07.05.2015, Katowice

 

Siedem bram Jerozolimy to dla stylu kompozytorskiego Krzysztofa Pendereckiego utwór emblematyczny, a mimo to zaskakuje różnorodnością. Słuchacz znajdzie tu monumentalizm, potężne brzmienie chórów wsparte blachą i perkusją, zapamiętanie w niskich rejestrach instrumentów, sonorystyczne smaczki (jak traktowanie perkusji smyczkami), quasi-mahlerowskie efekty topofoniczne w postaci nawoływań waltorni, zaskakująco intymne fragmenty o obsadzie solowej, a nawet jedną część wykonywaną przez chór a cappella. Być może w tym właśnie pozornym pomieszaniu środków tkwi tajemnica sukcesu tego utworu – tak bardzo popularnego i chętnie wykonywanego, pomimo ogromnej obsady.

Siedem bram Jerozolimy na żywo słyszałem dwa razy: w warszawskim Teatrze Wielkim-Operze Narodowej (również pod batutą kompozytora), gdzie zawiodła akustyka i muzyka wydawała się dziwnie płaska, oraz w Filharmonii Narodowej, gdzie problem był podobnej natury – ogromne masy dźwięków miejscami brzmiały jak petardy zdetonowane w puszce. Oczekiwania wobec katowickiego wykonania miałem ogromne – i nie zawiodłem się. Tutti brzmiało soczyście, mocno, pewnie i jednocześnie zaskakiwało selektywnością i wyrafinowaniem. W przestrzeni siedziby NOSPR słychać wszystko doskonale  – od pomruków kontrabasów w piano, poprzez dźwięki akompaniującego fortepianu, aż do najcichszych zgrzytów i szmerów perkusji. Świetnie wypadły połączone siły Chóru Filharmonii Krakowskiej oraz Chóru Polskiego Radia w Krakowie.

Osiemdziesięciodwuletni kompozytor w swej interpretacji był stateczny, umiarkowany. Wszystko było na swoim miejscu, niezagonione czy niepotrzebnie rozciągnięte. Za pulpitem dyrygenckim Penderecki doskonale wiedział, czego chce i w jaki sposób to osiągnąć. Znakomicie zabrzmiały fragmenty topofoniczne – dialogowanie mocno oddalonych od siebie grup blachy wypadło bardzo naturalnie. Miałem duże wątpliwości, czy pauza generalna pomiędzy szóstą i siódmą częścią nie zburzyła budowanego w tak wspaniały sposób napięcia i czy nie przyczyniła się do zbytniego rozluźnienia wśród wykonawców.

Wspaniale wypadli soliści: Iwona Hossa, Agnieszka Rehlis, Izabela Matuła, Piotr Nowacki, Rafał Bartmiński i Mariusz Benoit, który recytował w szóstej części. Tak znakomite wykonanie dzieła Pendereckiego nieprędko przyjdzie nam usłyszeć.

 

 

Maj 2015