Szanowni Państwo,

 

Z zainteresowaniem przeczytałem recenzję Barbary Rogali z #06/2019 pod kontrowersyjnym,
delikatnie mówiąc, tytułem Muzyka jest gdzie indziej. Recenzja dotyczy czterech koncertów ostatnich
Warszawskich Spotkań Muzycznych (11
17 maja 2019), festiwalu organizowanego przez Oddział
Warszawski Związku Kompozytorów Polskich, którego to festiwalu od trzech lat mam przyjemność być
dyrektorem artystycznym. Choć niektóre oceny p. Rogali uznałbym za mocno dyskusyjne (np. w kwestii
braku nowych nazwisk polecam przejrzenie programu), wypada mi jedynie podziękować za opinie, których
nigdy dość. Jednocześnie bardziej ogólne oceny i
jak mi się wydaje oczekiwania Autorki wobec Festiwalu powodują, że warto chyba przypomnieć, czym Warszawskie Spotkania Muzyczne są, a czym nie są.

Krótko rzecz ujmując:

1. WSM to rodzaj wzbogaconego przeglądu najnowszej twórczości kompozytorów warszawskich. Osobom
zmartwionym tym faktem podpowiadam: to jedyny taki festiwal, a w Warszawie żyje niemal połowa
polskich kompozytorów piszących muzyką poważną.

2. To przegląd muzyki takiej „jaka jest” - bez postulowania, jaka ta nowo powstająca muzyka być powinna.
Osoby przyzwyczajone do największego ZKP-owskiego festiwalu, czyli „Warszawskiej Jesieni”,
ukierunkowanego na śledzenie trendów najnowszych, mogą się czasem zdziwić, jak żywe jest tradycyjne
myślenie kompozytorskie i jak różnorodna, w tym „zachowawcza”, bywa współczesna twórczość muzyczna.
Nie tylko w Warszawie, bo tak jest przecież na całym świecie.

3. Skoro zatem tradycja jest obecna w twórczości w stopniu znacznie większym, niżby się mogło wydawać,
chęć śledzenia dialogu muzyki nowej z dawną wydaje się rzeczą naturalną i uprawnioną. Historia muzyki
to continuum, choć o kierunkach licznych i nieprzewidzianych. Wpisuje się w nie także zrywanie z tradycją,
które ma już stuletnią tradycję...

4. Mówiąc o „muzyce dawnej”, mam na myśli epoki wcześniejsze od klasycyzmu. Festiwal unika utworów
„mainstreamowych”, najbardziej znanych, najczęściej granych, pochodzących głównie z epoki klasycyzmu
i romantyzmu. Dzięki temu WSM to istotne uzupełnienie tzw. „abonamentu”
czyli, z grubsza biorąc,
repertuaru bliskiego np. Filharmonii Narodowej. Natomiast kompozycje nieznane, na nowo odkryte, „białe
plamy”, to rzeczy na Festiwalu widziane chętnie, niezależnie od epoki.

5. Jak na tak „poważnym” festiwalu znalazł się „niepoważny” jazz? Dla orzeźwienia aczkolwiek orzeźwienia
bardzo wytrawnego. Mamy świadomość kunsztu i wyrafinowania, jakie są obecne w jazzie, wymagającym

podobnie jak muzyka klasyczna lat nauki i wyjątkowych talentów.

Warszawskie Spotkania Muzyczne kierowane są zatem do osób ciekawych tego, „jaką muzykę pisze się
ostatnio w Warszawie”, pamiętających jednocześnie, że pisanie to nigdy nie jest zawieszone w historycznej
próżni.

Takie jest festiwalowe credo. Na koniec: chętnie poznałbym powody, dla których artykuł Barbary Rogali
opatrzony został tytułem Muzyka jest gdzie indziej. Nie znam oczywiście autora owego oszałamiającego
pomysłu, który zresztą kompletnie przeinacza treść samej recenzji. Tym niemniej takie podsumowanie
festiwalu od ponad 30 lat wypełniającego lukę w „mainstreamowym” repertuarze, z setkami prawykonań,
z wykonawcami najwyższej klasy, wymaga zaiste intelektualnej... odwagi?

 

Z poważaniem,

Jarosław Siwiński

dyrektor artystyczny

Warszawskich Spotkań Muzycznych