16. Śląskie Dni Muzyki Współczesnej. 30.10–14.11.2014, Katowice.

 

Na koncert inauguracyjny, który odbył się tradycyjnie z udziałem NOSPR, w jej nowej siedzibie tłumnie nawiedzanej przez publiczność, złożyły się aż dwa prawykonania. Na początek Narodowa Orkiestra prowadzona przez Michała Klauzę wykonała Koncert wiolonczelowy Andrzeja Dziadka; solistą był Adam Krzeszowiec. Dwuczęściowa kompozycja (obszerna kadencja solowa plus właściwy koncert) łączyła noworomantyczną ekspresyjność powiązaną z eksponowaniem czynnika melodycznego z dyscypliną polegającą na ścisłym selekcjonowaniu interwałów w układach linearnych i harmonicznych; jej forma, daleka od modelu narracyjnego, nawiązywała do symfonicznej klasyki. Do tejże tradycji nawiązał także Oscar Prados Sillero, laureat pierwszej nagrody na 1. Konkursie Kompozytorskim im. Karola Szymanowskiego (2012) za utwór Chant des nuages du soir. Wyróżnienie przyznało jury pod przewodnictwem Eugeniusza Knapika, a wygrana wiązała się właśnie z prawykonaniem dzieła przez NOSPR. Utwór młodego Hiszpana to fresk symfoniczny o prostej łukowej dynamice utrzymany w stylistyce bliskiej narodowej szkole hiszpańskiej sprzed stu lat; przyciągał zmysłowym, lekko nostalgicznym brzmieniem i niepokojącymi rytmami.

Drugą część koncertu wypełniła monumentalna Harmonielehre (1985) Johna Adamsa, kompozycja w tytule nawiązująca do traktatu Schönberga. Minimalistyczne ciągi powtórzeń trójdźwięków i innych „pierwiastków muzycznych”, przekształcanych dalej w „związki” o charakterze cytatów, kulminowały w finałowej części jako apoteoza „kosmicznej” kwinty. „No, tego nawet da się słuchać” – zawyrokował siedzący na koncercie obok mnie Pan Żujący Gumę.

Drugi koncert zorganizowano w Sali Koncertowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wystąpiło na nim dwoje flecistów: Agata Kielar-Długosz i Łukasz Długosz oraz pianista Aleksander Jungiewicz. Przypomniano kilka dawniejszych polskich utworów fletowych reprezentujących stylistykę neoklasyczną (z nieśmiałymi wycieczkami w kierunku atonalności): Sonatę Tadeusza Szeligowskiego, Sonatinę Aleksandra Tansmana (solistka Agata Kielar-Długosz), Intermezzo (Sonet romantyczny) Piotra Perkowskiego oraz Sonatinę Wojciecha Kilara – jeden z odzyskanych utworów młodzieńczych (z 1951 roku), które sam kompozytor skazał na niebyt (solista Łukasz Długosz). Program dopełniło prawykonanie Intensamente. Muzyka na dwa flety i fortepian Stanisława Bromboszcza. Utwór w pełni zasługuje na swój tytuł – jest to muzyka intensywna, przebiegająca jako dramatyczny, miejscami wręcz krzykliwy dialog ściśle ze sobą splecionych głosów fletów, podparty klasycznie rozwiązaną partią fortepianu, wprowadzającą konieczne kontrasty brzmieniowe i rytmiczne.

Koncert trzeci odbył się także w Sali Koncertowej katowickiej uczelni. Wystąpiła Orkiestra Kameralna Miasta Tychy „Aukso” ze swym szefem Markiem Mosiem. Po raz pierwszy wykonano utwór Łukasza Pieprzyka FreeFlight, który był – jak napisano w programie – „muzyką wyzwoloną”, tj. uwolnioną od dyktatury „zakulisowo sugerującej, jak współczesne dzieło muzyczne powinno wyglądać”. FreeFlight brzmi bardzo przyjemnie; mieści się w szeroko pojętej stylistyce neoklasycznej, co oznaczałoby, że młodzi już zapomnieli o zmęczeniu neoklasyką, jakie było udziałem starszej generacji.

Znacznie poważniejsze wrażenie zrobiły Struny ziemi Tomasza Sikorskiego – kompozytora, na którego dziś ewidentnie nastał właściwy czas. Jego szczątkowa, urywana narracja wprowadza w zadumę i wręcz w przerażenie. Szufladka minimalisty użyta w stosunku do Sikorskiego wydaje mi się za ciasna.

Dla odmiany, w młodzieńczych Wyspach Eugeniusza Knapika mówi się bardzo dużo. Jest w tu wiele atrakcyjnych pomysłów, zebranych z różnych muzycznych upraw. Utwór nie zestarzał się wiele po trzydziestu latach – tyle właśnie minęło od jego powstania.

Zagrane na koniec Aukso Aleksandra Lasonia (utwór dedykowany orkiestrze Marka Mosia) można określić jako współczesną symfonię na smyczki. Ma właściwy ciężar gatunkowy i typową dla symfonii dyspozycję materiału – z poważną częścią początkową, quasi-neoklasycznym scherzem i częścią finałową o charakterze podsumowania. Materia dźwiękowa jest tu skondensowana, a dynamika zwrócona do wewnątrz, tj. większość akcji muzycznej dzieje się w wymiarze wertykalnym. Co do skomplikowanej dramaturgii poszczególnych części, w programie objaśniono, że jest ona „dychotomią wzrostu i schyłku”.

Finałowy koncert Śląskich Dni, współorganizowany przez Agencję artystyczną „Appassionato”, odbył się w Filharmonii Śląskiej, a jego wykonawcami byli: śpiewak Maciej Bartczak, kontrabasista Jan Kotula, pianista Piotr Sałajczyk i Jarosław Mamczarski, obsługujący media elektroniczne. Maciej Bartczak przedstawił wrażliwą interpretację cyklu pieśni – do słów Rilkego – Raula Koczalskiego, którym poświęcił swą pracę doktorską. Następnie słuchaliśmy piekielnie nudnej Sonaty kontrabasowej op. 42 Davida Ellisa oraz dużo ciekawszego Divertimenta I na fortepian i elektronikę Jarosława Mamczarskiego – rodzaju etiudy na repetycje wykonywane na fortepianie preparowanym, którym towarzyszyła warstwa elektroniczna o narastającym wolumenie. Opened series IV na kontrabas solo Tadeusza Wieleckiego satysfakcjonowały świetnym wykorzystaniem możliwości brzmieniowych instrumentu; tegoż autora Miniatury na fortepian oraz Studium gestu… II można określić jako „polskie Ligetiana”, nawiązujące – w sposób twórczy i atrakcyjny – do pomysłów konstrukcyjnych z I Księgi etiud Ligetiego. Koncert zakończyło prawykonanie utworu Jarosława Mamczarskiego Poemat liczb na baryton, kontrabas, fortepian i elektronikę. Kompozytor nawiązał do tradycyjnych ujęć Wort-Tonu, proponując rzecz poważną, rodzaj dyskursu na temat harmonii sfer, w którym słowo i muzyka są równorzędnymi partnerami. Poszczególne liczby, które wymienia tekst (w programie nie podano jego autora, domyślam się, że to sam kompozytor), zostały przełożone na muzyczne proporcje: zero to pryma, jeden – półton i tak aż do „kosmicznej” kwinty, jaka wieńczy utwór. Mimo eklektyzmu użytych środków, które jedynie w ograniczonym zakresie jednoczy matematyczna zasada konstrukcyjna, kompozytorowi udało się utrzymać jednolity klimat kompozycji, a przede wszystkim przelać w suche liczby bardzo dużo emocji.

 

 

Nr 12/2014