72. Festiwal Chopinowski. 04–12.08.2017 \ Duszniki Zdrój.

 

Siedemdziesiąty drugi Festiwal Chopinowski w Dusznikach Zdroju był zarazem dwudziestym piątym przygotowanym pod artystycznym kierownictwem Piotra Palecznego. Piękny to jubileusz – zapewne nasz znakomity pianista nie spodziewał się, że przez tyle lat przyjdzie mu piastować to stanowisko, którego objęcie w roku 1992, jak sam powiada, zmieniło w istotny sposób znaczny obszar jego życia, zainteresowań i dokonań.

Jubileusz owocnej działalności skłonił Palecznego do rozmaitych refleksji i wspomnień. Ten czas był bowiem dla dusznickich festiwali niezmiernie szczęśliwy. Podróżując po świecie, czy to z własnymi koncertami czy jako juror renomowanych konkursów, Paleczny nawiązywał cenne kontakty i trzymał rękę na pulsie bieżącego życia muzycznego, dzięki czemu mógł zapraszać do udziału w swoim festiwalu najwybitniejszych wirtuozów, co ogromnie podnosiło atrakcyjność dusznickiego wydarzenia. Pianista starał się też, aby programy kolejnych festiwali podporządkowane były określonej myśli przewodniej i prezentowały na przykład przedstawicieli różnych szkół pianistycznych.

Ze szczególnym wzruszeniem wspominam jedyny w swoim rodzaju klimat festiwalu, na który Piotr Paleczny zaprosił laureatów Konkursów Chopinowskich z różnych lat. Utkwiły mi w pamięci zwłaszcza frapujące recitale Dang Thai-Sona, Adama Harasiewicza, Bernarda Ringeissena, a także jedynej, obok Jana Ekiera, żyjącej wtedy jeszcze laureatki 3. konkursu z 1937 roku – niemieckiej artystki Edith Picht-Axenfeld, która, już w mocno podeszłym wieku, bardzo pięknie zagrała serię intermezzów Brahmsa.

Gdy zaś idzie o tegoroczny festiwal i doświadczenia z pierwszych jego dni, to słuchając inauguracyjnego recitalu wielkiego Nelsona Freire, można było zachwycić się mistrzowskimi wykonaniami Preludiów chorałowych J.S. Bacha (w różnych transkrypcjach), potężnej Fantazji C-dur Schumanna i serii utworów Villi-Lobosa. Młodziutki triumfator konkursu w Tel Awiwie Szymon Nehring po bardzo ładnych Sonatach f-moll Scarlattiego i F-dur Mozarta zaimponował rewelacyjną interpretacją niełatwej Sonaty G-dur op. 31 Beethovena. Obaj natomiast pozostawili wyraźne uczucie niedosytu, gdy przyszło im zmierzyć się z wielką formą chopinowskiej Sonaty: h-moll granej przez Freire oraz b-moll w wykonaniu Nehringa. Okazało się – nie po raz pierwszy zresztą – jak niezmiernie trudna jest to muzyka i jak niewielu pianistów potrafi przedstawić naprawdę doskonałe jej wykonanie.

Z kolei sławny już w świecie, choć młody (dwadzieścia dwa lata) Amerykanin o dalekowschodnich korzeniach George Li podbił słuchaczy zawrotną wirtuozerią w utworach Liszta, z karkołomnymi Reminiscencjami na tematy z „Don Juana” na czele. Lecz cóż, kiedy jego gra, zwłaszcza w utworach Beethovena i Chopina, sprawiała wrażenie całkiem pustej wewnętrznie.

 

Dusznickie konfrontacje (III)

 

Nr 09/2017