17.05.2016 \ Łódź

 

Barbarę Zamek można z powodzeniem tytułować już nową gwiazdą polskiej wokalistyki. Znana publiczności głównie z występów scenicznych, chwalona jest za piękno głosu, a nade wszystko za bogatą osobowość artystyczną, wrażliwość, wyczucie stylu i wszechstronność w doborze repertuaru, pozwalającą jej osiągać sukcesy zarówno w dziełach dawnych mistrzów, jak i twórców współczesnych. Do Łodzi przyjechała z recitalem pieśni, zawierającym zarówno pozycje z kanonu liryki romantycznej (Schubert, Brahms), jak i utwory XX-wieczne (Szymanowski, Regamey, Perkowski). Podczas występu w Filharmonii Łódzkiej śpiewaczce towarzyszył Lech Napierała.

Usłyszeliśmy repertuar przeznaczony dla wytrawnych muzyków, wymagający kunsztu najwyższej próby; z olbrzymią przyjemnością słuchało się więc występu tych młodych artystów. Współpraca duetu sopranowo-fortepianowego układała się bez zarzutu – znać było ich wzajemne zrozumienie nawzajem, przesłanie każdego utworu. We wszystkich interpretacjach na pierwszym planie zawsze stawało słowo, a klarowne kantyleny, zwiewne ornamenty czy ekspresyjne kulminacje służyły nie próżnemu popisowi, lecz uwypukleniu piękna poetyckiej strofy.

W wybranych pieśniach Schuberta uwagę przykuwała umiejętność kreowania skrajnie różnych nastrojów – figlarny Pstrąg, przepojona dramatem Małgorzata przy kołowrotku, idylliczne Jezioro Erlaf czy mroczna i tajemnicza Młoda zakonnica. Wykonawcom udało się wprowadzić muzykę na poziom szlachetnej, wysublimowanej rozrywki, omijającej rafy salonowej ckliwości – co nie jest sprawą prostą, zwłaszcza w pieśniach z wyeksponowaną rozlewną kantyleną, a już szczególnie w tych, których popularność sprowadza je w pułapkę kiczu (choćby słynna Kołysanka Brahmsa).

Dzieła obu klasyków romantyzmu poprzedziły pieśni z początku XX stulecia. Pięknie zabrzmiały trzy z Pieśni kurpiowskich op. 58 Karola Szymanowskiego – poruszające crescendo emocji i dźwięku w Uwoz, mamo, a obok krotochwilna U jeziorecka, którą zwieńczyła efektownie Wysła buzycka. Głębią wyrazu emanowały Pieśni młodzieńcze do tekstów rosyjskich symbolistów Konstantego Regameya. Na mnie największe wrażenie wywarły jednak Uty japońskie op. 4 do wierszy Remigiusza Kwiatkowskiego Piotra Perkowskiego, łączące w sobie, wydawać by się mogło, wartości wykluczające się –  ascetyczną fakturę z bogactwem kolorystycznym, oniryczną prostotę z wybujałą ekspresyjnością. W cyklu tym bogaty i klarowny sopran Barbary Zamek, nasycony ciepłą barwą zarówno w wysokim, jak i niskim rejestrze, a nawet w onomatopeicznych szelestach, wsparty wyrafinowanym akompaniamentem, mógł zabrzmieć najpełniej.

 

Maj 2016