08.11.2014, Gdańsk.

 

Koncert na flet i orkiestrę Krzysztofa Olczaka był jednym z kilku utworów, jakie zabrzmiały w czasie Gdańskiego Koncertu Prawykonań, który odbył się w auli Szkoły Muzycznej I i II st. przy ul. Gnilnej. W roli solistki wystąpiła Dorota Dąbrowska, której towarzyszyła Orkiestra Sinfonietta Pomerania. Mocno upraszczając, można powiedzieć, że Krzysztof Olczak posiada najważniejszą cechę twórcy postmodernistycznego: lubi żonglerkę odmiennymi stylistykami. Ta właściwość wychodzi na pierwszy plan w wielu jego utworach i nie inaczej rzecz się ma z Koncertem.

Kompozycja jest jednoczęściowa, lecz w obrębie formy można wydzielić poszczególne segmenty, zróżnicowane pod względem charakteru i doboru środków. W sposobie prowadzenia narracji raczej brak myślenia linearnego. Brzmienia nakładają się na siebie w porządku wertykalnym, tworząc jakby masę dźwiękową. Nie mamy tu do czynienia z tradycyjnym prowadzeniem linii, a jedynie z kumulacją brzmień, które wraz z wzrastającą i opadającą na przemian dynamiką tworzą dramaturgię całości.

Od pierwszych chwil trwania utworu uwagę zwraca wspomniana skłonność do gry stylami. W początkowym segmencie pojawia się dialog kontrabasu i instrumentów perkusyjnych. Specyfika tego połączenia wywołuje efekt komiczny: z jednej strony mamy jazzowy walk kontrabasu, z drugiej – wyraźną imitację wojskowego brzmienia werbla.

W dalszych fragmentach wzrasta rola instrumentu solowego. W środkowym segmencie stosunek pomiędzy solistką a orkiestrą przywodzi na myśl tradycyjny układ sił: flet wyraźnie współzawodniczy z zespołem, który osiąga brzmienie wprawdzie potężne, ale raczej jednolite.

Po chwili jednak powraca rozczłonkowanie orkiestry na pomniejsze grupy i zabawa barwą poszczególnych instrumentów. Kontrabas, perkusja i flet toczą między sobą rozmowę podobnie jak na początku, co przyczynia się do efektu klamry spinającej formę. Dynamika stopniowo wzrasta, prowadząc do wielkiej kulminacji, na której wszystko się kończy.

Choć w gruncie rzeczy forma jest tradycyjna (można ją uznać za pewien wariant układu ABA), utwór sprawia wrażenie chaotyczności. Mamy tutaj i postmodernistyczne aluzje, i fascynację przypadkiem w muzyce, i sonorystyczne wykorzystanie barwy. Wszystko to razem, w połączeniu z nieodparcie zgiełkliwym brzmieniem, sprawia, że nie całkiem wiadomo, na czym skupić uwagę. Wydaje się, że większe uporządkowanie środków mogłoby wyjść utworowi na dobre.

 

Program MKiDN „Zamówienia kompozytorskie” realizowany przez IMIT.