dudowym instrumencie zbudowanym z pęcherza). Ponieważ budował również instrumenty, jego uczniowie grali na
egzemplarzach wykonanych przez swego nauczyciela.

Dość istotny jest tutaj konserwatyzm Śliwy, za sprawą którego budował on instrumenty według dawniejszej mody, wzbraniając się przed stosowaniem metalowych stroików. Dziś powszechnie w wielu rodzajach dud stosuje się stroiki syntetyczne, odporne na warunki atmosferyczne i bardziej trwałe, chociaż zabieg taki w sposób istotny wpływa na walory brzmieniowe instrumentu.

Zapewne z tego właśnie powodu Tomasz Śliwa wolał obstawać przy tradycyjnych, trzcinowych stroikach, chociaż wymagały one sporo pracy i znajomości tajników ich produkcji, nie były też łatwe w użytkowaniu.

Choć miał tradycyjne podejście, Śliwa pokusił się w pewnym momencie o modyfikację sierszeniek. Każdy, kto próbował gry na dudach z dymką (rodzaj pompki służącej do wtłaczania powietrza), ten wie, że imperatyw dostarczania powietrza do worka prowadzi do arytmiczności w używaniu pompki, co na początku nauki bywa dosyć kłopotliwe. Śliwa zastosował dymkę w sierszeńkach, podobnie jak w dudach wielkopolskich lub kozłach. Zapewne eksperyment ten miał ułatwić późniejszą grę na koźle.

Działalność Tomasza Śliwy jako muzyka, budowniczego instrumentów i pedagoga, została potwierdzona i doceniona licznymi nagrodami. Na Międzynarodowym Festiwalu Muzycznym w walijskim Llangollen w 1959 roku, kierowany przez Śliwę zespół zdobył trzecią nagrodę, a w 1974 r. muzyk otrzymał nagrodę
im. Oskara Kolberga.

 

 

 

Nr 04/2014