Krzysztof Lipka, Entropia kultury. Sztuka w ponowoczesnej pułapce. [s. 340] Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina, Warszawa 2013

Najnowszą książkę Krzysztofa Lipki trudno jednoznacznie zakwalifikować jako pozycję naukową – i nie jest to bynajmniej zarzut, najzwyczajniej jest to praca niejednorodna; jakby autor nie mógł zdecydować się, jaką formę najlepiej zastosować. Pierwszy problem pojawia się już w strukturze i języku książki. Z jednej strony Lipka nie ukrywa subiektywnego nastawienia, z drugiej powołuje się (i czyni to z dużą kompetencją) na najwybitniejszych filozofów i teoretyków sztuki, klasyfikując zjawiska w naukowy sposób. Często więc niełatwo jest ustalić, czy obcujemy z krytycznym esejem, czy z naukową rozprawą – co sprawia, że nie wiemy, jak traktować tezy Lipki: jako stanowiska odbiorcy sztuki czy analizy teoretyka/filozofa.

Podobna niejednoznaczność występuje także w warstwie treści. Pierwszą część książki (Ponowoczesna pułapka. Sztuka – dokument filozofii) Lipka poświęca polemice z Ingardenowską teorią dzieła sztuki jako przedmiotu intencjonalnego; przytacza powody, dla których tenże system należałoby zrewidować i neguje podział na składniki i elementy dźwiękowe i niedźwiękowe dzieła muzycznego. To zresztą chyba najciekawsze, z muzykologicznego punktu widzenia fragmenty, które stanowią najsilniejszy trzon tej pracy. Kiedy autor rozważa ontologię dzieła sztuki, a następnie kolejne warstwy jego powstawania, trudno się z nim nie zgodzić – i nie poddać się urokowi logicznego wywodu i swobody w tworzeniu przejrzystych struktur. Najciekawszą z nich jest hierarchia postaci dzieł sztuki zależnie od ich statusu – miejscami dosyć dyskusyjna, ale będąca spójną propozycją. Wedle niej, najwyżej (pod względem aksjologicznym i ontologicznym) stoi byt wirtualny – prawzór, na przykłąd wizja twórcza, który jest matką wszystkich następnych postaci dzieła sztuki: zapisu, wykonania i reprodukcji, aż do stojącego na końcu prywatnego, subiektywnego odbioru danego dzieła.

Druga cześć (Entropia kultury. Transestetyzacja banalności), zajmująca ponad dwie trzecie objętości książki, jest na tyle różna od poprzedniej, że mało zrozumiałe jest połączenie ich w jedną całość. Pod względem zamysłu narracyjnego ma stać w opozycji do pierwszych rozdziałów. Zapowiada to już pierwszy segment zatytułowany Entropia artystyczna. Après une lecture de Danto. Refutacja. Istotnie, jego większa część jest krytyczną polemiką z poglądami historyka sztuki Arthura C. Danto – apologety awangardy spod znaku Duchampa i Warhola. Jednak Lipka wykazuje mało dobrej woli w zrozumieniu artystów, których sam nie jest zwolennikiem, przez co narracja przybiera czasem formę potocznego felietonu. Oczywiście szanuję pogląd autora, że Duchamp i Warhol byli bardzo miernymi artystami, bo przecież pisuar nie może być taką sztuką jak Rembrandt. Ale brakuje tu zastosowania innej niż tradycyjna metodologii, choćby teorii performatyki. Gdyby tak rozpatrywać wystawianie Fontany czy działalność Warhola, znaczyłyby one coś więcej – byłyby całymi nawet, niezwykle ciekawymi, strukturami dramatycznymi.

W kolejnym rozdziale Lipka kontynuuje podjętą już krytykę sztuki ponowoczesnej i awangardowej, sprowadzając ją do kategorii bryku – prymitywnego, prostego i płytkiego skrótu ((stąd też tytuł tego segmentu pracy: Epoka bryku). Z przyjemnością wchodzę w dyskursywny ton autora, gdy wykazuje słabości konceptualizmu – prowadzi swój wywód płynnie, nieprzeciętnie przy tym używając polszczyzny.  Ale gdy Lipka – historyk sztuki i muzykolog – przemienia się w Lipkę wszechwiedzącego (w części Entropia estetyki), moja czytelnicza cierpliwość zostaje wystawiona na próbę. Pojawiają się nieuzasadnione eufemizmy, dowiadujemy się też, że serki homogenizowane są niesmaczne, a telewizja manipuluje społeczeństwem. Uwagi tyle trafne, co banalne i nieprzystające do poważnej akademickiej rozprawy.

Kolejny segment drugiej części pracy (Entropia fizyczna) jest powrotem do autora z pierwszych rozdziałów książki – piszącego logicznym, naukowym językiem, wyciągającego spójne wnioski i tworzącego przejrzyste klasyfikacje. Tak właśnie powstaje pojęcie Trzeciej Rzeczywistości, która jest kolejnym, po naturze i kulturze, etapem funkcjonowania człowieka, opartym na elektro-wirtualnym, niecielesnym bytowaniu. I trzeba sprawiedliwie przyznać, że refleksje dotyczące sztuki w Trzeciej Rzeczywistości właśnie – ciągle zmiennej, funkcjonującej bez stałego przedmiotu, otwartej na zmianę i interaktywność – zasługują na najwyższe uznanie.

Wydaje się, że Krzysztof Lipka niepostrzeżenie popełnił ten sam błąd, co jego oponent – Arthur C. Danto. Stworzył książkę często błyskotliwą i trafną, pełną obiektywnie uzasadnionych wniosków, ale momentami niespójną i nazbyt emocjonalną, niekiedy nawet przypominającą bryk – zbyt dużo tu banalnych myśli i uproszczeń. Warto jednak zajrzeć do tej pracy: jednocześnie logicznej i wyważonej, ostrej i krytykanckiej, ale zawsze – ujmująco szczerej i pełnej pasji, co dzisiaj należy do rzadkości. A potem samemu odpowiedzieć sobie na pytanie, czy powrót do nowoczesności, postulowany przez Krzysztofa Lipkę w ostatnich zdaniach, jest niemożliwą utopią czy realnym celem na przyszłość.        

 

Nr 22/2013