21.06.2015, Katowice.

 

Koncert Orkiestry Muzyki Nowej pod batutą Szymona Bywalca w NOSPR zatytułowany został „U progu lata” i nie była to nazwa tylko okolicznościowa – słuchaliśmy utworów w rozmaitym stopniu inspirowanych naturą. Wieczór rozpoczęło prawykonanie utworu Japończyka Ryuji Kubota (laureata Konkursu Kompozytorskiego im. K. Szymanowskiego sprzed trzech lat), zatytułowanego Petra. Był to jeden z typowych okazów muzyki nierozwojowej w typie wschodnim, lecz nie medytacyjnej.

Zdarzeń muzycznych było w utworze bardzo dużo: przebiegał jako projekcja krótkich odzywek instrumentów zestawionych kontrastowo pod względem barwy, oprawionych w postrytmiczną partię perkusji. Zrodził się z tego strumień brzmienia charakteryzujący się ciągłą równowagą między czynnikiem Raum (przestrzeń) i Kraft (siła), by odnieść się do zadziwiająco użytecznej w tym przypadku terminologii Hansa Mersmanna. Zapewne na przekór intencji kompozytora ucho europejskie badało, czy aby z tytułowej skały nie wytryśnie źródło… Nie wytrysnęło.

W przypadku Eine kleine Herbstmusik Pawła Mykietyna, pisanie o inspiracji przyrodą byłoby mocno naciągane – jak wiadomo Herbst odnosi się tu do „Warszawskiej Jesieni”. Pod jesień życia też nie można tego tytułu podciągnąć, bo pisał to autor bardzo młody, co zresztą słychać. Utwór jest efektowny, a przy tym nieprzyzwoicie prosty: neutralny z początku materiał tonalnieje i barokowieje, a następnie, za pomocą sztuczek z wczesnej epoki fascynacji gramofonem, zostaje przywrócona beztonalność.

Drugą premierą wieczoru była Kompozycja dynamistatyczna Tadeusza Wieleckiego. Intencją twórcy było odmalowanie odgłosów wielkiego miasta, a konkretnie – brzmiących równocześnie sygnałów kilku karetek ratunkowych. Problemem kompozytorskim było wyzyskanie akustycznego potencjału zrodzonego z niejednoczesności akcji poszczególnych karetek, co autor rozwiązał w tradycyjny sposób, dzieląc orkiestrę na trzy niezależne zespoły, różniące się barwą (użyto m.in. akordeonu i gitary elektrycznej), grające w różnych tempach i dynamice. Powstała z tego odlotowa jazda z ostrymi zakrętami, znaczonymi powrotami motywu przewodniego (opadającego interwału imitującego sygnał ambulansu) i grą kolorowych świateł. W efektownym finale karetki odjechały bodajże w kosmos.

Na koniec Orkiestra zagrała Muzykę kameralną nr 5 „Cztery pory roku” Aleksandra Lasonia (utwór z lat 1981-1984). Dzięki warsztatowi i młodzieńczej świeżości inwencji, po trzydziestu latach kompozycja w ogóle się nie zestarzała. Melodyjność, hojnie szafowane brzmienia, bogata faktura i pełne prostoty wykorzystanie tradycyjnej muzycznej symboliki natury (łącznie z głosem kukułki) – to jego główne zalety. Zawzięty obrońca praw autorskich znalazłby tu niejedno bliskie nawiązanie do Czajkowskiego i mistrzów baroku, a zdeklarowany modernista zbyt oczywistą ilustracyjność, bliską stylistyce muzyki filmowej. Tym lepiej dla utworu. Można powiedzieć, że Cztery pory roku wygrały w tym koncercie – i to aż z dwoma prawykonaniami. Katowicka publiczność, zresztą bardzo liczna, była zachwycona. Kompozytora nagrodzono okrzykami i brawami, a Lato bisowano.

 

 

Nr 07/2015