13.03.2015, Filharmonia Narodowa.

 

Tadeusza Strugały warszawskiej publiczności przedstawiać nie trzeba. Jest wszak uznawany za jednego z najwybitniejszych współczesnych dyrygentów, doskonale odnajdującego się zarówno w klasycznym, jak i współczesnym repertuarze. Nic więc dziwnego, że podwójny jubileusz artysty – sześćdziesięciolecia pracy dyrygenckiej i osiemdziesiątych urodzin, przyciągnął pełną salę słuchaczy. I choć Maestro zaproponował stołecznej publiczności repertuar może nazbyt zachowawczy – to były to wykonania na najwyższym poziomie.

Koncert rozpoczęła Uwertura-fantazja „Romeo i Julia” Piotra Czajkowskiego, utwór niezwykle popularny i zapewne z tego powodu nie grany już zbyt często. Maestro Strugała poprowadził wykonanie bardzo zrównoważone pod względem zastosowanych temp i ekspresji. Próżno szukałby tu słuchacz romantycznej histerii lub sentymentalizmu. Muszę przyznać, że takie potraktowanie utworu bardzo przypadło mi do gustu, chociaż brakowało mi momentami większych kontrastów dynamicznych lub mocniejszych akcentów artykulacyjnych.

Koncert skrzypcowy e-moll op. 64 Felixa Mendelssohna również należy do kanonu muzyki romantycznej i – podobnie jak uwertura Czajkowskiego – podatny jest na nadmierną czułostkowość wykonawców. Zarówno Maestro Strugała, jak i wykonujący partię solową Vadim Gluzman zamiast przesłodzonego syropu zaproponowali jednak słuchaczom ożywczy łyk krystalicznie czystej źródlanej wody. Dzięki szybkim tempom interpretacja Koncertu była niezwykle żywa i dynamiczna, chociaż miałem wrażenie, że Gluzman chciałby bardziej dopieścić niektóre frazy. Jego dźwięk był mocny i soczysty we wszystkich rejestrach, a wykonania słuchało się z prawdziwą przyjemnością.

IV Symfonia c-moll „Tragiczna” Franza Schuberta, która zabrzmiała po przerwie nie cieszy się tak dużą popularnością. Jej wykonanie cechowało się jednakowym umiarem i spokojem, który jednakże nie miał w sobie nic z obojętności. Narracja utworu była żywa, zwarta i potoczysta. I chociaż Schubert zgodnie uznawany jest za jednego z pierwszych romantyków – wykonanie jego dzieła było klasyczne w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Koncert zakończył się dość nietypowo, po symfonii zabrzmiało bowiem Adagietto z V Symfonii Gustawa Mahlera, utwór o wyciszonej dynamice i składzie zredukowanym tylko do kwintetu smyczkowego i harfy. Czwarte ogniwo symfonii zabrzmiało pod batutą Strugały subtelnie i elegancko, a sekcja smyczków orkiestry FN miała idealnie jedwabiste i miękkie brzmienie. Aż kusi, aby wysłuchać tego dzieła w całości pod tak znakomitą batutą…

Ruchy dyrygenta w czasie całego koncertu były oszczędne, ale jednocześnie ekspresyjne i bardzo czytelne. Jego wysmakowane interpretacje to klasa sama w sobie. I chociaż Maestro pożegnał się z publicznością intymnym wyznaniem austriackiego mistrza, nie był to koniec koncertu. Oficjalne życzenia nie są rzecz jasna tak ekscytujące jak słuchanie muzyki – jednak miło było obserwować, z jaką życzliwością i ciepłem Jubilat dziękuje za współpracę orkiestrze. Zaangażowanie w wykonywane utwory sprawia, że na estradzie Tadeusz Strugała wydaje się młodym człowiekiem. Obyśmy mieli okazję słyszeć jego wykonania częściej!

 

 

Marzec 2015