A. Nowak, Space Opera. 14.03.2015, Teatr Wielki w Poznaniu.

 

„Na początku była mucha…” – takimi słowami rozpoczyna się najnowsza opera Aleksandra Nowaka. Jego Space Opera jest patchworkiem trzech wątków; najważniejszy z nich to ekologiczna wrażliwość na mikro- i makroprzestrzeń wokół człowieka, symbolizowana przez jedną z najbardziej ignorowanych istot żyjących na ziemi – muszkę owocówkę.

Dwa pozostałe wątki dotyczą samego człowieka, jego sfery prywatnej – konfliktu między kobietą a mężczyzną (Adamem i Ewą) oraz publicznej – społecznego funkcjonowania ludzi rozgrywającego się w medialnych spektaklach współuczestnictwa przez podglądactwo w rodzaju Big Brothera. W prapremierowym wystawieniu utworu, przygotowanym na deskach Teatru Wielkiego w Poznaniu (reżyseria i dekoracje – Ewelina Pietrowiak, kostiumy – Katarzyna Nesteruk), na plan pierwszy zdecydowanie wysuwa się jednak wątek wszelakich istot żywych w kontekście kosmosu, czyli wszechświata.

„W głębi duszy był zamkniętym w sobie rzemieślnikiem, kowalem słów” – tak o pisarzu Johnie Steinbecku pisze autor książki Śladami Steinbecka, holenderski dziennikarz i podróżnik Geert Mak. Zauważa też, że albo „wychwalano go pod niebiosa za piękny język, wyśmienity styl narracji, ludzki wymiar opowiadania, albo rozbijano w drzazgi – prawica za «ordynarne i haniebne» używanie języka, a lewica za sentymentalizm i «komiksowe postacie»”. To, co o pisarstwie Steinbecka pisze Mak, w znacznym stopniu odnieść można do Space Opery Aleksandra Nowaka z librettem bułgarskiego pisarza Georgiego Gospodinova. Konstrukcja konfliktów między Adamem i Ewą jest bowiem mocno stereotypowa (komiksowa), a liczne aluzje prowadzą w prosty sposób do – kontrowersyjnych dla konserwatystów – skojarzeń quasi-biblijnych.

Rzecz jest bowiem niemalże przypowieścią, w której występują: Mucha „w dwójcy jedyna” (grana przez kobietę i mężczyznę), Producent – organizujący telewizyjną transmisję z kosmosu – czyli diabeł-kusiciel, a także Adam i Ewa, którzy kojarzą się z pierwszymi rodzicami w sposób oczywisty (tyle tylko, że tym razem to Adam namawia Ewę do złego). Podobnie jak pisarstwo Steinbecka, narracja Gospodinova jest żywa i efektowna, a muzyka Nowaka dopowiada tę opowieść bardzo plastycznie. Zapisana jest językiem pięknym, wyrafinowanym w stylu, klasycznym raczej niż nowatorskim, choć – zwłaszcza w orkiestrze – nie brak miejsc bez doktrynerstwa, wkraczających, i to z ogromnym wyczuciem, w najnowsze techniki komponowania. Puszczanie oka i mieszanie porządków – powagi z burleską, przedstawienia przeznaczonego dla dorosłych, ale bez wykluczania dzieci – przyświeca całemu spektaklowi, od libretta, przez muzykę, po teatr. Strona wizualna jest przy tym, jak sądzę, najsłabszym ogniwem prapremiery.

Małe światełka wnoszone na scenę przez anonimowe postaci chórzystów zapełniają całą przestrzeń: światełka-gwiazdy, światełka-symbole życia w otoczeniu kosmosu, tła z milionem gwiazd. Tak rozpoczyna się spektakl, któremu towarzyszą słowa wyświetlanego motta: „Cała historia kosmosu jest naznaczona samotnością kilku zwierząt. Kosmiczna samotność ludzi przychodzi później”. Światełka gasną, a muszki owocówki zaczynają śpiewać kunsztowną chóralną pieśń budzącą skojarzenia z najlepszą chóralistyką à la Penderecki – wyraziste kontrapunkty, dramatyczne napięcie, nasycona, gęsta faktura. To właśnie wtedy dowiadujemy się, że na początku wcale nie było Słowo, lecz… „Na początku była mucha. Na początku była zwykła muszka owocówka”. I tak, w pierwszych minutach opery, od razu wrzuceni jesteśmy w surrealistyczną rzeczywistość, która już do końca oscylować będzie między powagą biblijnej przypowieści a bajkowo-cyrkową wyobraźnią dla najmłodszych. Szesnaście miniscen w dwóch aktach.

Tak, jak dzieje się to w wielu innych dziedzinach kultury, utrwalona w szkolnych podręcznikach historia podboju kosmosu musi ulec weryfikacji, bo to zwierzęta (pomijane i ignorowane) pierwsze wyruszyły w przestworza – muchy i rozmaite inne insekty, ślimaki, dżdżownice, szczury, małpy, a także koty i psy. Wszystkie one poległy w imię ludzkich marzeń o podboju wszechświata, wszystkie one też niech spoczywają w pokoju. Modlitwa o pokój duszy zwierząt – zdobywców kosmosu wprowadza na scenę solistów: Muchę, graną przez Martynę Cymerman i Tomasza Raczkiewicza, śpiewaków-aktorów; Muchę – mędrca, empatycznego towarzysza człowieka, a zarazem jego ofiarę. Ich partie wokalne są zarówno pełne efektownych fioritur, jak i liryki, zawsze mistrzowsko zespolone z harmoniką i kolorystyką orkiestry, bardzo też naturalne. Zresztą wokalność – zarówno partii solowych, jak i chóru – to ogromny atut całej partytury.

Muzyka Aleksandra Nowaka świetnie równoważy relację słowa jako komunikatu i dźwięku jako jego nośnika, a także powagi oraz ironii mocno podszytej groteską. Owa wokalność kuriozalnie przerysowana w partii medialnej gwiazdy – Producenta (Andrzej Ogórkiewicz) – najmocniej podąża za słowem w partiach Adama i Ewy (Magdalena Wachowicz, Bartłomiej Misiura) i zdradza wyjątkowe wyczucie chóralnej faktury w partiach zespołowych (Chór Teatru Wielkiego w Poznaniu). Muzyczna strona spektaklu kontrastuje jednak z choreografią i kostiumami – prowokacyjnie kiczowatymi, jak z wędrownego cyrku albo teatrzyku dla dzieci. Dotyczy to zwłaszcza scen zbiorowych, w których współczesny człowiek wirtualnie podłączony do całego świata jest manipulowany przez Producenta.

Zaraz po wstępnym chórze muszek, na tle kosmicznych przestworzy oglądać będziemy intymny dialog Adama i Ewy rozgrywający się w całkiem innej scenerii: w sypialni z prostym łóżkiem i oknem, do którego zwraca się Ewa, kierując w otwartą przestrzeń nurtujące ją myśli. To ostatnia noc tej pary na ziemi: rano zostaną zamknięci na pięćset dni w kabinie, realizując marzenie Adama o podróży w kosmos. Wyruszą na Marsa. Pożegnalna noc na ziemi, podobnie jak otwierający spektakl chór muszek, to jedna z najcelniej teatralnie rozegranych scen opery. Potem wizualna strona spektaklu zacznie coraz bardziej odbiegać od świetnej muzyki Nowaka.

Adam i Ewa we wnętrzu kapsuły: ambicje mężczyzny, by podbić kosmos i empatia – a zarazem uległość – kobiety; kłamstwa Adama, który jej nie poinformował o telewizyjnej transmisji ich kosmicznej odysei – cały wątek napięć, nieporozumień i niedomówień w małżeństwie mimo niezmiennie wspaniałej wokalności ich partii nie wciąga widza w meandry konfliktu. Winę za to ponosi z pewnością słaby teatr, ale błąd tkwi też chyba w samej konstrukcji wątku – jest zbyt papierowy, brak w nim pomysłu na wzbudzenie empatii odbiorcy. Z kolei wątek społeczny – podglądactwa publiczności kuszonej przez gwiazdę telewizyjną (Producenta) muzycznie poprowadzony jest bardzo starannie – partia orkiestry nabiera tempa, zaczyna swingować, a kaskady instrumentów dętych niczym lejtmotywy towarzyszą wysiłkom telewizyjnego demiurga. Orkiestra Teatru Wielkiego w Poznaniu prowadzona przez Marka Mosia wywiązuje się z zadania świetnie, chociaż i tu brak teatralnej adrenaliny.

„Jutro cały świat będzie u waszych stóp” – śpiewa Producent. „Wznoszą się z wdziękiem znacząc elipsę skierowaną w nieskończoność” – zauważa chór. I tak właśnie w telewizyjny show dla mas, między fajerwerki spektaklu wdzierają się poważne, egzystencjalno-naukowe rozważania. Z kolei w intymnej małżeńskiej scenie Ewa wspomina: „Kiedy zmarli rodzice, babcia powiedziała, że teraz są w niebie, Od tego czasu wiem – niebo to cmentarz”. Humorystyczne sceny z udziałem Adama, Ewy i Muchy oraz komiczne wysiłki Producenta, by porwać gawiedź, stają się tłem do poważnych rozważań nad czasem i przestrzenią (co ma swoje odbicie w muzyce), a także nad nową religią, w której człowiek przestaje być centrum świata. Jest natomiast częścią wszechświata, małym punktem, niewiele większym od cierpiącego w kosmosie psa Łajki albo błądzącej w kosmicznej kapsule muchy. Perspektywa kosmosu mocno te obserwacje wyostrza, bo wszystko jest kwestią proporcji, te zaś wdzierają się w spektakl mimochodem i niepostrzeżenie.

Bawić raczej niż patetycznie dramatyzować: taka jest strategia tej opowieści, bo w naszej rzeczywistości umysł współczesnego człowieka jest wręcz umęczony wizją katastrofy, a przecież z tym żyć musimy.   


# Autorka jest dziennikarką Programu 2 PR

 

 

 

Nr 04/2015