26.09.2014, Warszawa.

 

Polsko-ukraiński koncert na Zamku Królewskim w Warszawie wpisywał się w trzy wydarzenia kulturalne. Był zarówno częścią  organizowanego przez Zamek cyklu wykładów „Polska-Ukraina-Europa: dziedzictwo i przyszłość”, zapowiadał też 3. Festiwal „NeoArte”, odbywający się w październiku w Gdańsku, figurował ponadto w programie „Warszawskiej Jesieni” wśród jej imprez towarzyszących. Mimo tak wielu patronów pomysł na przedsięwzięcie wynikał z chęci „zrobienia czegoś razem” przez artystów z Polski i Ukrainy. Jak dowiedzieliśmy się ze słowa wstępnego Moniki Pasiecznik, zrodził się w pociągu z Kijowa do Warszawy, jadącym z opóźnieniem spowodowanym zamiecią śnieżną. Ukraiński Ensemble Nostri Temporis, trójmiejski NeoQuartet oraz kontrabasista Jarosław Stokowski, łącząc swe siły stworzyli zespół Neo Temporis Group, który pod batutą Grzegorza Wierusa po raz pierwszy wykonał kompozycje twórców ukraińskich i polskich – utwory powstałe w ramach programu „Zamówienia kompozytorskie” realizowanego przez Instytut Muzyki i Tańca.

Jako pierwszy usłyszeliśmy utwór Oleksija Shmuraka I have lost my Euridice na kwartet smyczkowy, kontrabas, kwartet dęty drewniany, róg i fortepian. Skrajne ogniwa tej czteroczęściowej suity bazowały na wzorze walca, dwie środkowe miały być tangiem. Zasadniczą intencją kompozytora było jednak zamazywanie tożsamości tych tańców. Dalekie echa tanecznych rytmów i zwrotów melodycznych miejscami niknęły zupełnie – w licznych pauzach i uporczywie powtarzanych pojedynczych dźwiękach. Miejscami walc i tango pojawiały się w całej swej okazałości, ale tylko na chwilę, jak odległe wspomnienie, które zaraz znika w pamięci.

W Bio-chorales na kwintet dęty Karol Nepelski, jak sam mówi, próbuje odnaleźć sacrum w cielesności muzyki. Owa „cielesność muzyki” bardzo silnie łączy się z cielesnością wykonawców, zwłaszcza w niezwykle efektownym zakończeniu, gdzie każdy instrumentalista gra swój składnik akordu tak długo, na ile starcza mu tchu. Chorałowa faktura, w której akordy łączyły się ze sobą według relacji wdech-wydech, kierowała moje skojarzenia w kierunku chorałów pasyjnych, a wykreowana cielesność zdawała się rozciągnięta na krzyżu w agonalnym napięciu. Kontemplacyjne skupienie z jakim kompozytor obrazuje nieregularny oddech muzyki, który przyspiesza, zwalnia, przechodzi w świst i szmer, a ostatecznie zamiera, tworzy obraz niezwykle sugestywny i przejmujący; lepiej czułby się jednak w ascetycznym kościele niż w bogato zdobionej sali Zamku Królewskiego.

Drugi z ukraińskich kompozytorów, Bohdan Sehin, w swym kwartecie smyczkowym Talos posługuje się zaledwie paroma gestami, z których układa krótkie, lecz wielokrotnie powtarzane motywy. Do początkowego glissanda skrzypiec dołącza się reszta kwartetu, całość narasta, by zostać przerwana. Nie ma tu sentymentalnego minimalizmu Shmuraka. To muzyka kreślona grubą kreską na szorstkim płótnie.

W Koncercie na jedenastu Sławomir Kupczak prezentuje typową dla siebie, bardzo gęstą i ruchliwą fakturę. Wykorzystując elementy przesunięcia fazowego, początkowy jednostajny puls szybko rozpada się na jedenaście całkowicie niezależnych partii. Pod koniec cała ta polirytmiczna gra zostaje na powrót scalona, a utwór wieńczy kadencja zbudowana z masywnych, wyraźnie oddzielonych od siebie pionów akordowych.

Niestety każdy z utworów wypadł w ogólnym rozrachunku dość przeciętnie. Może to wybór zamkowej sali nie był fortunnym pomysłem dla tej muzyki, może zestawienie czterech tak odmiennych kompozycji na jednym koncercie utrudniło odbiór każdej z osobna, a może część utworów była zwyczajnie słaba. Tak czy inaczej, doceniając zapał i chęć współpracy artystów z Polski i Ukrainy, okazuje się, że znacznie trudniej niż znaleźć sponsorów, patronów, salę koncertową i zapełnić ją publicznością, jest logiczne wypełnić program koncertu wartościową muzyką.

 

Program MKiDN „Zamówienia kompozytorskie” realizowany przez IMIT.