02.12.2014, Warszawa.

 

W ramach kolejnej odsłony cyklu „Partytury fotograficzne”, stworzonego w 2009 roku przez grupę Kawalerów Błotnych, w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Lutosławskiego udźwiękowione zostały prace rumuńskiego artysty, Vlada Dumitrescu.

Impresyjne górskie pejzaże, wnętrza prostych chałup, ludzie i zwierzęta, światło wpadające przez szpary w dachu, okna i błyszczące na ostrzu kosy, linie proste i krzywe, kolory, czerń i biel – wszystko, co można zobaczyć w niezwykle wizyjnych, raz intymnych, pokazujących ludzi, ich emocje, to znów zdystansowanych, działających czystą formą obrazach fotografika: wszystko to mogliśmy... usłyszeć.

Każda z dziesięciu fotografii zaprezentowanych na koncercie „România mea”, stanowiła osobny świat ukazany w dwójnasób – w obrazie oraz swoistej muzycznej audiodeskrypcji(1), jakiej dokonali Cezary Duchnowski, Ryszard Latecki oraz Tadeusz Wielecki. Użyli bogatego instrumentarium: fortepianu, elektroniki, trąbki, harmonium, syntezatora, kontrabasu oraz rozmaitych perkusjonaliów (od misy tybetańskiej wypełnionej wodą po rozmaite grzechotki, łańcuchy itp.).

Powstające na żywo impresje, czy też obrazy dźwiękowe, były jednak czymś więcej niż tylko zwykłym opisem – tworzyły z fotografiami swoistą formę multimedialną, której odbiorca mógł w pełni doświadczyć tylko na styku wrażeń słuchowych i wzrokowych. Była to prawdziwa mixtura magica. Fotografie odczytywano jak partyturę graficzną, jak zapis form i struktur tworzących niepowtarzalny wzór i matrycę dla muzycznych wypowiedzi. Na początek zobaczyliśmy dość pozorne zdjęcie, bo pejzaż (łąka, zawijas rzeki, w oddali w mgłach budowla sakralna, rysunek górskich szczytów oraz przefiltrowane przez mgłę słoneczny kręg na niebie), który czytany był w pionie – od najniższego planu (najbliższego) po najwyższy (elementy pozostające na drugim planie obrazu). Z początkowych delikatnych dźwięków generowanych przez misę tybetańską wypełnioną wodą, odgłosów łańcuchów (jakby echo albo wyobrażenie pasących się na łące krów, kóz?) i innych brzmień kojarzących się ze środowiskiem high-fi, poprzez szmerowe pasma (mgła), powoli wyrastały coraz bardziej wyraziste kontury melodii, po harmonicznie rozjaśnione, mocne i gęste współbrzmienia w kulminacji.

Kolejne obrazy zestawione były na zasadzie kontrastu i dopełnienia. Pojawiały się dźwięki, które w przedstawionych na fotografiach miejscach można potencjalnie usłyszeć. Ponadto emocje oraz nastroje bohaterów na fotografii, a także charakter światła. Wszystko to w muzycznych działaniach trójki improwizatorów brzmiało w genialny, sugestywny sposób.

Spokój i melancholię pierwszego obrazu zmąciły niepokojące, rozedrgane struktury, które wywołał obraz drugi – starszej kobiety o pooranej twarzy, która swymi spotężniałymi przez ujęcie perspektywiczne, powyginanymi artretyzmem dłońmi, przytrzymuje kurę –  na poły w czułym, na poły morderczym geście...

Mistrzostwo Dumitrescu w portretowaniu steranych życiem starszych ludzi, ich pomarszczonych, emanujących pogodą ducha, spokojem, lecz też smutkiem, twarzy, znalazły doskonałe odzwierciedlenie w ekspresyjnych obrazach muzycznych. Zdjęcie pary ludzi w kolorowej izbie, obwieszonej różnej wielkości emaliowanymi garnkami, wywołała muzykę radosną, pełną obijających się o siebie dźwięków i wyrazistych rytmów. Z kolei zdjęcie mężczyzny koszącego trawę przyniosło muzykę o nastroju nieco sielankowym, jakby z odgłosami łąki i jej mieszkańców, ale także z żywymi, ruchliwymi frazami.

Głęboko zapadający w pamięć samotny, na wpół klasterowy akord uderzony przez Cezarego Duchnowskiego, rozpoczął fragment, którego partyturą było portretowe zdjęcie starszej kobiety w chuście trzymającej chleb w geście ofiarowania czy błogosławieństwa. Kolory i ciepłe światło, jak z obrazów de la Toura (choć dzienne), oświetlające pogodną twarz kobiety patrzącej na bok, może przez okno, a przede wszystkim chleb trzymany przez nią w dłoniach, wyrażone zostały jednym, ekspresyjnym, rozbrzmiewającym samotnie akordzie (mistycznym „akordzie chleba”).

Czarno-białe fotografie generowały muzykę opartą na kontrastach. Jedno zdjęcie przedstawiało ośnieżone wzgórze z cienkimi kreskami drogi, przydrożnego płotu, nagich konarów drzew oraz małą ciemną plamkę u dołu – człowieka ciągnącego po śniegu tobół, bodaj stóg siana. Wywołana z tej partytury muzyka składała się z wybrzmiewających burdonów (drony) oraz krótkich, pojedynczych delikatnych fraz. Z kolei fotografię, na której widać pochyloną starszą kobietę przechodzącą przez zaśnieżony cmentarz (widzimy białe krzyże, rząd regularnie rozstawionych lamp), muzycy odczytali strukturami rytmicznymi najeżonymi dźwiękami ostrymi, metalicznymi i skrzypiącymi (jak śnieg pod butami, a może jak zmęczone wiekiem stawy); czyżby muzycy wyrazili metaforę starości, umierania? Widniejące na innym zdjęciu wnętrze szopy pełniącej rolę domowej destylarni wódki, do której wnętrza zamglonego parą wodną przez nieszczelny dach dochodzą wiązki światła przypominające neony, wywołało muzykę z ducha technologiczną, dudniącą elektroniką i mocnymi repetytywnymi rytmami.

Koncert-wystawę zakończyło wykonanie fotografii, którą można by zatytułować Wytchnienie przy pracy. Było to zdjęcie siedzącego na śniegu uśmiechniętego mężczyzny z pobrudzonymi dłońmi, obejmującego swego psa w przyjacielskim geście. Dało ono muzykom powód do radosnej i swobodnej zabawy dźwiękami, która przerodziła się w euforyczny, wirtuozowski finał.

Muzyka współistniejąca z obrazem, i tworzona do obrazu, nie jest pomysłem nowym. Od zawsze obrazy inspirowały (i vice versa), a w czasach kina, filmów i teledysków współistnienie muzyki i obrazu nikogo nie dziwi. Nowością projektu „Partytur fotograficznych” jest to, że łączy zarazem wystawę fotografii i koncert. Ponieważ muzyka „România mea” jest improwizowana, jej prawykonanie jest wykonaniem jedynym i niepowtarzalnym; to galeria momentów ulotnych.

 

 

1 Audiodeskrypcja to termin odnoszący się do opisywania obrazów (malarstwo, fotografia, film) dla osób niewidzących. Może opis muzyczny mógłby stać się alternatywną formą udostępniania wizualnych dzieł sztuki osobom, które nie mogą ich doświadczyć za pomocą wzroku?

 

 

Program MKiDN „Zamówienia kompozytorskie” realizowany przez IMIT.