24.10.2014, Olsztyn.

 

Świetna pod względem akustycznym sala imponującego gmachu Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej posłużyła jako tło prawykonania kompozycji Justyny Kowalskiej¬-Lasoń. Utwór nosi zagadkowy tytuł Śnię sny wszystkich śniących, co rzeczywiście oddaje jego klimat, który można określić jednym słowem – oniryczny.  Justyna Kowalska-Lasoń, jak sama twierdzi, „docenia tradycję, ale szuka też inspiracji w awangardzie”. Kolejność użytych słów – najpierw tradycja, a potem awangarda – nie jest tutaj przypadkowa, znalazła ona bowiem odzwierciedlenie w kształcie dźwiękowym zaprezentowanego utworu, który poprzez swą nastrojowość nasuwa przede wszystkim skojarzenia z dawnym, romantyczno-uczuciowym podejściem do muzyki. Nastrój zdecydowanie pełni tu rolę dominującą i nadrzędną w stosunku do innych parametrów. Zostaje mu podporządkowana forma, dramaturgia, a także instrumentacja i generalna jakość brzmieniowa.

Utwór składa się czterech części opatrzonych poetyckimi tytułami, które dodatkowo uwydatniają jego emocjonalny charakter. Przeznaczona na flet (Łukasz Długosz) i orkiestrę symfoniczną kompozycja mogłaby zostać uznana za klasyczny przykład solowego koncertu, jednak autorka woli nazywać ją symfonią koncertującą. Zważywszy na wielką i szeroko przez nią eksponowaną rolę orkiestry, trudno się temu dziwić.

Obraz dźwiękowy dwóch początkowych ogniw jest ciemny, podszyty grozą i nieokreślonym lękiem. Część pierwsza obfituje w efekty sonorystyczne, wykorzystuje potężne brzmienie orkiestry (które zostało dodatkowo wzmocnione przez rozstawione na scenie mikrofony). W następnym segmencie, dużo bardziej energicznym, do głosu dochodzą instrumenty perkusyjne, które zawsze świetnie sprawdzają się w roli dynamicznych katalizatorów. Sprawdziły się i tutaj, przez co brzmienie zyskało blask i rozmach. Co ciekawe, w dwóch pierwszych ogniwach rola fletu jest właściwie marginalna, jak gdyby stał się zaledwie jednym z instrumentów orkiestry. Dopiero w części trzeciej instrument solowy ma pole do popisu: ten nieco spokojniejszy w charakterze fragment wykonuje sam, bez towarzyszenia orkiestry.

Prawykonanie odbyło się z udziałem utalentowanego flecisty Łukasza Długosza, co z pewnością wyszło utworowi na dobre. Sonorystyczna fascynacja możliwościami brzmieniowymi fletu w połączeniu z liryczną wyrazowością została w jego interpretacji mocno podkreślona. W czwartej części flet i orkiestra pozostają w równym stopniu aktywne, potęgując dramatyzm odczuwalny w dysonansowych brzmieniach i dużym wolumenie.

Śnię sny wszystkich śniących łączy tradycyjną ekspresję z awangardową techniką w sposób nader zgrabny i – co ważne – nie pozwala słuchaczowi się nudzić. Biorąc pod uwagę spore rozmiary utworu, a także pewną wyrazową monotematyczność (ciągle ta tajemniczość i groza!), która w innym przypadku mogłaby się okazać niebezpieczna, kompozytorce należą się wyrazy uznania za to, że jej muzyka nie nuży i nie przytłacza. Przeciwnie: wciąga, fascynuje, a jednocześnie posiada nieodparty walor uczuciowej szczerości, który nieczęsto się zdarza u współczesnych twórców.

 

Program MKiDN „Zamówienia kompozytorskie” realizowany przez IMIT.