22.10.2014, Tarnowskie Góry.

 

Mityczny instrument stał naprzeciwko drzwi, oddzielony od rzędów krzeseł kilkoma metrami dębowego parkietu i ponad pięcioma wiekami zapomnienia. Jego kształt nie jest jednak taki nieznany, przypomina klawesyn. Miałem w głowie całkowitą ciszę. Viola organista, instrument Leonarda da Vinci znany jedynie ze szkiców, ma pięćset lat historii i prawie żadnej tradycji. „Naśladując świętych proroków, ludzie pilni i mądrzy wynaleźli ludzką sztuką instrumenty muzyczne, aby grać ku rozkoszy duszy ludzkiej” – fraza wypowiedziana przez Hildegardę z Bingen, zaklęta w złotych literach umieszczonych na czerwonej klapie instrumentu, był jedynym dźwiękiem dobiegającym do mnie.

W drzwiach ukazała się smukła figura wiolonczelistki, Małgorzaty Jeruzal- Kupczak. Promiennym uśmiechem powitała wszystkich trzynastu słuchaczy obecnych na sali i w kilku słowach przedstawiła postać krakowskiego pedagoga, pianisty, klawikordzisty, klawiolinisty, kompozytora i konstruktora instrumentów, Sławomira Zubrzyckiego, oraz jego wyjątkowe dzieło. Nieliczne, ale intensywne oklaski, wprowadziły na scenę dystyngowaną postać bohatera wieczoru. Ów wszechstronny człowiek z pokorą i elegancją skłonił się przed nielicznie przybyłą publicznością i zasiadł przy swym instrumencie.

Zubrzycki zaprosił nas do podróży w czasie, podczas której próbował jakby nadrobić nieobecność violi organisty w historii muzyki oraz udowodnić, że przypuszczalnie było dla niej miejsce w co najmniej kilku epokach. Koncert rozpoczął się zatem renesansowymi utworami tanecznymi z tabulatur organowych i lutniowych Jana z Lublina, Christiana Loeffelholtza, Meteusza Weisseliusa, Jakuba Polaka i Wojciecha Długoraja. Bogaty dźwięk violi tchnął nową zupełnie energię i kolor w taneczności tych dzieł. Paleta możliwości instrumentu rozsadzała te proste formy, czyniąc z nich wręcz wirtuozowskie miniatury.

Do epoki baroku Zubrzycki wprowadził nas swoją transkrypcją Concerto Primo Adama Jarzębskiego, udowadniając, że w wieku monodii akompaniowanej śpiewny głos violi, w połączeniu z możliwością równoczesnej gry harmonicznej, znalazłby najbardziej dla siebie naturalną przestrzeń. Potwierdziły to też transkrypcje kanonicznych pozycji repertuaru gambowego: Concert  XLIV: Le Tombeau De Monsieur De Sainte-Colombe, Suita h-moll i Les Voix humaines Marina Marais, a także La Couperin Antoine’a Forqueray'a, Bourree alla Polacca Georga Friedricha Telemanna i dwie kompozycje Carla Friedricha Abla. Kołowy smyczek, wprawiany w ruch pedałem, niczym wrzeciono tkał gęsty strumień brzmienia jakby całego consortu gambowego. Selektywność każdego dźwięku pozwalała rozsmakować się w mnogości odcieni dynamicznych i barwowych, zachwycać unikalnymi zdobieniami, jak choćby łagodnym vibrato czy niezwykle emfatycznymi, flażoletowymi przydźwiękami. Było w całej tej fascynującej konfrontacji z przeszłością coś z poszukiwania własnej tożsamości i uzasadnienia przynależności instrumentu do potężnego drzewa genealogicznego europejskiej tradycji muzycznej.

Zwieńczeniem koncertu-podróży stał się swego rodzaju hołd lenny, złożony przez owego nowego-starego wasala przed tronem Muzyki. W dźwiękach skomponowanej w ramach programu zamówień kompozytorskich Instytutu Muzyki i Tańca Suity sarmackiej Sławomira Zubrzyckiego, viola organista, niczym rycerz z obrazu Muzyka Justusa z Gandawy, klęka przed tronem swojej Pani, oddając się w jej służbę i łaskawą opiekę. W kolejnych częściach suity, opatrzonych imionami ojców polskiej muzyki renesansu i baroku, w kontrapunktycznych impresjach Zubrzycki podaje im rękę, wita się z nimi w ich własnym języku. Najbardziej intrygujące były intermezza oddzielające spotkania z kolejnymi mistrzami. W tych krótkich przejściach twórca po raz pierwszy ośmiela się skierować wzrok w przyszłość. Dźwięk violi wyjęty z ram tonalnych okazał się się czymś niezwykle świeżym i odkrywczym. W brzmieniu instrumentu nie było wcale – jak mogłoby się wydawać – żadnej egzotyki. Violi nie towarzyszy żaden bagaż skojarzeń harmoniczny i stylistyczny (w przeciwieństwie do innych instrumentów). Zubrzycki w swojej Suicie korzysta z możliwości violi organisty jednak dość zachowawczo, nieśmiało.

Carl Philipp Emanuel Bach, twórca jedynego utworu na podobny instrument, żałował że Bogenklavier nie został w jego czasach bardziej rozpowszechniony. Dziś, ponad 250 lat później, muzyka – prawdopodobnie brzmiąca bardzo podobnie – otrzymała szansę włączenia się w świat muzyki. Mimo intensywnych planów koncertowych, Zubrzyckiemu i jego dziełu grozi włożenie do szufladki „historyczna ciekawostka”. Sądzę, że jedynie zainteresowanie się współczesnych kompozytorów możliwościami, jakie daje ten niezwykły instrument, może zapewnić mu pozycję na jaką zasługuje.

 

 

Program MKiDN „Zamówienia kompozytorskie” realizowany przez IMIT.