13.04.2015, Warszawa.

 

Tomasz Sikorski jest twórcą dobrze znanym w kręgach muzykologów i interpretatorów muzyki współczesnej, jednak właściwie nie istnieje dla szerokiej publiczności – jego utworów raczej się nie usłyszy na abonamentowych koncertach filharmonicznych, lecz tylko – i to niekiedy – na specjalistycznych festiwalach. Cieszy więc fakt, że muzyką tego znakomitego – i całkowicie osobnego, indywidualnego – kompozytora zainteresowali się artyści z dziedzin teatru i sztuk wizualnych. Efektem ich warsztatowej pracy był pokaz projektu Próby z Sikorskiego w TR Warszawa, obejmujący czytanie wybranych scen ze sztuki Holzwege Marty Sokołowskiej (połączone z koncertem Zygmunta Krauzego) i wernisaż prac studentów warszawskiej ASP, inspirowanych dziełami autora Strun w ziemi (które powstały w ramach warsztatów montażu, przeprowadzonych przez Ewę Łuczak na Wydziale Sztuki Mediów).

Czytanie fragmentów dramatu Marty Sokołowskiej (całość ukaże się wkrótce w „Dialogu”), wyreżyserowane przez Katarzynę Kalwat, było wyjątkowe. Reżyserka i autorka znalazły dla całości kompozycyjną ramę „podglądania pracy w teatrze” – to pomysł nienowy i często wykorzystywany, ale w tym przypadku okazał się bardzo trafiony. Aktorzy (Roma Gąsiorowska, Jan Dravnel i Tomasz Tyndyk), grający samych siebie, w równej mierze zmagają się z nowym tekstem (w końcu oglądamy pierwszą próbę do spektaklu), co próbują dotrzeć do prawdy o Sikorskim. A to okazuje się właściwie niemożliwe: cały czas znajdują tylko pytania bez odpowiedzi i niewyjawione tajemnice. Zamykają się w błędnym kole powtórzeń.

Ich niemoc przełamują dwie postaci. Jedną z nich jest Tomasz Tyndyk, alter ego kompozytora. Jego sceniczna tożsamość (aktora i odgrywanej przez niego postaci Sikorskiego) jest płynna, bez jasno określonych granic. Obcy, opuszczony, nie odnajduje się w białej, surowej przestrzeni sceny i wśród innych ludzi. Ten gest połączenia jest wstrząsający – sprawia, że opowieść o Tomaszu Sikorskim dzieje się tu i teraz, staje się uniwersalną historią o samotności i braku zrozumienia.

Druga to Zygmunt Krauze – po trosze aktor w czytaniu, ale tak naprawdę – nic nieodgrywający i nieudający uczestnik spotkania. Najczęściej mówi bez kartki i po prostu wspomina dawnego przyjaciela: opowiada o nim, czyta fragmenty jego listów. Jest naturalny, wzruszony. Dzięki temu czytanie zamienia się w intymny wieczór wspomnień, spotkanie nad grobem, próbę wskrzeszania zmarłego. I co najważniejsze, Krauze wykonuje też same utwory Sikorskiego (m.in. Zerstreutes Hinausschauen i Sonant). A gra pięknie. Jest wykonawcą subtelnym, nienachalnym – pozwala spokojnie wybrzmieć wszystkim nutom, z precyzyjną dokładnością realizuje powtarzające się struktury. Dźwięk fortepianu jest krystaliczny, łagodny. W wykonaniu Krauzego słychać absolutne zrozumienie tej muzyki: nić, która nadal łączy go ze autorem Samotności dźwięków.

Projekt w TR Warszawa pokazał, że Sikorski intryguje, zadaje pytania, stanowi punkt wyjścia do dalszych poszukiwań, a jego dzieło wciąż żyje. Należałoby teraz mieć nadzieje, że znakomita sztuka Marty Sokołowskiej – będąca błyskotliwym formalnym eksperymentem – zostanie zrealizowana w formie pełnego spektaklu, a interesujące prace studentów ASP (m.in. filmy czy instalacje multimedialne) trafią do zbiorów galerii. A tym samym – że coraz częściej będziemy słyszeć muzykę Tomasza Sikorskiego.

 

 

Kwiecień 2015